30 marca 2021

Małgorzata Domagalik miała rację! Reprezentacja Polski z Lechitami wciąż szuka stylu, który ma przecież pod nosem

Reprezentacja jak Lech | foto: Damian Garbatowski

Tym razem w reprezentacji Polski nie znalazł się żaden Lechita. Biało-czerwoni mierzą się jednak z problemami łudząco podobnymi do tych, które przeżywamy na co dzień przy Bułgarskiej.

Tekst jest ordynarną prowokacją pseudointelektualną autora i w żaden, niech Bóg broni, sposób, nie przedstawia stanowiska któregokolwiek z bardziej płodnych twórczo redaktorów portalu.

Małgorzata Domagalik miała rację!

Połowicznie.

Ale nadal.

Tak jak pół Polski, zaśmiewałem się pół roku temu do łez, słuchając streszczenia książki pani Domagalik i trenera Brzęczka. Jednym z wyjątkowo urzekających fragmentów był ten z rozmowy autorki z prezesem Bońkiem, gdzie od refleksji na temat strzyżenia trawników przechodzi do myśli, której paradoksalnie warto przyjrzeć się na poważnie:

"(...) prowadzi mnie do refleksji, że być może ten, który wróci do naturalnej filozofii grania, tak jak robił to na przykład Kazimierz Górski, paradoksalnie otworzy przed naszym futbolem nowe horyzonty, tyle że w nowej, odświeżonej wersji. Taki powrót do źródeł, do istoty i radości grania."

Następnie pada hipoteza, że być może odpowiednią do tego osobą jest trener Brzęczek. I to powód, dla którego zmuszony jestem napisać, że racja pani redaktor jest połowiczna. Ale o tym później. Przyjrzyjmy się cytatowi. Naturalna filozofia grania. Czym jest naturalna filozofia grania? Za przykład niech posłuży futbol hiszpański. 

Czytaj też 👉 Lech Poznań bez reprezentanta Polski. Takiej sytuacji nie było od dawna

Klub to nie kadra

Od niepamiętnych czasów Hiszpanie są uczeni futbolu opartego o posiadanie piłki, wyszkolenie techniczne, cierpliwe rozgrywanie piłki wszerz boiska na dwudziestym-trzydziestym metrze od bramki rywala i podania w pole karne. Gra w taki sposób to pewien rodzaj strefy komfortu.

I tutaj na białym koniu wjeżdża on. Luis Enrique Martinez Garcia. Jak wiemy z czasów, gdy prowadził Barcelonę, jego pomysł opiera się na wyjątkowo intensywnym pressingu i bezpośrednim, szybkim rozgrywaniu piłki. Efekt? 77% posiadania piłki i remis z Grecją u siebie, po trzech dniach 72% posiadania i wywalczone w ostatniej minucie zwycięstwo w Gruzji. 

Powód narzuca się sam. W klubie, podczas trwającego trzy tygodnie presezonu, sesji treningowych jest tyle, co w ciągu roku z reprezentacją. Jak powiedział kiedyś redaktor Lis w nieśmiertelnym monologu o planszy i Zbuczynie, "skąd ci biedni ludzie mają to zrozumieć, bo ja z tego nic nie rozumiem"

Piłkarze, w dużej mierze nowi - chociaż określenie "w dużej mierze" uznać należy za wyjątkowy eufemizm - nie mają pojęcia, jak wprowadzić w życie pomysły trenera. I wracają do strefy komfortu, do czegoś, co nie działa, ale czegoś, co znają. Są jak polski reżyser, który w kolejnej komedii romantycznej nie może znaleźć pomysłu na wątek poboczny, więc postanawia zerżnąć go z Love actually.

Plakat filmu "Kochaj", czyli kolejne "Love Actually" po polsku | foto: Facebook / kochaj.film
Plakat filmu "Kochaj", premier jako bohater komedii romantycznej, skąd ja to znam | foto: Facebook / kochaj.film

W polskiej kadrze już czwarty rok nie jest inaczej. Natomiast należy zwrócić uwagę na ewidentne różnice między naturalną filozofią grania w Polsce i Hiszpanii. O ile u tych drugich zwraca się uwagę na wymienione wyżej aspekty taktyczne, w Polsce, nie oszukujmy się, gra wygląda tak, że wuefista rzuca na boisko piłkę - względnie na osiedlowego orlika przychodzi Mati ze swoją gałą - i mówi, gramy. Jasne, to przypadek do bólu stereotypowy, ale nie da się zaprzeczyć, że najwybitniejsze produkty polskiego szkolenia to napastnicy, bramkarze i skrzydłowi. Czyli gracze z pozycji, które są w takim systemie newralgiczne.

Na wielkich turniejach prosty futbol

Jakie są największe sukcesy polskiej reprezentacji narodowej? Z pewnością dwa medale mistrzostw świata, a w ostatnich latach ćwierćfinał Euro we Francji. Przeanalizujmy, ile bramek padło po wymienieniu więcej niż jednego podania w promieniu dwudziestu pięciu metrów od bramki. Przyjmując szerokość boiska 68 metrów, szerokość bramki 7,4 metra, narożnik boiska znajduje się w odległości 30,3 metra, przez co rzutów rożnych nie liczymy. Z kolei odległość narożnika pola karnego od najbliższego słupka to pierwiastek z (16,5x16,5 + 16x16), czyli w przybliżeniu 22,984 metra.

