3 maja 2018

Trzecie życie Landona Donovana [Wielcy Nieobecni #1]


Do mistrzostw świata pozostało już tylko kilka tygodni. Kiedy sportową część Internetu powoli zaczną opanowywać teksty odnośnie potencjalnych faworytów czy czarnych koni, my postanowiliśmy stworzyć serię tekstów o tych piłkarzach, których z różnych powodów w Rosji zabraknie. Pierwszym z Wielkich Nieobecnych człowiek, który zmienił znaczenie słowa soccer - Landon Donovan.

Była 83. minuta ostatniego grupowego spotkania reprezentacji Stanów Zjednoczonych z Polską na mundialu w Korei i Japonii, kiedy popularni Jankesi mając już zapewniony awans, przegrywali aż 0:3. To właśnie wtedy po błyskotliwym podaniu Cobiego Jonesa i zgraniu innego z Amerykanów z pierwszej piłki do bramki strzeżonej przez Radosława Majdana trafił młodziutki wychowanek słynnej IMG Academy, który w dorosły futbol wchodził w 1999 roku jako zawodnik rezerw Bayeru Leverkusen. Na azjatyckie MŚ pojechał już jednak będąc graczem pierwszego zespołu Aptekarzy. I to właśnie na nim nie tylko zadebiutował, ale strzelił też swojego pierwszego mundialowego gola. Pierwszego z sześciu.

Donovan to uosobienie soccera. Piłkarz, który podobnie jak wielu inny jego rodaków nie odnalazł się w Europie, ale za Oceanem traktowany jest jako żywy pomnik. Jednocześnie w kraju, w którym piłka nożna nie jest religią, 36-letni obecnie gracz idealnie odzwierciedla to swoim zachowaniem. Kiedy w 2014 został ostatecznie pominięty przez Jürgena Klinsmanna i nie pojechał na MŚ do Brazylii, dograł jeszcze do końca sezonu ze swoim LA Galaxy i... po prostu zakończył karierę.

Wielu, szczególnie w Europie, pukało się w czoło, mało kto potrafił zrozumieć decyzję legendy. Landon nie uważa jednak tamtego ruchu za błąd. Jak tłumaczył ostatnio w wywiadzie dla angielskiego FourFourTwo, potrzebował po prostu przerwy, a także chciał pozwiedzać i odwiedzić różne części świata. Ot, co, amerykański luz.

- Landon Donovan 2014 roku kończył karierę jako mistrz MLS. Już wtedy było widać, że więcej z kariery nie wyciśnie. Nie zmienia to faktu, że schodził w blasku chwały: sześciokrotny mistrz MLS, MVP 2009, lider strzelców w klasyfikacji wszechczasów. A to tylko mały odsetek tego, co osiągnął w swojej karierze. Potem pojawiła się informacja o wznowieniu kariery. To był mały zgrzyt. Jak się powiedziało A, to trzeba umieć powiedzieć B. Z jednej strony chciał pomóc swojemu byłemu klubowi, z drugiej zaszkodził i LA Galaxy, i sobie samemu - mówi Kasia Przepiórka, założyciela i redaktor naczelna serwisu amerykanskapilka.pl


Rzeczywiście pierwszy powrót (właściwie należałoby napisać comeback) Donovana na boisko nie był zbytnio udany. LA Galaxy było już dawno po okresie swojej największej świetności. Chociaż drużyna prowadzona wówczas przez Bruce'a Arenę zdołała zakwalifikować się do play-offów, to w nich w półfinale konferencji zachodniej nie dała rady Colorado Rapids, przegrywając w rewanżu po rzutach. Donovan w owym meczu zagrał jedynie 45 minut i został zmieniony w przerwie. Cały bilans jego drugiego wcielenia jest marniutki - 1 gol w 9 spotkaniach.

Wydawało się, że pod koniec 2016 roku definitywnie rozstał się z profesjonalnym graniem. Jakież więc było zaskoczenie, kiedy w styczniu okazało się, że Amerykanin zamierza spróbować swoich sił nie tylko ponownie na placu gry, ale w dodatku nie w MLS! Ceniony meksykański zespół Club León postanowił nieco ogrzać się w blasku dawnej gwiazdy. Donovan, który nieraz podczas swojej kariery strzelał do bramki reprezentacji Meksyku, sprawę swojego transferu skomentował w rozmowie z Associated Press w swoim stylu:

- Nie wierzę w mury. Chcę pojechać do Meksyku, ubrać zieloną koszulkę i wygrać ligę z Leon

Teraz wiemy już, że spośród swoich celów zrealizował te dwa pierwsze. León nie udało się zakwalifikować do Liguilla (w pewnym sensie odpowiednia amerykańskich play-offów) i już w tym momencie zakończył sezon. To oznacza, że bilans Donovana w Lidze MX jest wręcz tragiczny: zaledwie 98 minut na boisku w pięciu meczach, zero w rubrykach dotyczących goli oraz asyst.

