aosporcieaosporcieaosporcie

7 marca 2018

Mihai Radut - czy wreszcie odnalazł w sobie cząstkę Hagiego?

Mihai Radut jak na średni staż obecnej kadry Lecha Poznań przy Bułgarskiej jest już dość długo, bo  od 14 miesięcy. Chociaż przez większość tego czasu jego występy można było określić eufemistycznie jako dyskretne, prezentuje się coraz lepiej. Piłkarz, którego trener Nenad Bjelica wychwalał za bieganie (sic!), w ostatnich dwóch kolejkach zanotował dwie asysty i jest na dobrej drodze ku temu, by wywalczyć wreszcie sobie pewne miejsce w pierwszym składzie Kolejorza.

Kiedy Rumun przychodził do Lecha w styczniu ubiegłego roku, mówiło się o nim jako wielkiej zagadce - wcześniej ofensywny pomocnik przez pół sezonu grał bowiem w zespole o nazwie Hatta Club ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Radut za bardzo się tam nie męczył, rozegrał zaledwie dwa spotkania, dość szybko chciał wrócić do Europy i to mu się udało. Trafił do Dumy Wielkopolski, która już wcześniej była nim zainteresowana.

Jak wymagający są kibice na Bułgarskiej, wiemy wszyscy, ale ich oczekiwania wobec nowego zawodnika były chyba jednak nieco zbyt wielkie. Chcieli, by Radut i strzelał, i asystował, a to przecież piłkarz, który w lidze rumuńskiej nigdy nie przekroczył w jednym sezonie sześciu goli (2012/13) i siedmiu kluczowych podań (2015/16).



Mimo to, oczywiście 27-latek zapewne nie miałby zbyt wielu krytyków, gdyby takie liczby wykręcał w Ekstraklasie. Problem w tym, że takowych przez długi okres swojego pobyty na Bułgarskiej po prostu nie miał. O ile jeszcze jego debiutancka wiosna jako tako by uszła - gol i cztery asysty, w tym jednak dwie w Pucharze Polski (w rewanżu o pietruszkę z Pogonią Szczecin i przy niestety tylko honorowej bramce Łukasza Trałki w finale) to był bilans, który nie powalił, ale sprawił, że klub postanowił skorzystać z zapisu w kontrakcie piłkarza i zdecydował się przedłużyć z nim umowę do 2020 roku.

Obecny sezon był jednak dla Raduta mizerny zarówno pod względem (jakości) gry, jak i liczb. Co prawda w swoim pierwszym oficjalnym występie po letniej przerwie udało mu się zanotować arcyważną asystę w przegranym 3:2 meczu z FK Haugesund, ale później nie wychodziło mu już dosłownie nic. W Ekstraklasie na 15 meczów jesienią w aż siedmiu wchodził z ławki. A jak wreszcie się przełamał i asystował w spotkaniu z Lechią Gdańsk przy bramce Macieja Gajosa, to w drugiej połowie za bezsensowną drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę wyleciał z boiska.
Z tego tweeta może wynikać, że zimą (?) istaniała nawet szansa, by Radut Lecha opuścił. Jeśli zwykle bardzo dobrze poinformowany w sprawach rumuńskiej piłki dziennikarz Emanuel Roşu miał rację w tej sprawie, oznacza to, że Radut przy Bułgarskiej inkasuje miesięcznie całkiem niezłą sumkę wynoszącą 30 tysięcy euro, sporo, nawet jak na Kolejorza.

Kibice w Poznaniu mieli więc prawo być nieco poirytowani. Szczególnie, że kiedy drużyna niekoniecznie najlepiej weszła w 2018 rok, trener Bjelica komentując postawę Raduta, postanowił pochwalić go za to, że... ten dużo biega.
Wydaje się jednak, że spotkanie ze Śląskiem Wrocław mogło być dla Raduta przełomem. Zanotował niezwykle ważną asystę z rzutu rożnego, po którym piłkę do siatki skierował Ołeksij Chołbenko. W tamtym spotkaniu podobnie jak cały Lech przez sporo minut pomocnik swoją grą raczej dołował, ale kiedy w drugiej połowie po zejściu Barkrotha przeszedł na prawe skrzydło, pokazał się ze znacznie lepszej strony.

W niedzielnym meczu z Legią Warszawa był z kolei już zdecydowanie jednym z bohaterów Kolejorza. Dawał Lechowi dużo powietrza, a przy wyrównującym golu Christiana Gytkjaera zatańczył z Arturem Jędrzejczykiem, notując przy tym jedną z najpiękniejszych asyst podczas swojej przygody z Dumą Wielkopolski.

Mihai Radut może okazać się wybawieniem na problemy Nenada Bjelicy ze skrzydłowymi. Maciej Makuszewski wciąż leczy bowiem kontuzję, Mario Situm od dłuższego czasu nie pokazuje nic wielkiego, Kamil Jóźwiak tak naprawdę wciąż jest wielką niewiadomą, a Niklas Barkroth nadal w Poznaniu się aklimatyzuje. Jeśli Rumun chce więc wykorzystać szansę i wywalczyć sobie pewne miejsce w składzie Lecha, ma chyba do tego w tym momencie idealną sytuację. Poznańska namiastka Gheorghe Hagiego? Dlaczego nie?!

Piotrek Przyborowski

0 komentarze:

Prześlij komentarz