24 maja 2018

Ciro Immobile - nomada, który odnalazł swoją przystań [Wielcy Nieobecni #2]

File:20150616 - Portugal - Italie - Genève - Ciro Immobile au milieu de la défense portugaise.jpg
Kariera Ciro Immobile przypomina nieco losy niektórych reprezentacji. W jednym sezonie (turnieju) udaje mu się osiągnąć wielki sukces, w innym zaś jest niemal skazany na porażkę. Czy człowiek skrojony pod Półwysep Apeniński, który dopiero co zakończony sezon skończył jako król strzelców Serie A, jest w stanie być symbolem odrodzenia nowej reprezentacji Włoch? Z pewnością ma ku temu kilka argumentów.

Nie tak dawno temu Daily Mail określiło Immobile jako piłkarza, który prowadzi karierę nomady. Trudno nie zgodzić się z tym stwierdzeniem, chociaż to poniekąd typowa cecha wielu włoskich napastników w ostatnich latach. Tacy gracze jak Fabio Quagliarella czy Luca Toni w swoich przygodach z piłką też zwiedzili niejeden klub i taką samą politykę prowadzi teraz też Immobile.

Chłopak wychowany w okolicach Wezuwiusza, który był dla swojego domu większym zagrożeniem od słynnego wulkanu. Będąc dzieckiem, lubił ustawiać swojego brata Luigiego w futrynie drzwi i walić w niego piłką. Między innymi to było jednym z głównych powodów, dla których rodzice postanowili zapisać go do szkółki piłkarskiej Annunziata '88 w wieku zaledwie pięciu lat.

Chociaż pół dekady później oblał testy w Milanie, to w końcu trafił do wielkiego klubu. Latem 2008 roku Sorrento Calcio zarobiło na nim 80 tysięcy euro, sprzedając swój wciąż nieoszlifowany brylant do Juventusu. Chyba sam Immobile nie spodziewał się, że za niecały rok jego noga po raz pierwszy postanie na boisku Serie A. Ten dzień nastał 14 marca 2009, kiedy to w 89. minucie meczu z Bolonią zmienił on na placu gry legendę i kapitana Bianconeri, Alessandro Del Piero.

Jego dalsza część kariery nie potoczyła się jednak w tak zawrotnym tempie. Odbiegające od udanych wypożyczenia do występujących w Serie B Sieny i Grosseto, aż wreszcie przyszło dołączenie do szalonego trenera Zdenka Zemana w Pescarze. 28 goli w 37 meczach na zapleczu włoskiej ekstraklasy dały Delfinom awans, a Ciro oczywiście koronę króla strzelców - nie ostatnią w jego karierze. 

Dalsze losy Immobile to jedna wielka sinusoida. Kiedy po awansie z Pescarą jego kolega Marco Verratti trafił do PSG, a Lorenzo Insigne wrócił z wypożyczenia do Napoli, nasz bohater musiał zadowolić się przejściem do Genoi. Napastnik ponownie odpalił jednak dopiero sezon później - wydawało się, że korona króla strzelców Serie A i miejsce w jedenastce sezonu 2013/2014 będzie dla niego trampoliną do kariery przez naprawdę wielkie K.

File:Ciro-immobile-bvb-2014.jpg

Tymczasem sam zawodnik postawił na, wydawać by się mogło, rozwój zrównoważony. Przejście do Borussii Dortmund normalnie należałoby potraktować jako naturalną kolej rzeczy. O pobycie w Niemczech sam piłkarz chciałby jednak jak najszybciej zapomnieć. Podobnie zresztą jak o późniejszej przygodzie z Sevillą, która koniec końców nieco z musu zapłaciła za niego przedstawicielowi Bundesligi 11 milionów euro.

Jego pozycję odbudował nieco powrót do Torino, gdzie na wypożyczeniu udało mu się w pół sezonu zdobyć pięć bramek. Forma, którą Immobile wydawał się powoli odzyskiwać, skusiła latem 2016 aspirujące do czołowych pozycji w Serie A Lazio.  

- Czy Lazio uratowało karierę Ciro Immobile? Myślę, że to spora hiperbola, jednak z pewnością Rzym okazał się dla włoskiego napastnika szczęśliwą przystanią, w której mógł zacumować, po swoich nieudanych przygodach poza ojczyzną. Pamiętam moje mieszane uczucia, gdy Ciro przychodził do Lazio, które w tamtym czasie łączyły się jeszcze z nostalgią za odchodzącym Miroslavem Klose. Immobile szybko wszedł jednak w buty byłego reprezentanta Niemiec i po zaledwie dwóch sezonach prześcignął go nawet w łącznej liczbie bramek. W tym momencie Włoch jest już na siódmym miejscu wśród najlepszych strzelców w histprii klubu z 67 trafieniami. Do zajmującego miejsce przed nim Aldo Pucinellego traci jeszcze jedenaście goli, więc jego przeskoczenie spokojnie napastnik będzie mógł zrealizować w przyszłym sezonie - twierdzi Kuba Droździoł, sympatyk Serie A i redaktor SSLazio.pl

Do czasu przyjścia na Stadio Olimpico Immobile najlepiej współpracowało się z bardziej doświadczonymi trenerami. Swój świetny okres w Pescarze święcił przecież za panowania tam wspomnianego już wcześniej ekscentrycznego Zemana. Z kolei w Torino szansę dał mu Gian Piero Ventura, który też stawiał na niego w swoich ostatnich meczach w roli selekcjonera reprezentacji Włoch

W Lazio napastnik z okolic Neapolu spotkał się natomiast z kimś zupełnie innym. Simone Inzaghi w zespole Orłów miał jedynie ugasić pożar, który pozostawił tam po sobie Stefano Pioli. Kiedy jednak na klub wypiął się Marcelo Bielsa, władze postanowiły dać szansę trenerowi, który jako piłkarz rozegrał dla Lazio 133 mecze w Serie A. Wydaje się, że właściciel i prezydent klubu Claudio Lotito tej decyzji teraz nie powinien żałować.

