24 czerwca 2015

Piechotą na mecz: O Rasiaku, którego niesłusznie ochrzczono „Drewnem”.

Co gryzie Grzegorza Rasiaka? Korniki! Takich żarcików o jednym z  najlepszych (piszę to bez jakiegokolwiek sarkazmu) polskich napastników było mnóstwo. Wszystkie były nietrafione, bo Grzegorz Rasiak naprawdę był wspaniałym zawodnikiem.

Na samym początku warto przypomnieć, co w języku kibicowskim znaczy, że ktoś jest drewnem. Drewno to piłkarz, którego w ogóle nie musiałoby być na boisku, zawodnik zupełnie zbędny w podstawowej jedenastce, słabo wyszkolony technicznie i psujący pracę kolegów z drużyny. Można więc  wywnioskować, że Grzegorz Rasiak niesprawiedliwie nazwany drewnianym, musiał mieć  coś z innego tworzywa: stalowe nerwy.

Przeprowadzka
12 stycznia 1979 roku przyszedł na świat mały Grzesiu. Urodził się w Szczecinie, na północy Polski. Choć długo sobie tam nie pomieszkał, gdyż mając kilka lat wraz z rodziną przeniósł się do Poznania. To właśnie w stolicy Wielkopolski stawiał pierwsze kroki w swojej piłkarskiej karierze. Jako junior reprezentował barwy Olimpii Poznań, SKS 13 Poznań i MSP Szamotuły. W dorosłej piłce zaczął brylować stosunkowo młodo, bo już w wieku 17 lat, mając wówczas na sobie koszulkę poznańskiej Warty. Jak się później okazało Duma Wildy była dla Rasiaka  pierwszym przystankiem na wyboistej drodze ku szczytowi.

Ekstra-piłkarz w Ekstraklasie
Po trzech sezonach spędzonych w II lidze Rossi został zauważony i ściągnięty do GKS-u Bełchatów. Dla Brunatnych rozegrał pierwsze mecze na najwyższym poziomie rozgrywkowym w Polsce i strzelił premierowego gola w Ekstraklasie. Na dobre rozkręcił się w sezonie 2000/01, będąc już piłkarzem Odry Wodzisław, trafił dziewięciokrotnie do bramki przeciwnika. To zostało dostrzeżone przez nie byle jakiego klubu: Rasialdo znalazł się na liście życzeń Groclinu Grodzisk Wielkopolski. Takim uznanym firmom (a takową ekipa z Wielkopolski wtedy była) nie można było odmówić, Rasiak w 2001 roku dołączył do Dyskoboli Grodzisk i wrócił do swojego województwa. W Groclinie stworzył jeden z najlepszych i zarazem najbardziej specyficznych duetów w lidze, mowa tu oczywiście o parze Andrzej Niedzielan - Grzegorz Rasiak. Patrząc na grę tej dwójki można by podejrzewać, iż są najlepszymi przyjaciółmi i rozumieją się wspaniale. Poniżej dowód:



Nic bardziej mylnego. Fakt na placu gry byli jak bliźniacy, ale poza nim? Szkoda gadać. W czasie spotkania Górnik Zabrze - Groclin Grodzisk (Wtorek biegał wówczas w koszulce Zabrzan, Rossi był już wtedy Dyskobolem) Niedzielan został mocno poturbowany, ale Rasiak myślał, że symuluje i powiedział mu: Wstawaj, przestań udawać!, a Andrzej Niedzielan skontrował ten tekst niezbyt ładnym komentarzem o żonie swojego rywala. Od tamtego czasu, mówiąc delikatnie, nie pałali do siebie sympatią i zapewne nie chcieli się więcej widzieć. Los chciał jednak inaczej i Wtorek, mimo protestów wychowanka Olimpii Poznań, został pozyskany do Dyskobolii.  Za trafienie 34 goli w czasie trzech sezonów, Grzegorz Rasiak dostał ofertę przeprowadzki, dalekiej przeprowadzki...

Wyśmiany
W 2004 roku Rossi zamienił ekstraklasowy Groclin na angielskie Derby County, grające wówczas w Championship. Jak się okazało, początek przygody z brytyjską piłką stał się także początkiem wyśmiewania umiejętności Rasialdo. Szczyt szydery z tego piłkarza został osiągnięty w 2006 roku, po nieudanym podboju Premier League przez Rasiaka (zagrał osiem meczów dla Tottenhamu, zdobywając przy tym tylko jedną bramkę, która i tak, mimo swojej prawidłowości, nie została uznana). Ułożono nawet w tamtym roku piosenkę Rasiak song, która jednak w tle prezentuje kilka naprawdę ładnych goli, które zdobył ten właśnie szczecinianin.



Nie ma się co oszukiwać, te wszystkie kawały nie pomogły w rozwoju wychowanka Olimpii. Po słabym okresie w Tottenhamie już nigdy nie zasmakował Premier League. Przez resztę pobytu w Anglii grał w Championship. W sumie na Wyspach Brytyjskich w meczach ligowych rozegrał 185 spotkań i 63 razy trafił do bramki przeciwnika. Niezły bilans, prawda?

Powrót do korzeni
W sezonie 2010/11 Rossi oficjalnie pożegnał się z Anglią, uciekając na rok do klubu AEL Limassol na Cyprze, gdzie przez całe rozgrywki nie zdobył żadnego gola. Wiedział, że pora schodzić z europejskiej sceny, w wieku 32 lat powrócił więc do ojczyzny. Jagiellonia Białystok, Lechia Gdańsk - to były ostatnie przystanki przed powrotem Grzegorza Rasiaka do domu. Swój ostatni rok w karierze spędził w Poznaniu. W 1996 roku przyszedł do Warty jako świeżo upieczony senior, w 2013 roku wrócił do Zielonych jako senior w pełnym tego słowa znaczeniu.  Strzelił 12 goli w 25 meczach w sezonie 2013/14. Co prawda kontrakt miał dwuletni, jednak nie mógł go wypełnić, ponieważ swoją przygodę zakończył zerwaniem więzadła w stanie skokowym oraz odpryskiem kości w stawie skokowym.

Nie piszę tego, by przedstawić Grzegorza Rasiaka jako jakiegoś sportowego męczennika, tylko po to, żeby pokazać, iż zawsze zostawiał na boisku dużo zdrowia wyrabiając ponad 150% normy. Mimo wielce panującego hejtu w Internecie dookoła jego osoby, on się nie poddał,  a nawet oswoił się tym, że mówią o nim kawały.


Według mnie niesłusznie przypięto mu łatkę drewnianego piłkarza. Nie zasługiwał na to jako sportowiec, ale także, i przede wszystkim, jako człowiek.

Autor: Jan Piechota  @J_Piechota | janpiechota99@gmail.com | foto: Piotr Przyborowski

0 komentarze:

Publikowanie komentarza

tv