20 grudnia 2014

Real dopisał sobie kolejne trofeum

Dziś zakończyły się Klubowe Mistrzostwa Świata. W samym turnieju w sumie bez niespodzianki, bo triumfatorem okazał się zwycięzca Ligi Mistrzów, czyli Real Madryt. Małą sensację jednak mieliśmy.

O ile bowiem wygrana Królewkisch była bardzo łatwa do przewidzenia, to postawa Auckland City, mistrza Oceanii, już niekoniecznie. Ekipa z Antypodów pokonała nie tylko gospodarzy - Tetouan, jak przewidywano, ale również zwycięzcę afrykańskiego turnieju - ES Setif. Dopiero w półfinale ich marsz powstrzymali San Lorenzo. Koniec końców drużyna z Nowej Zelandii skończyła z brązowym medalem, pokonując 4:2 w meczu o trzecie miejsce meksykańskie Cruz Azul.

W finale zmierzyły się dwie drużyny od początku do tego predestynowane: Real Madryt i San Lorenzo. O ile madrytczycy nie mieli większych problemów w półfinale, to ulubiona drużyna papieża Franciszka znalazła się w nim dopiero po dogrywce. Jako że grali dzień po Realu, mieli prawo narzekać na większe zmęczenie, ale mimo to należy przyznać, że to tegoroczni zwycięzcy Ligi Mistrzów grali znacznie lepiej, przerastając rywali o kilka klas. Wygrana do zera była niewielkim wymiarem kary, ósma drużyna argentyńskiej (bardzo pokręconej od niedawna) ekstraklasy praktycznie nie stwarzała sytuacji, ale Real po drugiej bramce skupił się jedynie na dowiezieniu względnie bezpiecznego prowadzenia do końcowego gwizdka. 

Tytułem króla strzelców podzielili się Bale, Ramos i Torrado, wszyscy zdobyli po dwie bramki. MVP turnieju został Ramos. Co ciekawe, Bale obie bramki zdobył z gry, Ramos głową po stałych fragmentach, a Torrado z karnych.

Trzeba powiedzieć, że Klubowe Mistrzostwa Świata nie należały do najbardziej pasjonujących rozgrywek roku, ale nikt tego po nich nie oczekiwał. Rozpędzony Real przyjechał jak po swoje, ich konkurent w finale również nie był zaskoczeniem. W dole klasyfikacji doszło do paru interesujących meczów, ale tylko pasjonaci piłki interkontynentalnej znają więcej niż trzech zawodników walczących tam drużyn.

Autor: Zbigniew Jankiewicz  zbig.jankiewicz@gmail.com | foto: Twitter / FIFA

0 komentarze:

Publikowanie komentarza

tv