- Ogromną rolę w procesie aklimatyzacji Immobile w Rzymie miał Simone Inzaghi. Ten szkoleniowiec od pierwszego dnia odważnie postawił na Ciro, zrobił z niego główne żądło drużyny, a w połączeniu z ofensywnym nastawieniem Inzaghiego, zadziało to perfekcyjnie. Ciro ma także sporo luzu w poczynaniach z przodu. Simone nie nakłada na niego przesadnie wielu założeń taktycznych, więc ten spokojnie może skupić się na tym, co wychodzi mu najlepiej, a więc na pakowaniu piłki do siatki. Wielki wpływ na grę Immobile mają też jego koledzy z drugiej linii, z którymi ten rozumie się dosłownie bez słów. Najlepszym przykładem jest Luis Alberto, ale to samo można by w zasadzie napisać o Felipe Andersonie, Sergeju Milinkoviciu-Saviciu, czy Senadzie Luliciu - dodaje Droździoł.

Chociaż nie ma co gdybać, ale kto wie, czy Immobile odniósłby w stolicy Włoch taki sukces, gdyby owego lata 2016 Bielsa nie pokłócił się z władzami Lazio. Może zadziorny napastnik znów dryfowałby gdzieś po Europie? Może ponownie zakotwiczyłby w Torino?

Tego już nie sprawdzimy, ale trzeba przyznać, że ostatnie dwa lata w wykonaniu pochodzącego z Kampanii zawodnika były piorunujące. We wszystkich rozgrywkach wystąpił w tym czasie w 88 spotkaniach, w których strzelił 67 goli. 29 trafień w dopiero co zakończonym sezonie dały mu wraz z Mauro Icardim drugą już w jego karierze koronę strzelców Serie A.

File:20150616 - Portugal - Italie - Genève - Ciro Immobile et José Fonte.jpg

Mentalnym zwycięzcą tego sezonu może czuć się jednak Argentyńczyk. To on wyrównał w decydującym meczu tego sezonu - kiedy to w ostatniej kolejce na Stadio Olimpico Inter ostatecznie pokonał Orły 3:2 i rzutem na taśmę wyrzucił je z Ligi Mistrzów. Immobile w tym spotkaniu rozegrał 75 minut, ale był to dla niego powrót po kontuzji mięśniowej i nie pokazał nic wielkiego. Inna sprawa, że kiedy opuszczał boisko, Lazio prowadziło 2:1...

- Immobile w czasie meczu jest niezwykle ruchliwu, ciągle szuka sobie pozycji do strzału, czy przejęcia, przez co przy okazji jest jednym z graczy, którzy najczęściej w tym sezonie są łapani na spalonym. Wreszcie jest także w środowisku, gdzie mu zaufano i gdzie po prostu czuje się szczęśliwie. Sprzyja mu życie w Rzymie, ma pewną pozycję w Lazio, kibice niemal co mecz skandują na trybunach jego nazwiska, a w samym mieście cieszy się olbrzymią popularnością - dodaje w rozmowie z nami redaktor naczelny Serieapolonia.pl, wspomniany Kuba Droździoł, którego możecie też obserwować na Twitterze

Mimo braku awansu na Mistrzostwa Świata i do Ligi Mistrzów był to jednak bardzo udany sezon dla Immobile. Nie tylko okazał się najlepszym strzelcem w Serie A, ale także w Lidze Europy, w której trafił też do najlepszej jedenastki. Chociaż w reprezentacji Włoch jego dorobek nie jest jeszcze bardzo bogaty, to w 32 spotkaniach zdołał już strzelić siedem bramek. Przed nowym selekcjonerem Roberto Mancinim ważny okres, w którym będzie musiał wybrać strzelbę Azzuri. W tym momencie wydaje się naturalne, że powinien być nią właśnie Ciro Immobile. A kto wie, czy on podobnie jak jego poprzedni w Lazio, Miro Klose, jeszcze nie doświadczy czegoś wyjątkowego również i na mundialu? Wszak podczas MŚ w Katarze Ciro będzie miał 32 lata - w przypadku włoskich napastników to wręcz idealny wiek na to, by zostać bohaterem narodowym.

Bohaterem pierwszej odsłony nowego cyklu Wielcy Nieobecni był inny napastnik - legenda reprezentacji Stanów Zjednoczonych Landon Donovan, który niedawno postanowił już po raz drugi wznowić swoją piłkarską karierę. Jeśli jesteście zainteresowani historią zawodnika, który może nigdy nie pójdzie na emeryturę, zapraszam już teraz do lektury!

Piotrek Przyborowski
📷 Wikimedia / Clément Bucco-Lechat, Dirk Vorderstraße

0 komentarze:

Prześlij komentarz

tv