- Wznowienie kariery w 2016 roku było skazą na wizerunku, ale informacja o podpisaniu kontraktu z Club León na początku tego roku kalendarzowego, to był strzał w stopę. Powiedzmy to sobie jasno: Landon Donovan nie poszedł tam grać w piłkę. To był ruch marketingowy. Poza tym z pewnością pieniądze na koncie się zgadzają. W 2014 roku zarabiał 4,6 miliona dolarów, po wznowieniu kariery zarobił ponad 150 tysięcy. Jestem przekonana, że w Meksyku dostaje zdecydowanie więcej niż ostatnim razem w Galaxy - komentuje Przepiórka.

Statystyki dotyczące frekwencji pokazują jednak, że nawet pod względem marketingowym Donovan nie był sukcesem meksykańskiego klubu. León co prawda na przestrzeni całego sezonu zanotowało wzrost o ponad 8 procent, ale nie zmienia to faktu, że średnia 20 757 kibiców na mecz była trzecim najgorszym wynikiem w całej lidze. A mogło być jeszcze gorzej, gdyby nie brak kibiców na jednym z domowych meczów niejakich Tiburones Rojos de Veracruz.

Donovan to jednak piłkarz, którego europejscy kibice zapamiętają jako legendę LA Galaxy i piłkarza, który wprowadził reprezentację USA na wyższy poziom. Do dzisiaj w pamięci wielu fanów pozostała 91. minuta spotkania z Algierią na MŚ 2010, kiedy to właśnie on stał się bohaterem całych Stanów Zjednoczonych, nie tylko zapewniając kadrze awans w doliczonym czasie gry ostatniego meczu fazy grupowej, ale też pierwsze miejsce w grupie C - taka sytuacja po raz ostatni miała miejsce w 1930 roku!


To właśnie tamten mundial był tak naprawdę jego kariery. Dokładając gole w spotkaniu ze Słowenią i przegranym po dogrywce meczu 1/8 finału z Ghaną z pięcioma trafieniami na dwóch różnych mundialach stał się najskuteczniejszym mundialowym strzelcem Amerykanów w historii. Obok Briana McBride'a i Clinta Dempseya jest też jedynym piłkarzem, który miał okazję zdobywać bramki na więcej niż jednych mistrzostwach świata.

- Dlatego też uważam, że każdy powinien wiedzieć, kiedy zejść ze sceny. Landon tego nie wie i już na zawsze będzie się za nim ciągnęła opinia sprzedawczyka, który rozmienił się na drobne. Smutne, bo jakby nie patrzeć jest legendą amerykańskiej piłki. Trzeba było zakończyć to wszystko w 2014 roku z uśmiechem na ustach i pucharem MLS Cup w ręku. A tak pozostał niesmak i rozczarowanie - zaznacza jednak nasza rozmówczyni, którą możecie też śledzić na Twitterze.

Donovan to bez wątpienia jednak postać niezwykła. Po kompromitacji amerykańskiego soccera i braku kwalifikacji na mundial do Rosji rozważał kandydowanie na stanowisko prezydenta tamtejszej federacji. Chwilę później postanowił jednak znowu wrócić na boisko. I chociaż jego oba powroty pozostaną rysą na niezwykłej bogatej karierze wonderkida, to bez wątpienia tak jak niezwykle podobny do niego pod względem wyglądu Andrés Iniesta jest szczególną postacią dla hiszpańskiego futbolu, tak Donovan stanowi przykład dla wielu młodych piłkarzy w USA. No i trzeba przyznać, że chyba nigdy nie będziemy się z nim nudzić. Zresztą, jak zażartował ostantio w wywiadzie dla New York Times:
- Może nigdy nie pójdę emeryturę...
Piotrek Przyborowski
📷 Rogelio A. Galaviz C. / Flickr.com

0 komentarze:

Publikowanie komentarza

tv