16 marca 2021

Syndrom pustego gniazda w Lechu Poznań. Jan Sykora nie zastąpił Kamila Jóźwiaka

Jan Sykora zawodzi w Lechu / foto: Damian Garbatowski

Sprowadzony we wrześniu Jan Sykora miał z miejsca wejść w buty Kamila Jóźwiaka i utrzymać "wiatr" na skrzydłach w układance Dariusza Żurawia. Dotychczas tak się jednak nie stało, a czeski skrzydłowy wciąż szuka formy po urazach.  

Zbyt późna eskapada? 

Od pozyskania Jana Sykory minęło już przeszło siedem miesięcy. Zmiana ligi to dla piłkarza spore wyzwanie pod względem empirycznym, ale też emocjonalnym. Zwłaszcza te drugie może być bardziej utrudnione, jeżeli zawodnik na swój pierwszy wyjazd za granicę decyduje się w wieku 27 lat. 

Tak było właśnie w przypadku wychowanka Viktorii Pilzno. Czeski skrzydłowy dosyć późno zdecydował się na wyjazd z rodzimej ligi. Po dobrej rundzie w barwach Slovana Liberca w 2017 roku miał oferty opuszczenia ojczyzny, jednak wtedy postanowił pozostać w Czechach i parafować umowę z praskim gigantem - Slavią, która to wyłożyła za niego milion euro.  

Dla filigranowego Czecha progi praskiego klubu okazały się być za wysokie, stąd półroczne wypożyczenie do poprzedniego klubu. Tam jednak nie odnalazł dawnego błysku. Kolejne wypożyczenie, tym razem do FK Jablonca, pozwoliło Jankowi na swoiste odrodzenie - w sezonie 2019/2020 zanotował tam dziewięć bramek i sześć asyst. 

Długie poszukiwania następcy  

Latem ubiegłego roku jasnym było, że drużynę Lecha opuści Kamil Jóźwiak. Wychowanek Kolejorza zaliczył rewelacyjny sezon, będąc jedną z najjaśniejszych postaci drużyny Dariusza Żurawia, kiedy ta zdobywała wicemistrzostwo. 

Włodarze Lecha nie robili problemów młodemu skrzydłowemu, kiedy zgłosiło się po niego Derby County. Sternicy Dumy Wielkopolski zainkasowali ponad cztery miliony euro i dali zielone światełko na krok naprzód w karierze Jóźwiaka.  

Media huczały na temat ewentualnego następcy. Głośno było o zainteresowaniu Kolejorza Damjanem Bohara, który w poprzednim sezonie dla Zagłębia Lubin zdobył 16 bramek i dołożył pięć asyst. Kością niezgody pozostała wtedy kwota odstępnego. Słoweńcowi pozostawał rok kontraktu, a Lech nie chciał płacić wysokiej, w swojej opinii, opłaty dla Lubinian, która miała wynieść około 800 tysięcy euro. 

Konkretniejsi i bardziej zdecydowani byli natomiast działacze chorwackiego NK Osijek, w którym swoją armię zaczął budować wtedy Nenad Bjelica. Aktualny wicelider chorwackiej ekstraklasy zapłacił oczekiwaną kwotę i pozyskał Bohara. Ten jeszcze przed swoim wyjazdem zdążył zanotować dwie asysty w meczu przeciwko Lechowi i przyczynić się do porażki inaugurującej sezon Kolejorza.  

Czeski projektant mody na ratunek 

Zamiast po bramkostrzelnego Słoweńca Kolejorz ruszył po, jak się mogło wydawać, perełkę z ligi czeskiej. Dobra postawa Sykory Jabloncowi w zdobyciu sensacyjnego wicemistrzostwa w zeszłym sezonie i dawała nadzieję, że tym razem Lech sięga po naprawdę jakościowego zawodnika, który już od pierwszych meczów będzie gotowy do wejścia w buty Kamila Jóźwiaka. 

Nasz południowy sąsiad na początku swojej poznańskiej kariery zasłynął nie na boisku, lecz... w garderobie. W powitalnym wywiadzie zdradził, że w wolnym czasie zajmuje się projektowaniem ubrań i ma nawet własną kolekcję.  

Rozmowy odnośnie transferu trwały już od kilku miesięcy. Kolejorz długo interesował się reprezentantem Czech, by w końcu dopiąć transakcję do skutku. Tak przeciągające się rozmowy skomentował Sykora: 

- To nie wynikało z tego, że nie ceniłem Lecha lub nie chciałem tutaj przyjść. Po prostu miałem nadzieję, że w Slavii jeszcze dostanę szansę, by się pokazać. Z biegiem czasu zdałem sobie jednak sprawę, że nie mam tam przyszłości i trzeba szukać nowego klubu. Nie będę opowiadał, że w każdy weekend oglądałem mecze ekstraklasy. Zwracałem uwagę na wyniki drużyn w eliminacjach Ligi Mistrzów, czytałem wiadomości o transferach czeskich piłkarzy do polskich klubów - mówił w rozmowie z "Przeglądem Sportowym"

Dyskretny skrzydłowy  

Po dwudziestu trzech rozegranych meczach w niebiesko-białych barwach Sykora może pochwalić się jedną bramką i trzema asystami. Futbol jest jednak znacznie bardziej wielowymiarowy i wydawać by się mogło, że Czech dostaje inne zadania na boisku. Ciężko jednak dostrzec funkcje, jakie pełni na boisku 27-letni skrzydłowy, wszak jego wpływ na grę jest znikomy.  

Sykora od samego początku charakteryzowany był na zawodnika bardziej schodzącego z piłką do środka, niż takiego, który sam minie trzech rywali i wyłoży napastnikowi na pustą bramkę. Stąd też jego niezbyt przekonująca liczba udanych dryblingów. Można pomyśleć - na pewno króluje w liczbie szybkich biegów i sprintów, łamie akcje do środka i dużo podaje! Jak wygląda rzeczywistość?  

  • W zremisowanym 0:0 meczu z Piastem zagrał 63 minuty
  • Sprinty - 6 (w tym sezonie średnio 9 na mecz) 
  • Dystans - 8,17 kilometrów
  • Maksymalna prędkość - 27,58 kilometrów na godzinę
  • Podania - 13 (dla porównania, występujący po drugiej stronie Michał Skóraś - 39) 

Śpiący potencjał czy kolejny przestrzelony transfer?  

Czechowi jedynego, czego nie można odmówić, to olbrzymiego pecha. Zaraz po transferze rozegrał pięć meczów, po czym złapał kontuzję, przez co następne pięć musiał opuścić. Po powrocie zanotował kilka występów w pierwszej drużynie, by nabawić się kolejnego urazu i wypaść z gry na następne spotkania.  

Tym sposobem uciekła mu cała runda jesienna. Ciężko było szukać formy przy nękających kontuzjach. Obóz przygotowawczy miał być punktem zwrotnym podczas pobytu w Lechu, jednak na jednym z ostatnich treningów w Belek ponownie złapał uraz i opuścił inaugurujący mecz z Górnikiem Zabrze.  

Aktualnie zdaje się łapać rytm meczowy, chociaż do choćby poprawnej dyspozycji brakuje mu sporo. Nadmiar kontuzji i słaba dyspozycja po powrocie dają niewielkie nadzieje na gwałtowny wystrzał formy.  Przynajmniej na razie wydaje się, że wyciągnięcie za podobne pieniądze Bohara z Zagłębia byłoby więc lepszym ruchem.  

Paweł Wyrwa
@WyrwaPawel
📷 Damian Garbatowski

0 komentarze:

Prześlij komentarz