2 maja 2021

Ryba psuje się od głowy, a Lech Poznań... od brudnej membrany

Jan Sykora i Petteri Forsell | foto: Damian Garbatowski

Lech Poznań kompromitację przykrywa kolejną kompromitacją. Brudna membrana jego stadionu stała się odzwierciedleniem realnych problemów Kolejorza.

Raz przegrać - to pech, a z beniaminkami się nie liczy

Kiedy tydzień temu Kolejorz wracał z Bielska-Białej po porażce z Podbeskidziem, wydawało się, że gorzej już być nie może i że takie spotkanie się już nie powtórzy. Lech Poznań lubi jednak udowadniać, że limit kompromitacji da się przesuwać z meczu na mecz...

Piłkarze Macieja Skorży w sposób niedopuszczalny przekroczyli granicę, która od wielu, wielu tygodni była już tylko cienką, czerwoną linią. Bo jak inaczej, niż kompromitacją, można nazwać porażkę z beniaminkiem z Mielca po dwóch wrzutach z autu w samej końcówce, do której to Stal nie miała właściwie żadnych sytuacji strzeleckich? Przy słowie "kompromitacja" w słowniku synonimów można już dopisać "Lech Poznań".

Warto zauważyć, że bilans Lecha Poznań w spotkaniach z beniaminkami, oprócz dwóch wygranych spotkań z Wartą Poznań (która, o ironio! i tak skończy sezon wyżej) prezentuje się po prostu fatalnie. Cztery punkty w czterech meczach z Podbeskidziem i Stalą to wynik, którego chyba nikt się nie spodziewał i który wciąż ciężko przyjąć do wiadomości.

Brudna membrana niczym cały Lech

Tematem dyskusji od dłuższego czasu było to, kiedy w końcu ktoś zdecyduje się na wyczyszczenie membrany Stadionu Miejskiego w Poznaniu. Można śmiało powiedzieć - jaki klub, taka membrana. Jaka membrana, taki klub. Jedno i drugie stało się memem wśród kibiców. I to nie tylko kibiców Kolejorza.

Nie będzie przesadą powiedzieć, że z Lecha śmieje się cała Polska, z wyjątkiem na każdym kroku godzonych w same serca sympatyków klubu, który przecież chlubi się byciem Dumą Wielkopolski. Powoli Kolejorz zaczyna być obojętny dla wielu sympatyków. Każda kolejna porażka jest przyjmowana jako norma. A mowa przecież o klubie, który był drugą siłą w Polsce. Klubie o zmarnowanym potencjale przez nieudolne zarządzanie.

Zarząd. Tak można zdefiniować główny problem Lecha Poznań. Jak można zaprzepaścić klub o tak olbrzymim potencjale, ze świetnymi strukturami akademii i stabilnym finansowo? To wiedzą chyba tylko Piotr Rutkowski i Karol Klimczak. Ludzie, którzy są odpowiedzialni za farsę, którą przy ul. Bułgarskiej 17 oglądamy od lat z jedną jedyną przerwą na zdobycie tytułu mistrzowskiego w 2015 roku.

Taki sezon się nie powtórzy... No właśnie, jest gorzej

17 lipca 2019 roku. Karol Klimczak na pytanie Poli Świątek odnośnie tego, co jeśli powtórzy się podobny sezon, jak 18/19, odpowiada: "Nie powtórzy się". I miał rację. Jest jeszcze gorzej. 

Lech Poznań nie tylko stanął w miejscu, ale również zaczął cofać się w rozwoju piłkarskim. Z drugiej siły w Polsce do drugiej połowy ligowej tabeli i 17 (!!!) porażek na wszystkich frontach w sezonie 20/21. Lech stał się przeciętniakiem, którego nie boi się nikt. Bo czego i, co najważniejsze, kogo się tu bać?

To wszystko zdaje się ignorować Piotr Rutkowski, który najwyraźniej w świecie nie chce otoczyć się ludźmi, którzy na piłce zjedli zęby. Kolejorz nie jest zdrowo zarządzany i dopóki w zarządzie nikt nie pójdzie po rozum do głowy, zdrowo zarządzany nie będzie. Lech działa na zasadzie maszynki do robienia pieniędzy - wyprodukować, puścić w obieg, zarobić, powtórzyć proces. 

