23 kwietnia 2021

Karol Robak: Fajnie jest być mistrzem Europy, ale mam większe cele

Karol Robak | foto: Karol Robak / Archiwum Prywatne | grafika: Piotrek Przyborowski / aosporcie.pl

Choć nie załapał się do kadry narodowej na mistrzostwa Europy w kategorii do 80 kilogramów, to dostał szansę w tej o sześć kilogramów niższej. Karol Robak przyznaje, że potrzebne było trochę pracy, ale opłacało się, bo właśnie został on pierwszym w historii Polski mistrzem Europy w taekwondo.

Mateusz Włodarczyk, aosporcie.pl: - Chciałbym oczywiście rozpocząć od gratulacji za ten ogromny sukces! Zacznijmy od początku - jak zaczęła się Twoja przygoda z taekwondo?

Karol Robak: - Kiedy byłem dzieckiem, zawsze lubiłem sztuki walki i filmy w tej tematyce. Akurat w Tarnowie Podgórnym otworzyła się sekcja taekwondo i rodzice, wiedząc jaką ekscytację wywołują we mnie sztuki walki, postanowili mnie tam zapisać. Później dostałem się do kadry wojewódzkiej, poznałem trenerów z Poznania i zmieniłem klub na Klub Poznański i tak się zaczęło.

- Jakie to uczucie być najlepszym zawodnikiem w Europie? I to pierwszym seniorskim mistrzem Europy w historii Polski!

- Chyba fajne, nie rozmyślałem nad tym w ten sposób specjalnie. Mam większe cele, ale nie ukrywam, że jestem bardzo zadowolony z tego wyniku.

- Jeszcze na Igrzyskach Olimpijskich w Rio de Janeiro startowałeś w kategorii wagowej do 68 kilogramów, na tegorocznych Mistrzostwach Europy już w kategorii do 74 kg. Była to celowa zmiana, czy związana z tym, że w Brazylii miałeś 19 lat i przez ten okres jeszcze urosłeś?

- To prawda, na Igrzyskach startowałem w kategorii do 68 kilogramów. Kiedy wróciłem po kontuzji miałem parę startów do 74 kilogramów, ale celem na Tokio było, żebym wystartował tam w tej niższej kategorii.

- Nie ukrywam jednak, że coraz trudniej ścinało mi się wagę. Jeszcze w 2019 roku byłem pierwszy w Polsce do 68 kilogramów, ale miałem wtedy spięcie z Polskim Związkiem Taekwondo i nie zostałem powołany na turniej kwalifikacyjny, który miał się odbyć w kwietniu 2020 roku.

Czytaj też 👉 "Poznań stawia na taekwondo!" - Wywiad z Aleksandrą Kowalczuk

- Z oczywistych względów turniej się nie odbył.

- A moja sytuacja się poprawiła, kwalifikacje przesunęli o rok i wróciłem do trenowania z kadrą narodową. Było już jednak dla mnie niemożliwe, by zrzucić wagę do 68 kilogramów i postanowiłem walczyć o kwalifikację olimpijską poniżej 80 kilogramów.

- Pierwsze starty w tym sezonie w Pucharze Świata miałem właśnie w tej kategorii, jednak ze względu na brak rozstawienia dostawałem trudnych rywali i często przegrywałem w pierwszej rundzie. Przez to nie zostałem powołany na mistrzostwa Europy do 80 kilogramów, ale zaproponowano mi start w wadze do 74 kilogramów. Miałem do zbicia kilka kilogramów, zrobiłem to i zostałem mistrzem Europy.

- Rozumiem, że do Igrzysk w Tokio, które miejmy nadzieję się odbędą, planujesz utrzymać się w tej kategorii wagowej, a co potem?

- Na razie jesteśmy na zgrupowaniu w Giżycku i 8 maja są kwalifikacje olimpijskie. Czekamy na decyzję sztabu szkoleniowego, kogo zabiorą na ten turniej. Jeśli to będę ja, to bezpośrednio z Giżycka jedziemy na kwalifikacje, a jeśli nie, to wracam do domu i trenuję dalej, a Igrzyska niestety przepadają.

- Wracając do pytania, nie zamierzam się utrzymywać w kategorii do 74 kilogramów - jest to jedynie kategoria pośrednia, w której można zbierać punkty w kategoriach do 68 i 80 kilogramów a na początku roku zdeklarowałem się do tej ostatniej, także w niej mam nadzieję walczyć o kwalifikację.

- Nie sądzisz, że mistrz Europy powinien mieć zagwarantowane miejsce na Igrzyskach?

- W każdym sporcie inaczej wyglądają kwalifikacje, w niektórych, nawet sportach walki, wystarczy zostać mistrzem Europy, żeby dostać kwalifikację. U nas niestety wygląda to inaczej, ale trzeba się dostosować, trenować i wygrywać.

- Pytam jako osoba, która nie miała nigdy kontaktu ze sportami walki, jak bardzo różni się walka w kategorii niższej o sześć kilogramów?

- Tak, jak powiedziałem, walczyłem w kategorii do 74 kilogramów, bo spadłem z -80, także czułem się silniejszy od przeciwników i czułem nad nimi przewagę.

Czytaj też 👉 Vincent Słomiński: Musiałem pójść do normalnej pracy, by móc spełnić marzenia o Igrzyskach

- Jak wyglądają Twoje przygotowania do Igrzysk w trakcie pandemii, wszystko przebiega zgodnie z planem?

- Jeszcze nie ma stricte przygotowań do Igrzysk. Na razie walczymy o miejsce w reprezentacji. Jeśli będzie kwalifikacja, wtedy będzie osobny plan ułożony pod Tokio. Tego czasu nie ma za wiele, ale to, co obecnie realizujemy, jest oczywiście przygotowane z myślą, że polecimy do Japonii.

- Jeśli natomiast chodzi o pandemię, to wróciliśmy do treningów w Centralnym Ośrodku Sportu. Obowiązuje nas rygor sanitarny, na stołówce nie nakładamy sobie sami jedzenia, przebywa tam też ograniczona liczba osób, nosimy maseczki, często dezynfekujemy ręce. Przed każdym wylotem na zawody mamy robione testy, a na samych zawodach siedzimy zamknięci w pokojach. Zawody odbywają się bez publiczności, także te różnice są, ale myślę, że już się adaptujemy i przetrwają najsilniejsi. 

Mateusz Włodarczyk
@mtwlodarczyk
📷 foto: Karol Robak / Archiwum Prywatne | grafika: Piotrek Przyborowski / aosporcie.pl

0 komentarze:

Publikowanie komentarza