29 stycznia 2021

Hernan Rengifo: Peruwiański ulubieniec Franciszka Smudy | #StranieriDekady

Hernan Rengifo | grafika: aosporcie.pl, foto: Wikimedia / Roger Gorączniak

Często grający w duecie z Robertem Lewandowskim, jednak to właśnie z nim obecnie najlepszy napastnik świata rywalizował o miejsce w wyjściowej jedenastce Lecha Poznań. Peruwiańczyk Hernan Rengifo jest jednym z tych zawodników, którzy dla niebiesko-białego herbu zostawiali na boisku całe swoje serce. 

Drużynę Franciszka Smudy wzmocnił, przechodząc z rodzimego USM Porres za 800 tysięcy euro. Do Poznania trafił latem 2007 roku, co było odważnym posunięciem, ponieważ Kolejorz był dla niego pierwszym europejskim klubem. Wcześniej przez siedem lat występował wyłącznie w ojczyźnie.

Wtedy zresztą mieliśmy duży zaciąg z Ameryki Południowej. Poza Rengifo do Lecha trafił też jego rodak Anderson Cueto i Panamczyk Luis Henriquez, który był bliski znalezienia się w naszym zestawieniu. Jednak to napastnik z Peru najszybciej stał się ulubieńcem Franza.

Swoją debiutancką bramkę zdobył w trzeciej kolejce w meczu przeciwko Górnikowi Zabrze. W swoim pierwszym sezonie w Ekstraklasie wystąpił w 28 spotkaniach, strzelił w nich 12 goli i zanotował trzy asysty.  

I choć Lech w sezonie 2007/08 zajął zaledwie czwartą lokatę, było to miejsce premiujące grą w europejskich pucharach, bo oczko przed Dumą Wielkopolski znalazła się inna drużyna z naszego regionu Groclin Dyskobolia Grodzisk Wielkopolski, która po zakończeniu tego sezonu przeszła fuzję z Polonią Warszawa i przestała istnieć. 

Natomiast Kolejorz Franciszka Smudy z Reniferem w ataku latem 2008 roku rozpoczął walkę o Puchar UEFA. W eliminacjach Rengifo wpisał się na listę strzelców tylko raz i zanotował jedną asystę przeciwko Grasshoppers Zurych. Dużo lepiej jednak zaprezentował się we właściwym etapie rozgrywek. Zaczął od strzeleniu po golu w obu meczach przeciwko Austrii Wiedeń - w tym rewanżowym, w którym spędził na boisku pełne 120 minut.

Później Peruwiańczyk trafił do siatki w spotkaniu przeciwko Deportivo La Coruña, kiedy to po pięknej dwójkowej akcji Manuela Arboledy i Semira Stilicia (obydwu panów już wspominaliśmy w naszym zestawieniu, a do tekstów o nich odsyłamy tutaj oraz tutaj) ustalił wynik meczu na 1:1. Potem znowu zaliczył dublet, tym razem w dwumeczu przeciwko Udinese. Najpierw w Poznaniu w meczu na śniegu dał Lechowi nadzieję na odrobienie strat, a później we Włoszech te nadzieje urosły. Poznaniacy po strzale napastnika z Ameryki Południowej wyszli na prowadzenie i byli krok od awansu do następnej rundy. Jak jednak pamiętamy, ten krok okazał się niestety zbyt długi. 

W lidze Peruwiańczyk opuścił aż siedem spotkań i jego statystyka goli nie była tak dobra jak sezon wcześniej - do siatki trafił tylko dziewięć razy. Z Rengifo w składzie udało się za to wygrać Puchar Polski. Snajper z Peru asystował przy zwycięskim golu Sławomira Peszko, a zespół Franza Smudy pokonał w finale Ruch Chorzów 1:0. 

Czytaj też 👉 Warta Poznań wraca do gry. Wzmocniony atak ma jej zapewnić realizację głównego celu

Ostatni sezon Peruwiańczyka, w przeciwieństwie do podopiecznych Jacka Zielińskiego, nie był dla niego zbyt udany. W ośmiu meczach strzelił zaledwie trzy gole i raz asystował, a po przegranym po karnych meczu 1/16 finału Pucharu Polski ze Stalą Stalowa Wola został oskarżony o kompletny brak walki i zaangażowania i do końca rundy nie zasiadł już nawet na ławce rezerwowych. Zimą zmienił barwy i wyleciał grać w Omonii Nikozja. Tam spędził dwa sezony i wrócił do Peru, gdzie ciągle gra w piłkę, aktualnie w barwach FC Carlos Stein. 

Choć nie był najlepszym napastnikiem w historii Lecha Poznań, zawsze wykazywał się sporą solidnością i swoje dla Dumy Wielkopolski zrobił. Warto nadmienić, że to właśnie w Kolejorzu Peruwiańczyk ma najlepszy bilans spotkań w karierze - w 82 meczach strzelił 33 gole i 11-krotnie asystował. A to, że 37-letni Peruwiańczyk wciąż gra w piłkę, to tylko pokazuje, jak kocha ten sport tak, jak kochał Lecha. 

Mateusz Włodarczyk
@mtwlodarczyk
📷 Piotrek Przyborowski / aosporcie.pl

0 komentarze:

Publikowanie komentarza