23 kwietnia 2021

Torpeda Roginicia przypieczętowała kompromitację Lecha. Druga porażka po powrocie Macieja Skorży

Podbeskidzie - Lech Poznań | foto: Damian Garbatowski

Lech Poznań pojechał do Bielska-Białej jako faworyt. Po cudownym golu to jednak walczące o przetrwanie Podbeskidzie okazało się zwycięskie.

Podbudowani po zwycięstwie

Kolejorz przyjechał do Bielska-Białej jako zdecydowany faworyt. Co więcej, podbudowany po wtorkowej wygranej z Lechią Gdańsk (3:0). Podbeskidzie jednak nie zamierzało składać broni. Górale pokazali w 26. kolejce, że potrafią strzelać gole, ale mimo to polegli w spotkaniu ze Śląskiem Wrocław (4:3).

Niemrawa pierwsza połowa 

Lech mógł objąć prowadzenie już w 11. minucie meczu. Dobrym podaniem popisał się Jesper Karlstrom, na piąty metr wycofał Jakub Kamiński, ale będący tyłem do bramki Michał Skóraś zdecydował się wycofać piłkę do Mikaela Ishaka zamiast samemu kończyć akcję. Szwed trafił prosto w Peskovicia.

W 26. minucie skrzydłem ruszył Pedro Tiba. Portugalczyk zagrał do Kamińskiego, który piętą odegrał do Ishaka. Napastnik Lecha jednak nieznacznie się pomylił i trafił w boczną siatkę.

Trzy minuty później do słowa doszli gospodarze. Ubbink oddał groźny  strzał z dystansu, ale dobrą interwencją popisał się Mickey van der Hart, jeden z najjaśniejszych punktów Kolejorza w rundzie wiosennej.

Na przerwę oba zespoły schodziły do szatni bez goli, za to z zapasem żółtych kartek, których nie omieszkał rozdać w pierwszej połowie meczu Krzysztof Jakubik. Oglądaliśmy spokojne 45 minut, bez fajerwerków - łudząco przypominało to pierwszą połowę spotkania Lecha z Lechią. 

Brak impulsu 

Poprzednie spotkania pod wodzą Macieja Skorży pomimo słabych pierwszych połów przynosiły impuls po przerwie, a gra Lecha ulegała poprawie. Niestety, tym razem długo nie oglądaliśmy żadnych okazji bramkowych, ani zmian. 

W 67. minucie skiksowali kolejno Janicki i Pesković, ale ani Kamiński, ani Tiba nie dali rady pokonać słowackiego bramkarza Podbeskidzia. Chwilę później gospodarze odpowiedzieli strzałem. Po słabym piąstkowaniu Van der Harta do piłki dopadł jeden z piłkarzy Roberta Kasperczyka, ale uderzył obok bramki. 

W 74. minucie błąd popełnił Satka. Piłkę do środka pola podholował Marko Roginić i odpalił torpedę z około 20. metrów w samo okienko bramki Van der Harta. Podbeskidzie prowadziło 1:0 i Lech musiał zaatakować, żeby uniknąć kompromitacji w Bielsku-Białej. 

Kolejorza nie było stać na nic więcej, choć w końcówce starał się atakować wszystkimi możliwymi siłami. Starania to jednak czasem zdecydowanie za mało, zwłaszcza, kiedy jesteś piłkarzem Lecha Poznań. 

Maciej Skorża przegrał swoje drugie spotkanie po powrocie do polski i z całą pewnością nie może być zadowolony z postawy swoich piłkarzy, którzy ewidentnie nie są podatni na efekt nowej miotły. 

Podbeskidzie Bielsko-Biała - Lech Poznań 1:0 (0:0)
23.04.2021, Stadion Miejski w Bielsku-Białej, 20:30 | 27. kolejka PKO Ekstraklasa 

Gole: 74. Roginić

Podbeskidzie: Pesković - Modelski, Janicki, Rundić - Danielak, Bieroński (64. Frelek), Rzuchowski (64. Tulio), Mamić (70. Niepsuj) - Ubbink (61. Hora) - Biliński (70. Wilson), Roginić 

Lech: Van der Hart - Šatka, Salamon, Rogne, Kraweć - Karlstrom, Kvekveskiri (75. Ramirez) - Skóraś, Tiba, Kamiński (75. Sykora) - Ishak (79. Johannsson) 

Kartki: Rzuchowski - Kraweć, Ishak, Rogne (żółte)

Sędzia: Krzysztof Jakubik (Siedlce)

Dominik Stachowiak
 @D__Stachowiak
📷 Damian Garbatowski

0 komentarze:

Publikowanie komentarza