4 maja 2021

Wasyl Kraweć w Lechu nie sprostał oczekiwaniom. „Nie spodziewałem się, że będzie aż tak źle”

Wasyl Kraweć w meczu Lecha Poznań | foto: Damian Garbatowski

Chyba nie ma obecnie drugiego zawodnika, którego wprowadzenie na boisko budziłoby aż taki strach wśród kibiców Lecha. To, co widzimy dziś w wykonaniu Wasyla Krawecia, nie jest jednak niczym nowym, o czym doskonale świadczą opinie osób śledzących karierę Ukraińca. 

Ukraińska wymiana w Lech u Poznań wydawała się ruchem logicznym. Umowa Wołodymyra Kostewycza z Dynamem za kilka miesięcy kończyła bowiem burzliwy związek 28-latka z siedmiokrotnym mistrzem Polski, a brak nacisku na Tymoteusza Puchacza mógłby przyczynić się do obniżenia lotów młodego zawodnika. 

Tak oto padło na Wasyla Krawecia - młodszego, posiadającego ciekawszy życiorys niż poprzednik defensora. I choć debiutanckie występy w niebiesko-białych barwach urodzonego we Lwowie gracza mogły nas zmylić, ostatnie półrocze brutalnie zweryfikowało pierwsze   wrażenie. 

Solidny wyrobnik 

Kraweć nie posiada ponadprzeciętnych zdolności technicznych. Ba! Nigdy nie były one czymś dla niego charakterystycznym. Swego czasu na Ukrainie uważano go za talent, powoływany do młodzieżowych kadr narodowych. Zwracano bowiem uwagę na atuty motoryczne oraz intelekt obrońcy, które pozwalały mu nadrabiać słabości.

- Chcąc uczynić tę historię pełną, trzeba cofnąć się w czasie. Grając w Karpatach, Kraweć nie był zawodnikiem wyróżniającym się czymś szczególnym - żadną gwiazdą ligi, a tak naprawdę solidnym wyrobnikiem, pochwałą pracy. I to tylko na standardy Premier Liha, która mimo kilku silnych klubów należy do przeciętnych rozgrywek. To, co dziś widzimy w wykonaniu Ukraińca w ekstraklasie, czyli dość surową technikę, było zauważalne od początku - ocenia Kamil Rogólski, obserwator ukraińskiego futbolu.

Z wpisu innego obserwatora ligi ukraińskiej, użytkownika portalu Twitter o nicku BuckarooBanzai,  wynika, że nazwisko obrońcy widniało na liście graczy, których w „Los Nervionenses” widziałby Monchi, lecz ostatecznie losy Ukraińca do Hiszpanii powiodły innymi szlakami. 

- Karpaty miały kilka silnych powiązań z Hiszpanią: hiszpańskiego trenera, argentyńskiego dyrektora sportowego. Gdy Lugo (w 2017 roku - przyp.red.) sięgnęło po Krawecia, było to sporą niespodzianką, ale dlaczego występy Ukraińca w Segunda División, która poziomem przewyższa  Ekstraklasę,  były przyzwoite? To typ „drwala”, patrząc na cechy wolicjonalne czy siłę fizyczną. Tam drużyna grała z kontry i potrafiła skorzystać z atutów tego obrońcy - twierdzi Rogólski.

Gdy dwa lata po przenosinach obrońcy do Hiszpanii pozyskało go pierwszoligowe wtedy Leganés, poprzeczka okazała się być zawieszona za wysoko. Stąd ponowne wypożyczenie do Lugo, a następnie Lecha Poznań.

Bolesne zderzenie z rzeczywistością

Gdyby spytać kibiców Lecha o dobry mecz Krawecia, zapewne wielu bez zastanowienia odpowiedziałoby: Charleroi. Część natomiast mogłaby się skłaniać ku starciu z Piastem Gliwice. Były to miłe złego początki pobytu Ukraińca w Poznaniu. - Jeśli przypomnieć sobie mecze Krawecia w Lechu, wyraźnie widać, że odpowiadały mu spotkania, w których drużyna szybko przechodziła do ataku. To istotne - zauważa Rogólski.

Z czasem - po kilku nieudanych próbach - obrońcę oddalono na ławkę rezerwowych. Oczywiście wpływ na to miały także drobne urazy, lecz poziom prezentowany przez Ukraińca drastycznie spadł. Nawet wchodząc na murawę w końcówkach spotkań nie był gwarantem impulsu. Krótko po zakończeniu starcia w Lizbonie na Instagramie 23-latka zamieszczono przeprosiny.