Źródełko talentów z wronieckiej akademii jednak nie jest nieskończone, a woda w końcu w nim wyschnie. Co wtedy? Co jeśli Lech Poznań nie zarobi w przyszłych latach określonej sumy na sprzedaży wychowanków? 

Takie pytanie powinno się postawić wszystkim, którzy za problemy tego wielkiego klubu są odpowiedzialni. Oczywiście, otrzymamy jedynie odpowiedź w stylu "Ciężko na gorąco coś powiedzieć". W końcu mentalność w Lechu leży i nie ma ochoty się podnieść. I to się tyczy każdego elementu tego powoli rozkładającego się ciała. A ryba psuje się od głowy…

Stulecie za pasem...

Sezon 2021/22. Stulecie Lecha Poznań. Sezon, z którym powinno wiązać się ogromne nadzieje. Sezon, w którym dublet jest wymogiem. A w Poznaniu nie widać nawet światełka w tunelu...

Do tej pory nie otrzymaliśmy żadnej poważnej deklaracji o postawieniu sobie przez Lecha dubletu jako celu, który TRZEBA wykonać. I oczywiście nie zanosi się na to, że nawet w obliczu stulecia klubu, ją otrzymamy. Przecież wygląda na to, że w mniemaniu osób decyzyjnych w Kolejorzu przy Bułgarskiej wszystko gra i buczy, a niepotrzebne nakładanie presji na piłkarzy źle się kończy.

Problem w tym, że jeśli piłkarz nie radzi sobie z presją, to nie powinien grać w Lechu Poznań. Jeśli ktoś nie ma ambicji, żeby z Kolejorzem sięgać po tytuły, nie powinno go być przy Bułgarskiej. W szatni Lecha na próżno szukać zawodników, którym szczerze na tym zależy. To już nie jest szatnia sprzed ponad dziesięciu lat, gdzie nawet obcokrajowcy zostawiali serce na boisku. 

Po meczu ze Stalą Mielec najbardziej przejęty był… rezerwowy bramkarz, wychowanek Lecha, Krzysztof Bąkowski. Złość dało się również zauważyć po Tymku Puchaczu. Reszta wyglądała, jakby już tylko czekała na zakończenie sezonu. O czymś to chyba świadczy...

...a Lech powoli tonie

- Na razie nie chce jeszcze pewnych rzeczy mówić głośno. To nie jest ten moment. Są jeszcze dwa mecze, gdzie trzeba walczyć o zwycięstwa, Mam swoje przemyślenia i widzę, jak szatnia reaguje i funkcjonuje. Przede wszystkim, jak piłkarze zachowują się na boisku, gdzie z trudem przychodzi nam zdobycie bramki, a potem w kuriozalny sposób pozwalamy przeciwnikowi na dwie bramki. Na pewno jest wiele czynników. Aspekt mentalny jest tu bardzo istotny. To dla mnie bardzo ważne, żeby na boisku mieć ludzi, którzy w pewnych momentach wezmą sprawy w swoje ręce, a nie pozwolą na utratę kontroli nad meczem - mówił po sobotnim spotkaniu Maciej Skorża.

Trener poznaniaków zdaje się widzieć główny problem w samej szatni, jakim jest brak mentalności zwycięzców. Mentalności, którą w Lechu powinno zaszczepić się już od najniższych szczebli akademii. Tego się nie robi, a cały klub przesiąka zawodnikami, którzy zadowalają się miejscem innym, niż pierwsze. To też pokłosie fatalnego w ostatnich latach skautingu.

Czy Maciej Skorża po sezonie uderzy w końcu pięścią w stół i uda mu się coś wskórać? Jeśli nie, powinien jak najszybciej uciec z tonącego okrętu, a kapitanowi Rutkowskiemu i starszemu oficerowi Klimczakowi pozwolić spaść na samo dno. Dno, do którego Lechowi brakuje już naprawdę niewiele.

Dominik Stachowiak
@D__Stachowiak 
📷 Damian Garbatowski

0 komentarze:

Publikowanie komentarza