aosporcieaosporcieaosporcie

22 sierpnia 2021

Lech nie pęka. Lider wypunktowuje Lechię


Lech Poznań po serii trzech zwycięstw z rzędu… dopisuje do swego dorobku czwartą victorię. Tym razem jego wyższość musiała uznać Lechia Gdańsk, a spotkanie to zapamiętamy za sprawą ulewnego deszczu oraz dwóch pięknych bramek.

- To będzie prawdziwa próba tego, o co w tym sezonie walczymy - mogliśmy usłyszeć od trenera Macieja Skorży przed niedzielnym spotkaniem z Lechią Gdańsk. Jego drużyna bowiem z serią trzech zwycięstw z rzędu (pierwsza taka seria w sezonie - przyp. red.), przewodziła tabeli, a starcie z wiceliderem miało być weryfikacją dyspozycji poznaniaków. Czy nie brzmi to, jak przepis na świetne niedzielne popołudnie?

Pierwsza bramka petarda

Spotkanie szybko nabrało niezłego tempa. Już kilkanaście sekund po pierwszym gwizdku sędziego widownia zgromadzona na trybunach mogła bowiem złapać się za głowy. To za sprawą świetnego dośrodkowania z rzutu wolnego Barrego Douglasa, lecz Dussan Kuciak zdołał zablokować główkę Bartosza Salamona. Napędziło to poznaniaków, choć Lechia próbowała odpowiedzieć.

Tego, czego nie udało się dokonać wtedy, dopięto w 17. minucie. Nika Kvekveskiri utrzymał się na nogach mimo naporu rywala i podał do Joao Amarala na prawe skrzydło. Bardzo czujny Portugalczyk odnalazł podaniem wbiegającego w pole karne Mikaela Ishaka, który mocnym strzałem dopełnił formalności. Lechia chcąc się odgryźć próbowała kilku rozwiązań, ale będąc pod stałym pressingiem pozostawała zamknięta.

Niedokładność Joshepa Ceeseya dała gospodarzom szansę do podwyższenia rezultatu. Michał Skóraś wykorzystał błąd przeciwnika, zostawił w tyle kilku gdańszczan, po czym schodząc do środka oddał strzał, który minął bramkę. Cała akcja młodego pomocnika mogła się jednak podobać.

Jeszcze przed przerwą za sprawą rzutu rożnego zakotłowało się w polu karnym Lecha, lecz obyło się bez groźnego strzału ze strony rywala.

Utrzymać impet

Lechia od początku drugiej części spotkania musiała się pilnować. Ciekawe wykonanie rzutu wolnego gospodarzy chwilę po powrocie na murawę wprowadziło zamieszanie w polu karnym gdańszczan, a następnie ładną wymianę na linii Jakub Kamiński - Lubomir Šatka (grający tego dnia jako prawy obrońca) próbował wykończyć ten pierwszy, lecz w bramce czujny pozostał Kuciak.

Opady nie ustawały. To właśnie w tych deszczowych warunkach krótko po tym, jak zegar wskazał godzinę od rozpoczęcia gry, futbolówkę przed polem karnym ustawiał Kvekveskiri, a następnie zamienił piękną bezpośrednią próbę w stronę dalszego słupka na bramkę. Już w 65. minucie mogło być 3:0, lecz podanie Amarala otwierające lewą stronę boiska zmarnował Kamiński.

Lechia próbowała, ale bezskutecznie. Gospodarzy cechowała natomiast wyrachowana gra i spokojne wyczekiwanie na możliwość szybkiego wyprowadzenia ataku. Zaledwie dwie minuty po wprowadzeniu na boisko, Dani Ramirez powinien wpisać się na listę strzelców. Hiszpan spudłował jednak po dobrym podaniu drugiego ze zmienników, Jana Sýkory.

Choć przed spotkaniem w otoczeniu drużyny mówiło się o rosnącym "baloniku" oczekiwań, przy Stadionie Poznań nie słychać było dziś huku. Lech, ku zaskoczeniu wielu, ma się naprawdę dobrze, lecz znajduje się w momencie, w którym nie może się "podpalić".

Lech Poznań - Lechia Gdańsk 2:0 (1:0)

Gole: Ishak (17.), Kvekveskiri (63.)

Żółta kartka: Tiba - Żukowski, Maloča, Kuciak

Lech: van der Hart - Šatka, Salamon, Milić, Douglas – Karlström (82. Murawski), Kvekveskiri (73. Tiba) – Skóraś (73. Sýkora), Amaral (82. Ramirez), Kamiński - Ishak (85. Sobiech)

Lechia: Kuciak - Żukowski, Kopacz, Maloča, Conrado (57. Pietrzak) - Ceesey (71. Sezonienko), Gajos (57. Diabaté), Makowski, Kubicki (85. Biegański), Durmus - Paixão (57. Zwoliński)

Sędzia: Krzysztof Jakubik (Siedlce)

Stadion Poznań, 22 sierpnia 2021 godz. 17:30


Wiktoria Łabędzka

0 komentarze:

Prześlij komentarz