5 listopada 2018

Powieje wschodem przy Bułgarskiej?


Po wczorajszym zwolnieniu Ivana Djurdjevicia, Poznań na jakiś czas stał się głównym tematem zainteresowań piłkarskiej Polski. Po raz kolejny, w gronie kandydatów do objęcia stanowiska nowego trenera drużyny z polskiej ligi, wymieniany jest nawet poprzedni selekcjoner reprezentacji Polski Adam Nawałka. Wszystko wskazuje jednak na to, że włodarze Kolejorza zdecydują się na opcję zza granicy, ale tym razem kierunek może zaskakiwać. 

Niedzielna porażka z Lechią Gdańsk i w następstwie zwolnienie Djuki (tymczasowo drużynę poprowadzi Dariusz Żuraw) stanowiły  początek kolejnego odcinka poznańskiej karuzeli nazwiskami. Szkoda tylko, że kolejne epizody produkowane są z rosnącą częstotliwością, a z każdą nową edycją Duma Wielkopolski coraz mniej przypomina wpływowego i pewnego siebie Francisa Underwooda, a bliżej jej do BoJacka Horsemana, pogrążonego w depresji gwiazdora, który dni chwały ma już dawno za sobą.

Czas jednak przedstawić kandydata, którego wskazuje się, jako jednego z głównych do objęcia stanowiska po Ivanie Djurdjeviciu. Tym razem podobno zarząd z Bułgarskiej swoje oczy kieruje nie na zachód czy południe, ale na wschód, a konkretnie na Ukrainę. Stamtąd bowiem pochodzi człowiek, który ma dostać zadanie wyciągnięcia Lecha z kryzysu, twardy i bezkompromisowy Roman Grygorczuk. Ukrainiec, który obecnie pozostaje bez pracy po tym jak latem tego roku, po zaledwie dwóch miesiącach został wyrzucony z FK Astany przez konflikt z władzami kazachskiego mistrza.

Wcześniej jednak znacznie więcej czasu spędził w klubach ligi ukraińskiej czy też azerskiej, w której ostatnio był szkoleniowcem FK Gabala. Drużyny, z którą Grygorczuk dokonał historycznego osiągnięcia, dwukrotnie awansując do fazy grupowej Ligi Europy, eliminując po drodze m.in. Jagiellonię Białystok. Niestety finał obu tych europejskich przygód był dość mizerny - czwarte miejsca w grupie i ani jednej wygranej.

Lepiej pod tym względem w Lidze Europy Grygorczuk poradził sobie ze swoimi rodakami z Czarnomorca Odessa. Z klubem znad Morza Czarnego Grygorczuk co prawda tylko raz awansował do Ligi Europy, ale za to odpadł dopiero w 1/16 finału, w której po wyjściu z grupy mocniejszy okazał się dopiero Olympique Lyon.

To chyba największe osiągnięcia w dotychczasowej karierze trenerskiej Ukraińca. Z Gabalą za każdym razem meldował się na podium tamtejszej Premyer Liqi, ale ani razu na jego najwyższym stopniu.

Jeśli Grygorczuk rzeczywiście podpisze kontrakt z Lechem, będzie to dla niego powrót do Polski. Wcześniej grał tu bowiem jako piłkarz. W 1995 roku był napastnikiem Petrochemii Płock, jednak po zaledwie pół roku i zdobyciu trzech bramek w 14 meczach zdecydował się na powrót na Ukrainę.


Charakterem i twardą ręką Ukrainiec może zatem przypominać innego przybysza zza naszej wschodniej granicy, który bardzo mocno namieszał w polskiej Ekstraklasie. Mowa oczywiście o Stanisławie Czerczesowie - obecnym selekcjonerze reprezentacji Rosji, który przed objęciem kadry narodowej był trenerem Legii Warszawa. Chociaż w stolicy spędził jedynie jeden sezon, to przez ten czas zdążył wygrać Puchar Polski i odebrać Lechowi Poznań tytuł mistrza Polski.


Mateusz Włodarczyk
📷 Wikimedia / Papuass

0 komentarze:

Prześlij komentarz

tv