2 kwietnia 2021

Lech Poznań na wschodzie zakupów robić nie powinien. Tym Ukraińcom nie wyszło przy Bułgarskiej

Ukraińcy w Lechu | foto: Damian Garbatowski / aosporcie.pl

Zaciąg ukraiński w ostatnich latach przybrał w Lechu Poznań wysokie tempo. W niebiesko-białych barwach w ciągu ostatnich czterech lat zagrało czterech Ukraińców. Niestety, nie można powiedzieć, że ten kierunek przyniósł Kolejorzowi korzyści sportowe.

Zaczęło się dobrze

Pierwszym zawodnikiem ściągniętym zza wschodniej granicy do Lecha był Wołodymyr Kostewycz. Lewy obrońca trafił do Poznania w 2017 roku za około 300 tysięcy euro z Karpat Lwów. Trzeba powiedzieć, że początki Kosty w Kolejorzu były naprawdę obiecujące, ale potem była to już równia pochyła w dół...

Kostewycza do Lecha sprowadzał Nenad Bjelica. Chorwat od początku dał szansę Ukraińcowi na pokazanie swoich umiejętności. W swoim debiutanckim sezonie w PKO Ekstraklasie defensor zanotował dwie asysty w siedemnastu meczach i był pewnym punktem zespołu z Bułgarskiej.

Kolejne lata Ukraińca w Lechu, choć okraszone wieloma występami po 90 minut (co w dużej mierze wynikało z braku poważnej rywalizacji, bo za taką na pewno nie można brać Piotra Tomasika), to kilka kontuzji, po których nie potrafił już wejść na swój początkowy poziom.

Kostewycz stał się swego rodzaju symbolem. Niestety dla niego, negatywnym. Jego dziesiątki dośrodkowań w pole karne często były blokowane już przez pierwszego obrońcę lub wybijane zanim zdążyły dotrzeć do partnerów. Miał też pecha, bo nie odniósł żadnego znaczącego sukcesu z Lechem, w który miałby większy wkład. Przegrał mistrzostwo, Puchar Polski, a ostatecznie rywalizację o miejsce w składzie z Tymoteuszem Puchaczem.

Wyrób drewnopodobny

Można się śmiać, ale w nawet w polskiej ekstraklasie ciężko było znaleźć kogoś, kto wyglądał w swojej grze jakby na boisko trafił prosto z tartaku. Ołeksij Chobłenko, bo o nim mowa, nie zapisał się złotymi zgłoskami w Lechu Poznań. Ba, nie zapisał się żadnymi.

Chobłenko trafił do Kolejorza zimą 2018 roku. Napastnik został wypożyczony do Poznania z Czernomorca Odessa. Bilans jego występów w niebiesko-białych barwach to 357 minut, które złożyły się na łącznie 11 spotkań, w których Ukrainiec zdobył dwie bramki.

Choć wychowanek Dynama Kijów strzelił dwa gole w barwach Lecha, to nikt w Poznaniu o nim już nie pamięta. A przynajmniej nie chce pamiętać. Ciężko patrzyło się na to, jak porusza się po boisku. Nie dawał praktycznie żadnej jakości i nie mógł stanowić realnej konkurencji dla Christiana Gytkjaera.

Nadzieja, która zgasła

Bohdan Butko zaliczył w Lechu Poznań naprawdę dobry start. Przyszedł do Kolejorza w roli typowego "strażaka" w sezonie 2019/20, kiedy to został wypożyczony z Szachtara Donieck. Kontuzjowany był Robert Gumny, a na boku obrony musiał występować Jakub Kamiński. Sięgnięto więc po 32-krotnego reprezentanta Ukrainy i był to bardzo dobry ruch.

Butko prezentował się solidnie w obronie i pojawiały się głosy mówiące o tym, że Lech powinien postarać się o wykupienie tego zawodnika z Szachtara. Ostatecznie rozbiło się o kwestie finansowe, przez co Ukrainiec wrócił do swojego klubu po pół roku spędzonym w Poznaniu. Rozegrał w tym czasie 10 spotkań w Ekstraklasie i zanotował jedną asystę. Wszystkim wydawało się, że zostanie dobrze zapamiętany, ale...

