8 lutego 2021

Nenad Bjelica: Ta przegrana z Lechem jest moim największym trenerskim rozczarowaniem

Trener Nenad Bjelica w Lechu nie pracuje już od 2,5 roku. Choć w Poznaniu wciąż się go dobrze pamięta, brak sukcesu z Kolejorzem boli go do dzisiaj.

Chorwat przy Bułgarskiej spędził dwa lata i w czasie jego kadencji Duma Wielkopolski momentami prezentowała zdecydowanie najatrakcyjniejszy dla oka futbol w całej Polsce. Niemniej jednak Bjelica nie zdołał przełamać bessy poznańskiego klubu i wzbogacić jego gabloty o żadne nowe trofeum.

Dwukrotnie był jednak tego bardzo bliski. W sezonie 2016/2017 Kolejorz niespodziewanie przegrał jednak w finale Pucharu Polski. Zarówno wtedy, jak i w kolejnych rozgrywkach był o krok od mistrzostwa. Ostatecznie jednak Kolejorz musiał zadowolić się dwoma brązowymi medalami i najniższym miejscem na ligowym podium.

"Nie wygrałem tytułu, ale czegoś tam jednak dokonałem"

Te dwie sytuacje wciąż siedzą gdzieś w głowie obecnego szkoleniowca NK Osijek. 49-latek odniósł się do nich w wywiadzie opublikowanym dzisiaj na łamach chorwackiego dziennika Večernji list, a przytoczonym na twitterowym koncie Wielkopolski Futbol.

- Dałem Lechowi szansę na zdobycie tytułu, choć gdy go obejmowałem, zajmował dopiero 12. miejsce. Ostatecznie zabrakło nam jednego gola [w istocie nie jest do końca racja, bowiem nawet gdyby Lech wygrał mecz z Jagiellonia z czerwca 2017, Legia i tak byłaby mistrzem, bo zajmowała wyższe miejsce po rundzie zasadniczej - przyp. red.]. Nie wygrałem tytułu, to prawda. Czegoś jednak tam dokonałem. Po tym pierwszym sezonie piłkarze Lecha zostali sprzedani za 16 mln euro. To tak, jakby Dinamo sprzedało gracza za 50 milionów, jeśli nie więcej - opowiada były szkoleniowiec Kolejorza.

"Po tym meczu nie spałem przez dwie noce"

O ile brak mistrzostwa w tamtym oku przyjęto jeszcze mimo wszystko ze zrozumieniem, tak dużą rysą na ocenie tamtego sezonu, jak i całej kadencji Bjelicy, pozostaje porażka w finale Pucharu Polski z Arką Gdynia. Choć to Kolejorz był w tamtym spotkaniu zdecydowanym faworytem, 2 maja 2017 na Stadionie Narodowym po sensacyjnym zwycięstwie 2:1 triumfowali podopieczni Leszka Ojrzyńskiego. Nie dziwi więc odpowiedź Chorwata na pytanie o największe rozczarowanie w swojej trenerskiej karierze.

- Jeden przegrany finał z Lechem. Nie spałem po nim przez dwie noce. W Polsce czułem się naprawdę dobrze. Jedyne, co mnie męczyło, to rozłąka z rodziną, przez co miałem mniej energii. Myślę, że to przyciąga porażki.

Krajowy puchar nie jest zresztą specjalnością Bjelicy. Choć chwilę po objęciu Dinama Zagrzeb udało mu się wywalczyć Puchar Chorwacji, to już sezon później przegrał w finale z Rijeką, w kolejnych rozgrywkach ta sama ekipa wyeliminowała stołeczny zespół już na poziomie ćwierćfinału.

Lubię futbol pełen agresji

Ostatni z wątków wokół Lecha dotyczy stylu prezentowanego przez drużyny Bjelicy. Jak sam bowiem przyznaje, lubi, gdy futbol oparty jest na "agresji, dyscyplinie i organizacji".

- Prawie nie zobaczysz meczów z udziałem moich drużyn, które kończą się wynikiem 6:3. Niektórzy mogą to nazywać to pragmatyczną piłką nożną. Ważne jest, aby moje zespoły grały w taki sposób, aby  przeciwnikowi trudno było stawić im czoła. W ciągu dwóch lat w Lechu, później w Dinamie, a nawet w tym roku z Osijekiem - zawsze moje drużyny miały najmniej straconych goli spośród wszystkich ekip w stawce. Nie dlatego, że się bronimy, ale dlatego, że gramy zorganizowani. Równowaga i dyscyplina są ważne. Jedenastu zawodników musi służyć drużynie.

Czytaj też 👉 Aleksandar Tonew: Skrzydłowy o atomowym uderzeniu i zmarnowanej karierze

I patrząc na postawę Lecha w defensywie szczególnie w jesiennych spotkaniach, ciężko się tu z Bjelicą nie zgodzić.

Piotrek Przyborowski
@P_Przyborowski
📷 Oskar Jahns / aosporcie.pl

0 komentarze:

Publikowanie komentarza