Nie bronią go liczby, gdyż asyst nie posiada, a chyba szybsze byłoby wymienienie zawalonych przez Krawecia bramek. Zatrważa za to aż siedem żółtych kartek, czyli dość pokaźna zdobycz, patrząc na zaledwie 17 ekstraklasowych występów w niebiesko-białych barwach.

- Kilka miesięcy od tego transferu widać, że dobre czucie przestrzeni Krawecia zniknęło, a on sam się gubi. To zagadka, dlaczego osoba, która imponowała motoryką, wybieganiem czy siłą fizyczną, to zatraca. I to w wieku 23 lat, co bez wątpienia jest problematyczne. Z czego to wynika? Nie wiem, ale tak naprawdę te półrocze w Lechu nie odkryło niczego nowego, choć to zdecydowanie niższy poziom niż ten prezentowany przez niego w Hiszpanii. Sam nie spodziewałem się, że będzie z nim aż tak źle - przyznaje Rogólski.

Błędne założenia

Na wieść o zmianie, która ma wprowadzić Krawecia na boisko, opnie nie są zbyt pochlebne - można powiedzieć, że często prognozują wręcz rychłą utratę gola . Chcąc znaleźć potwierdzenie tego stwierdzenia wcale nie trzeba daleko szukać… a przecież na papierze zdawało się, że to posunięcie na wskroś logiczne. Typ pracusia, który niezależnie od tego, czy mamy 20., 30. czy 90. minutę - w nawiązaniu do słów samego gracza - ma harować na boisku.

- Kraweć to doskonale przygotowany fizycznie zawodnik o usposobieniu ofensywnym, z dobrym dośrodkowaniem, który doskonale pasuje do preferowanego przez nas stylu gry - mogliśmy usłyszeć ze strony Tomasza Rząsy przed kamerami Lech TV. Słowa te nie odnalazły odzwierciedlenie w rzeczywistości. Otrzymaliśmy za to zawodnika, którego Poznań pożegna bez sentymentów, co może być wypadkową błędnych wniosków dokonanych przed transferem Ukraińca. 

- Gdyby przeanalizować asysty Ukraińca w Hiszpanii, rzuca się w oczy, że były to podania po podłączeniu się go do akcji po stracie rywala, nie ataku pozycyjnym. Lech dąży w Ekstraklasie do prowadzenia gry, a piłkarz nie posiadając odpowiednich umiejętności, nie będzie w nim aż tak skuteczny. Zawodnik może być uzdolnionym ofensywie, ale jeden lepiej czuje się w szybkim kontrataku, a drugi w grze wysoko i utrzymaniu piłki w przedniej strefie - uważa Rogólski.

Nieodpowiedzialność poza boiskiem

Choć wydawałoby się, że posiadanie rodziny uczy odpowiedzialności, marcowy wybryk Ukraińca w tym przypadku podważa pewność tego stwierdzenia. To właśnie wtedy na Instagramie Krawecia można było zaobserwować złamanie przez niego reżimu sanitarnego, który dotyczy wszystkich zawodników ekstraklasy, a także sztaby szkoleniowe oraz bliskich współpracowników. Co prawda do zdarzenia doszło w przerwie reprezentacyjnej, lecz nie oznacza to, że piłkarze nie powinni wtedy na siebie uważać. 

Brak argumentów

Gdyby nawet w przyszłym sezonie w Lechu miało zabraknąć Puchacza, trudno wyobrazić sobie pozostanie Ukraińca w Poznaniu. Jak donosi dziennikarz Piotr Koźmiński,  kwota wykupy 23-latka z Leganes wynosi milion euro, a argumentów, które tłumaczyłyby taki wydatek, po prostu brak. - Jeśli zagrałby na poziomie z Hiszpanii, może byłoby to akceptowalne, lecz generalnie nie wierzę, że w Poznaniu można by być zadowolonym z występów Ukraińca. Informacja o pozostawieniu go zdziwiłaby mnie  - nie ukrywa Rogólski.

Czytaj też 👉 Lech Poznań musi podjąć decyzję w sprawie wypożyczonych piłkarzy. "Niektórzy dostaną szansę"

Czy można mówić o możliwościach odbudowy i realnego wzmocnienia w kontekście zawodnika o cechach budzących wątpliwość wobec samego wpisania się w filozofię gry zespołu? Zapewne to kwestia bardzo indywidualna, lecz w tym przypadku po prostu nie wypaliło. Zamiast pracusia, zobaczyliśmy gościa, który krok po kroku pogłębia się we własnych słabościach, nie mogąc wspomóc drużyny, a co dopiero samego siebie. 

Wiktoria Łabędzka
 @w_labedzka 
📷 Klaudia Berda

0 komentarze:

Publikowanie komentarza