Przyszedł sezon 2020/21. Kolejorz występował w fazie grupowej Ligi Europy, a Alanowi Czerwińskiemu brakowało zmiennika. Wtedy Lech sięgnął po dobrze znane sobie i kibicom nazwisko. Butko wrócił do Poznania na kolejne pół roku i... to już był początek zjazdu formy Ukraińca.

Czytaj też 👉 Dariusz Żuraw dwa lata temu został trenerem Lecha Poznań. Dotrwanie do trzeciej rocznicy będzie zaskoczeniem

Butko rozegrał 117 minut w Ekstraklasie, w tym fatalne dwie minuty z Rakowem, gdzie po jego akcji ofensywnej poszła kontra częstochowian i padła bramka Daniela Szelągowskiego oraz 25 minut z Pogonią, gdzie przyczynił się do straty czwartej bramki. Do tego dołożył trzy pełne spotkania w Lidze Europy. Tam również nie pokazał się z dobrej strony.

Ukraiński prawy obrońca był nadzieją na rywalizację z prawej strony, która zgasła w kibicach wraz z upływem czasu. Ostatecznie zakończył współpracę z Lechem i trafił do tureckiego Erzurumsporu. Czy był to dobry zawodnik? Miał swoje plusy, ale zostały przyćmione gorszą postawą jesienią 2020 roku.

Gorszy Kostewycz?

Po debiucie Wasyla Krawecia w meczu z Charleroi w ramach eliminacji do Ligi Europy w sezonie 2020/21 obiecywano sobie dużo więcej, niż ostatecznie otrzymano. Ukrainiec "zapracował" sobie nawet na miano "gorszego Kostewycza", co jest trafnym wnioskiem. Zwłaszcza, jeśli spojrzymy na dośrodkowania Krawecia.

Jak prezentują się liczby zawodnika wypożyczonego do Kolejorza z hiszpańskiego Leganes? 14 spotkań w Ekstraklasie, co nie przełożyło się na żadną asystę czy gola. Jedynie na sześć żółtych kartek. Temperament Ukraińca również stanowi problem. Kraweć bowiem szybko się zagotowuje i często można drżeć o to, czy dogra mecz do końca.

Czy Kraweć ma jakąkolwiek przyszłość w Poznaniu? Nie sądzę. Raczej po zakończeniu rozgrywek wróci do Hiszpanii, a w Lechu nikt nie będzie za nim płakał. Przykre, ale prawdziwe. Chyba każdy woli, żeby rolę zmiennika Tymoteusza Puchacza odgrywał w tym momencie Krystian Palacz, niż żeby Wasyl Kraweć zajmował miejsce w kadrze, które mogłoby przypaść wychowankowi Kolejorza.

Lepiej sprzedawać niż kupować

Lech zdecydowanie lepiej wychodzi na transferach wychodzących w negocjacjach z Ukraińcami. Właśnie tam powędrowali Łukasz Teodorczyk, Tomasz Kędziora i Tamas Kadar. Wszyscy do Dynama Kijów, dwaj pierwsi z sukcesami.

Teodorczyk po dobrym okresie w Dynamie wyjechał do Belgii, gdzie spędził swój najlepszy okres w karierze. Kędziora zaś wciąż gra w klubie z Kijowa i jest w tym momencie jednym z najbardziej rozpoznawalnych obcokrajowców w ukraińskiej Premier Lidze.

Tamas Kadar zaś trafił do Dynama Kijów za około trzy miliony euro. Nie zrobił tak dużej kariery jak dwaj pozostali koledzy, ale na pewno nie narzeka. Lech również nie powinien. Węgier obecnie gra w chińskim Shandong Lueng.

Chyba łatwo dojść do wniosku, że lepiej sprzedawać na Ukrainę, niż z niej ściągać piłkarzy. Przynajmniej w przypadku Lecha, który sparzył się na sąsiadach już czterokrotnie w ciągu czterech ostatnich lat.

Dominik Stachowiak
@D__Stachowiak
📷 Piotrek Przyborowski / aosporcie.pl

0 komentarze:

Prześlij komentarz