6 października 2018

Piłki mało, determinacji wyjątkowo sporo. Górnik Zabrze - Lech Poznań 2:2


Kiedy na początku spotkania usłyszałem, że Górnik Zabrze w obecnym sezonie nie wygrał jeszcze u siebie, nabrałem pewnych podejrzeń. Przecież już Arce Lech Poznań pomógł przełamać niezbyt chlubną statystykę meczów na własnym stadionie. I chociaż moje obawy po 50 minutach piątkowego spotkania znajdowały swoje odzwierciedlenie na boisku, to ostatecznie Kolejorz pokazał pazurki. Zremisował na Górnym Śląsku 2:2, ale jedyne, za co możemy go pochwalić, to chyba właśnie za ten comeback.

Przed spotkaniem można było odnieś wrażenie, że Ivan Djurdjević już chyba definitywnie zrezygnował z ustawieniem z trójką defensorów. Znowu zdecydował się zagrać czwórką, ponownie swoją okazję dostał tak przecież solidny w spotkaniu z Miedzią Legnica (2:1 dla Kolejorza) Marcin Wasielewski. I tylko wielu kibiców zastanawiało się, co w pierwszym składzie nadal robi elektryczny Rafał Janicki. Bo skoro do składu wrócił Thomas Rogne, to może warto by przetestować obok Norwega stawiającego swoje pierwsze kroki w Lechu Dimitrisa Goutasa?

Czasem, kiedy dany piłkarz jest aż tak krytykowany przez swoich kibiców, nagle następuje przełom, mecz, w którym to właśnie on jest bohaterem. Tymczasem dla wypożyczonego z Lechii Janickiego spotkanie z Górnikiem okazało się co najwyżej niestety kolejnym ciężkostrawnym daniem. To właśnie on w 7. minucie tak pechowo zgrał piłkę głową, że... aż zaliczył asystę, tyle tylko, że przy golu Jesúsa Jiméneza. Tego upilnować nie zdołał do końca Wasielewski, ale największym pytaniem pozostaje to odnośnie wyjścia z bramki Matusa Putnockiego. Albo raczej, w jakim celu on się na tę przechadzkę w ogóle udał?

Lech w ogóle jakby do Zabrza nie dojechał, bowiem dzieciaki z Górnika wraz ze swoimi hiszpańskimi opiekunami mieli w pierwszej fazie piątkowego spotkania całą masę okazji. Duma Wielkopolski na pierwszą swoją musiała natomiast poczekać do aż 41. minuty. To właśnie wtedy strzałem z dystansu Loskę próbował zaskoczyć João Amaral. Bezskutecznie.

Po przerwie kolejny z Lechitów zanotował asystę przy... trafieniu jednego z Górników. I na domiar złego znowu przydarzyło to się jednemu z piłkarzy, któremu dostaje się w obecnym (nie tylko zresztą) sezonie dość mocno. W 49. minucie Mihai Radut w walce w parterze tak bardzo nie chciał odpuścić, że aż zagrał ostatkiem sił piłkę na oślep. Ta trafiła pod nogi Szymona Magika Żurkowskiego, który przepiękną armatą z kilkudziesięciu metrów pokonał Putnockiego. I chociaż strzał rzeczywiście był cudowny, to i w tym przypadku od słowackiego bramkarza być może powinniśmy domagać się nieco więcej. Przynajmniej w Lechu Poznań.


Kolejorzowi do gry pozwoliła wrócić specjalność Ekstraklasy - centorstrzał. Po dośrodkowaniu Amarala z rzutu wolnego piłka została wybita wprost pod nogi znajdującego się w bocznym sektorze boiska Pedro Tiby (dodajmy, że ponownie dzierżącego opaskę kapitana). Ten, raczej próbując dośrodkować w kierunku Gytkjaera, ostatecznie pokonał jednak zaspanego w tej sytuacji Loskę i tak oto Lech dostał drugie życie.

Szansę, przynajmniej częściowo wykorzystał, w 77. minucie. Szarża bardziej dzięki determinacji oraz błędom kolejnych zawodników Górnika niż jakimś sztuczkom/wygibasom technicznym Kostewycza ostatecznie dała gola wyrównującego. Dla Ukraińca było to z kolei pierwsze trafienie w oficjalnym meczu w niebieskiej koszulce.


Lech, mimo że miał Górnika na widelcu, a w końcówce znowu grał trzema obrońcami (a wtedy wygląda lepiej w ofensywie) nie zdołał jednak przechylić szali zwycięstwa na swoją korzyść. Zaledwie zremisował przeciwko o wiele słabszej niż w zeszłym sezonie ekipie Marcina Brosza i tak naprawdę jedynym pozytywem była walka do końca, przynajmniej o wyrwanie tego jednego punktu. Tej walki w ostatnim czasie w Kolejorzu za dużo bowiem nie widzieliśmy...

Górnik Zabrze - Lech Poznań 2:2 (1:0)
5.10.2018, Stadion Miejski w Zabrzu, 20:30

Gole: 7' Jesús Jiménez, 49' Szymon Żurkowski - 55' Pedro Tiba, 77' Wołodymyr Kostewycz

Górnik: Tomasz Loska - Przemysław Wiśniewski (83' Kacper Michalski), Dani Suarez, Paweł Bochniewicz, Adrian Gryszkiewicz - Daniel Smuga (64' Konrad Nowak), Maciej Ambrosiewicz, Szymon Żurkowski, Jesús Jiménez, Kamil Zapolnik (72' Szymon Matuszek) - Igor Angulo

Lech: Matus Putnocky - Marcin Wasielewski (57' Vernon De Marco), Rafał Janicki, Thomas Rogne, Wołodymyr Kostewycz - Maciej Makuszewski, Mihai Radut (69' Maciej Gajos), Pedro Tiba, Kamil Jóźwiak (59' Darko Jevtić) - João Amaral, Christian Gytkjaer

Kartki: Daniel Smuga, Igor Angulo - Marcin Wasielewski, Thomas Rogne, Christian Gytkjaer, Maciej Gajos (wszyscy żółte)

Sędzia: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa)

Widzów: 11 764


Piotrek Przyborowski
📷 Oskar Jahns / aosporcie.pl

0 komentarze:

Publikowanie komentarza

tv