9 marca 2021

Lech Poznań notuje trzy ligowe zwycięstwa z rzędu. Wiosenna odwilż czy futbolowe de veju?


Lech Poznań po raz pierwszy od rundy finałowej zeszłego sezonu zanotował serię przynajmniej trzech zwycięstw z rzędu. Podopieczni Dariusza Żurawia w porywającym stylu finiszowali wtedy rozgrywki Ekstraklasy – cztery wygrane mecze uniosły Kolejorza na drugie miejsce w tabeli. Na podobną serię kibice musieli poczekać przeszło osiem miesięcy! 

Sinusoidalna jesień

Mimo rozczarowującej porażki w spotkaniu inaugurującym sezon ligowy 2020/2021 z Zagłębiem Lubin nic nie zapowiadało zbliżającej się katastrofy, bowiem potknięcie w pechowych okolicznościach może zdarzyć się każdej drużynie. Jak się później okazało - zwiastowało to niemałe kłopoty Kolejorza. Na wygrany mecz Lechici musieli czekać do 20 września, czyli do 4. kolejki. Bramka w końcówce Kuby Modera z rzutu karnego dała pełną zdobycz punktową w derbach Poznania, co miało być ligowym przełamaniem. 

Rzeczywistość okazała się jednak inna. Pięć kolejnych meczów to raptem pięć nagromadzonych punktów, w tym upokarzająca porażka w Warszawie. Szukano więc kolejnego przełamania, które jak się wydawało, nastąpiło w Gdańsku. Pierwsza wygrana od pięciu lat na stadionie Lechii w trudnych okolicznościach miała na nowo zbudować zespół rozbity grą na trzech frontach. 

Niestety tutaj również nastąpiła brutalna weryfikacja słów pełnych nadziei płynących z klubu o wyczekiwanej serii zwycięstw. Do końca roku, oprócz triumfu nad Lechią, piłkarze Lecha dołożyli jeszcze wygraną nad Podbeskidziem, remis ze Stalą Mielec oraz porażki z Pogonią i Wisłą Kraków. 

Mydlące oczy sparingi

Trener Lecha minioną rundę podsumowywał trudami gry na trzech frontach. Padały słowa skruchy o zbyt wąskiej kadrze, licznych kontuzjach i potrzebie wzmocnień. Po obozie przygotowawczym w tureckim Belek lokomotywa miała ruszyć pełną parą

W sparingach gra i wyniki Kolejorza mogły nalać nutkę optymizmu w oczach każdego, kto uważniej śledził poczynania drużyny. Kiedy jednak przyszła pora opuścić słoneczną Turcję z równiutkimi murawami i wrócić do szarej, polskiej empirii, w której płyty boiska broniły się przed atakami zimy mroczny obraz ponownie zawitał w oczach kibiców.

Niebiesko-białe deja vu

Wyniki rozpoczynających rundę spotkań w pełni oddawały poziom gry podopiecznych Żurawia. Remisy z Górnikiem i Zagłębiem Lubin, a do tego porażka z Wisłą Płock -  to nie był przypadek. Gra nie różniła się w żaden sposób od tej, którą Lechici prezentowali jesienią. 

Dziś jesteśmy w trakcie trwania etapu, podczas którego mam swoiste deja vu. Co prawda trzy zwycięstwa cieszą, ale styl drużyny cały czas pozostawia wiele do życzenia. Pokonanie jedną bramką beznadziejnego na wyjazdach Śląska, szczęśliwy triumf nad Wartą w ostatniej akcji meczu i w końcu wymęczone zwycięstwo nad Pogonią, która złapała zadyszkę formy. To nie pozwala na wiarę w powrót do regularnego wygrywania. 

Do renesansu daleko

Czy mamy przed oczami renesans niebiesko-białych i włączenie się do walki o europejskie puchary? W mojej opinii - nie. Co prawda trzy zwycięstwa pomogą nabrać pary w lokomotywie, ale występ z Rakowem w Pucharze Polski i fragmenty, w których rywale wychodzą wysokim pressingiem pokazują, że w słynnym Żurawballu nadal brakuje animuszu koniecznego, aby przynajmniej zbliżyć się do królewskiej formy z eliminacji do Ligi Europy czy rundy finałowej poprzedniego sezonu. 

Brak elastyczności taktycznej widoczny jest gołym okiem. Receptą na ofensywne zapędy Kolejorza jest wyłączenie z gry Pedro Tiby i wyjście wysokim pressingiem już na połowie Lechitów. Wtedy pozostaje jedynie zebrać drugą piłkę, do zagrania której zmuszeni będą rozgrywający. Właśnie tych elementów zabrakło w grze Śląska, Warty i Pogoni, a zrobili to piłkarze Rakowa, obnażając tym samym słabości w układance Dariusza Żurawia. 

Indywidualny popisy to nie wszystko

Mamy za to indywidualne popisy poszczególnych piłkarzy, ostatnio głównie Pedro Tiby. Portugalczyk wziął udział przy trzech z czterech bramek w tegorocznych wygranych meczach.  Dodajmy do tego nutkę szczęścia i tak oto ukazują nam się główne segmenty tych zwycięstw. 

Biorąc pod uwagę, że na horyzoncie mamy spotkania z m.in. Piastem, Legią i Rakowem od zajęcia miejsca na podium coraz mniej zdziwi mnie letni exodus Dariusza Żurawia. W mediach już wymienia się już potencjalnych kandydatów do objęcia zespołu, bo jak nietrudno się domyślić, pozycja trenera jest zagrożona i tylko awans do europejskich pucharów ma szansę uratować posadę szkoleniowca.


0 komentarze:

Publikowanie komentarza