aosporcieaosporcieaosporcie

30 grudnia 2014

Guardioleon - Bonaparte XXI wieku


Napoleon Bonaparte był wielkim dowódcą, doszedł na sam szczyt, mimo że wywodził się z chłopskiej rodziny. W tym artykule chciałbym zaakcentować podobieństwo do... Josepa Guardioli.

Nikt nie mógł się równać z jego geniuszem taktycznym, podbił prawie całą Europę, ale w końcu przegrał z defensywną taktyką i własną ambicją. Do dziś niektórzy go podziwiają, inni nienawidzą. Bonaparte zaczął jako prosty chłopak, ale w Szkole Oficerskiej szybko doszedł wysoko, osiągając stopień generała. Podobnie z Pepem: syn murarza jako trzynastolatek trafił do La Masii, po czym został swoistym generałem Barcelony Cruyffa, z którą pomagał w utrzymaniu władzy dyrektoriatowi Nuñeza. Analogicznie Napoleon: uratował władzę dyrektorów podczas powstania przeciwko rewolucji. Jednak później miał duży udział w obaleniu ich władzy. Z kolei Katalończyk był zwolennikiem Elefant Blau, formacji Laporty.

Tutaj pojawia się pewna różnica, ponieważ Guardiola odsunął się od futbolu, z kolei Francuz od razu objął najwyższą władzę w państwie. Pep wrócił do futbolu w 2007, a rok później został trenerem pierwszej drużyny. Tutaj zaczyna się prawdziwe podobieństwo. Obaj przeprowadzili absolutną rewolucję w podejściu podwładnych do swoich obowiązków. Sprzedaż Luizjany Stanom Zjednoczonym przez Napoleona a odejście m.in. Ronaldinho, Edmilsona, Deco czy Zambrotty miały podobne powody i skutki. Obaj rozpoczęli też kampanie mające na celu podbicie Europy. Bitwy pod Ulm i Austerlitz możemy porównać do zwycięstwa na  Bernabéu 6:2 i w Rzymie w finale Ligi Mistrzów. Potem, w przeciwieństwie do Korsykanina, Guardiola przegrał jedną ze swoich bitew, przeciwko Interowi.


Nastąpił sezon 2010/11. Rozgromienie Prusów pod Jeną i Auerstedt było sukcesem porównywalnym do La Manity na Camp Nou. Następnie bitwa pod Frydlandem, czyli kolejne zwycięstwo w Lidze Mistrzów. Po pokoju w Tylży Napoleon cofnął się do kraju, ale niedługo później powrócił. Bitwy pod Smoleńskiem i, przede wszystkim, Borodino nie były już tak jednoznaczne. Jest to bardzo bliskoznaczne z dwumeczem z Realem w Pucharze Króla: było widać, że przeciwnicy potrafią poważnie zagrozić niepokonanej armii. I wtedy zaczęły się problemy. Gdy dochodzimy do bitwy pod Lipskiem, przeciwko koalicji wielu krajów europejskich, warto sobie przypomnieć, że porażki z Realem i Chelsea, przekreślające szanse na ligę i LM, zostały rozegrane na przełomie tygodnia. Wtedy Guardiola odszedł na urlop, co ciężko nie porównać do zesłania na Elbę. Niedługo obaj powrócili, w przypadku Napoleona nazwano to lotem orła. Zaczęli zbierać nowe armie, chcąc powrócić do czasów świetności. Obie przygody to sromotna klęska, bitwą pod Waterloo i 0:5 z Realem.

Pozostała jednak jedna różnica: Guardiola dostał kolejną szansę, w przeciwieństwie do cesarza Francuzów. Może w niedługim czasie uda mu się osiągnąć jakieś sukcesy i uciec od tego porównania.

Autor: Zbigniew Jankiewicz  zbig.jankiewicz@gmail.com

0 komentarze:

Prześlij komentarz