MŚ 1974:

  • Argentyna: 1:0 Lato, liczba takich podań - zero; 2:0 Szarmach, zero; 3:1 Lato, zero
  • Haiti: 1:0 Lato, zero; 2:0 Deyna, zero; 3:0 Szarmach, zero; 4:0 Gorgoń, zero; 5:0 Szarmach, zero; 6-0 Szarmach, zero; 7-0 Lato, JEDNO (zgranie głową po rzucie rożnym)
  • Włochy: 1:0 Szarmach, zero; 2:0 Deyna, zero
  • Szwecja: 1:0 Lato, jedno (znów zgranie głową po dośrodkowaniu)
  • Jugosławia: 1:0 Deyna, zero; 2:1 Lato, zero
  • Brazylia: 1:0 Lato, zero

Piętnaście bramek. Po asyście z obszaru oddalonego mniej niż 25 metrów od bramki? Dwie. Po asyście oraz asyście drugiego stopnia z tego miejsca? Zero.

MŚ 1982:

  • Peru: 1:0 Smolarek, jedno; 2:0 Lato, zero; 3:0 Boniek, jedno; 4:0 Buncol, jedno; 5:0 Ciołek, jedno
  • Belgia: 1:0 Boniek, jedno; 2:0 Boniek, jedno; 3:0 Boniek, jedno
  • Francja: 1:1 Szarmach, zero; 2:1 Majewski, zero; 3:1 Kupcewicz, zero

Widać pewien progres, natomiast cierpi na tym skuteczność, tym razem tylko cztery bramki bez takiego podania, natomiast ogółem zdobywamy cztery gole mniej niż za trenera Górskiego.

Euro 2016:

  • Irlandia Północna: 1:0 Milik, jedno
  • Ukraina: 1:0 Błaszczykowski, jedno
  • Szwajcaria: 1:0 Błaszczykowski, jedno
  • Portugalia: 1:0 Lewandowski, jedno

Odpowiedź na pytanie konkursowe brzmi - gdy odnosiliśmy największe sukcesy, nie strzeliliśmy ANI JEDNEGO GOLA wymieniając więcej niż jedno podanie w promieniu 25 metrów od bramki.

Bez siepacza nie da rady

Przypatrzmy się wobec tego, jak wygląda ustawienie naszej reprezentacji na ostatnim z wymienionych turniejów. Czterech obrońców, dwóch skrzydłowych, dwóch napastników. Środek pola? Siepacz Krychowiak w połączeniu z siepaczem Mączyńskim. Środek pola nie miał żadnej innej funkcji poza jak najszybszym odbieraniem piłki i dostarczaniem jej na skrzydła. Czy jest to piękny futbol? Co kto lubi, mi się podoba, ale oczywiście wielu nie, nie zamierzam tutaj nikogo przekonywać. Czy jest to skuteczny futbol? Jak widać.

Wyraźna zmiana w taktyce reprezentacji trenera Nawałki nastąpiła feralnego dnia we wrześniu 2017. Od jedenastki na Euro skład na Danię różnił się w dwóch miejscach. Po pierwsze - zamiast drugiego napastnika wyszedł Zieliński. Po drugie - obok Mączyńskiego znalazł się wychowanek Lecha Poznań, Karol Linetty. 

O ile pierwsza zmiana "zaledwie" kosztowała nas utratę wsparcia przez Lewandowskiego i vanitas vanitatum et omnia vanitas w ataku, za drugą zapłaciliśmy utratą środka pola, ostatecznym blamażem i przyspieszeniem procesu łysienia. Bardzo lubię Linettego, ligowy sezon 2014/15 w jego wykonaniu wspominam z pewnym sentymentem, ale nie jest to siepacz. A bez dwóch siepaczy w środku gra przestała się kleić.

Ta klęska popchnęła trenera Nawałkę do szukania nowych rozwiązań. Padło na system 1-3-5-2. Bez wchodzenia w szczegóły, postawienie na, w domyśle, kreatywnych środkowych pomocników i zrezygnowanie ze skrzydłowych nie mogło skończyć się inaczej. Daj hutnikowi pędzel i farbki i każ malować fresk. Środek pola dawał tyle, co wcześniej, a skrzydła przestały działać. Na mundialu zdobyliśmy dwie bramki, obie po dośrodkowaniach z rzutów wolnych w głębi pola. Na pozostałe próby spuścić należy zasłonę miłosierdzia.

Następcą trenera Nawałki został trener Brzęczek. Jak sam chwalił się w swojej książce, jego pomysł polegał na grze ułożonej od tyłu. W efekcie stawiał na przynajmniej trzech środkowych pomocników, w tym dwóch na wskroś ofensywnych, zazwyczaj Zielińskiego i Klicha.

Efekty? Trener uznał się w aspekcie rozegrania za lepszego od trenera Nawałki. I ja się zgadzam. Rozegranie od tyłu, zazwyczaj do mniej więcej trzydziestego metra, wyglądało na poukładane. Natomiast to, co działo się wyżej, sprawiało, że ręce opadały nam kolektywnie z cichym szelestem poczucia beznadziei. I dlatego trener, który tak bardzo upodobał sobie Lechitów, musiał odejść z kadry.

Nowy pomysł to powrót do 1-3-5-2. Niewiadoma jest w zasadzie jedna.

Jakiego selekcjonera mianuje niedługo prezes Koźmiński i jaka będzie koncepcja tegoż.

Zbigniew Jankiewicz
@Zbig_Jankiewicz
📷 Piotrek Przyborowski / aosporcie.pl

0 komentarze:

Prześlij komentarz