3 listopada 2018

Jak budować, to od... wychowanków. Kamil Drygas może wrócić do Lecha Poznań


Kamil Drygas to przypadek szczególny. Wychowanek Lecha Poznań, który po odejściu z niego nie trafił do żadnej topowej drużyny, a mimo to wypracował sobie naprawdę solidną markę na polskim rynku. Ucieszyły więc mnie niezmiernie doniesienia popularnego janekx89, który w serwisie zagranie.com przyznał, że już zimą pomocnik Pogoni może powrócić na Bułgarską.

Debiut przez duże 'D'
Młodzi piłkarze Kolejorza, którzy w ostatnich sezonach wchodzą do dorosłego zespołu, debiutują przeciwko ekipom z niższych lig w Pucharze Polski czy w meczach z drużynami z doła tabeli Ekstraklasy. Historia Kamila Drygasa jest nieco inna. On pod koniec lipca 2010 roku w wieku 19 lat wszedł do pierwszej drużyny Dumy Wielkopolski w jednym z najważniejszych spotkań klubu od lat - pierwszym meczu III rundy eliminacji Ligi Mistrzów przeciwko Sparcie Praga.

I chociaż Lech tamto spotkanie przegrał, podobnie zresztą jak cały dwumecz, to Drygasowi wróżono po nim świetlaną przyszłość. I być może rzeczywiście jego rola w Kolejorzu była znacznie inna, gdyby owej jesieni pracy w Lechu nie stracił trener Jacek Zieliński. Lub gdyby w feralnym meczu z Górnikiem Zabrze nie złamał on kości piszczelowej. Tak czy inaczej, oba te wydarzenia dość mocno zbiegły się ze sobą w czasie.

Od I ligi przez europejskie puchary do... I ligi
W kolejnym sezonie utalentowany pomocnik był już postacią marginalną u trenera Bakero. Nic dziwnego, że latem 2012 roku zdecydował się na wypożyczenie do mającej ambitne plany Zawiszy Bydgoszcz. Tam rozegrał pełny sezon na zapleczu Ekstraklasy, wywalczając przy tym do niej zresztą awans. 

Później jeszcze na chwilę powrócił na Bułgarską, latem 2013 roku zagrał nawet dwa ligowe spotkania u Mariusza Rumaka. Chwilę później był już znowu zawodnikiem Zawiszy. Tym razem już jednak na stałe - Radosław Osuch zdecydował się wyłożyć na pochodzącego z Kępna gracza około 125 tysięcy euro.

→ Kamil Drygas (z lewej) obok prawdziwej legendy Lech Poznań - Jána Zápotoki

W Bydgoszczy nie tylko posmakował znacznie więcej Ekstraklasy niż w Lechu, ale nawet powrócił do europejskich pucharów. Wszystko to dzięki zdobytemu przez Zawiszę w 2014 roku Pucharowi Polski. Później dorzucił jeszcze do tego Superpuchar, ale jego przygoda z Zawiszą ostatecznie zakończyła się dość tragicznie. Klub spadł do I ligi, a Drygas... ostatecznie mimo dwóch niezłych sezonów w Ekstraklasie, pozostał przy ul. Gdańskiej. I mimo że wielki futbol niedługo potem zniknął z Bydgoszczy, on w swoim ostatnim sezonie dla Zawiszy już w I lidze wykręcił świetne liczby - 16 goli w 35 spotkaniach.

Solidny ligowiec
Już zresztą na pół roku przed końcem jego bydgoskiej przygody było wiadome, że w kolejnym sezonie zagra w barwach Pogoni Szczecin. Ta już wcześniej miała chrapkę na Drygasa, ale nie potrafiła wyłożyć wówczas na niego 150 tysięcy euro.

W Pogoni obok innego byłego Lechity Rafała Murawskiego nabrał ogłady i stał się solidnym punktem Portowców. Teraz nawet zyskał opaskę kapitańską i dzierżył nią w siedmiu ostatnich spotkaniach ekipy ze Szczecina (spośród których aż pięć Pogoń zresztą wygrała).


Powrót Drygasa na Bułgarską byłby świadomym ruchem obu stron. Sam Kamil być może nieco zbyt długo zasiedział się w Ekstraklasie, by móc marzyć o poważnej ofercie spoza Polski. Lech z koeli potrzebuje piłkarzy, z którymi jego kibice mogliby się w jakikolwiek sposób utożsamiać. Trudno o lepszego kandydata niż wychowanek, który w Kolejorzu swoje pierwsze kroki stawiał podczas walki o tak upragnioną przecież w Poznaniu Ligę Mistrzów.

I choć jedynym problemem zimą może okazać się to, że Pogoni za Drygasa trzeba będzie zapłacić, to mimo wszystko nie powinna być to przerażająca suma. Kontrakt pomocnika z Portowcami wygasa co prawda w 2021 roku, ale nie zapominajmy, że to gracz, który powoli, bo powoli, ale dobija do trzydziestki. Mimo to, operacja *Kamil Drygas w Lechu Poznań* z pewnością jest grą wartą świeczki.


Piotrek Przyborowski
📷 Roger Gorączniak

0 komentarze:

Prześlij komentarz

tv