20 maja 2018

Bez honoru. Lech Poznań - Legia Warszawa 0:3


Irytacja jaka towarzyszyła podczas oglądania meczu w Poznaniu z Legią była niemała, ale było też we mnie coś takiego, jak pogodzenie się z losem - gdy piłkarze są bezradni, kibice tym bardziej. Inaczej twierdzą jednak fanatycy z Kotła... Wku*wienie, które odczuwam po zachowaniu poznańskich pseudokibiców, choć na usta cisną się o wiele mocniejsze słowa, sięga zenitu...

...oczywiście, że zrozumiałe jest zdenerwowanie na piłkarzy, byłego już trenera, zarząd. Nic nie wytłumaczy jednak tak bandyckiego przyjęcia porażki na rzecz odwiecznego rywala. Legia nie jest tutaj niczemu winna, to Lech po raz kolejny prędzej czy później pozbawił się szansy na triumf. Co gorsze, mimo że to warszawianie są zawsze zdecydowanymi faworytami do każdego trofeum, jakie można zdobyć w polskiej piłce, kilka razy mieli okazję udowodnić, że potrafią przełknąć gorycz porażki.

Poznańscy kibice mieli tydzień na to, żeby ochłonąć po tym jak stało się pewne, że Kolejorz skończy ten sezon w lidze na trzecim miejscu w Ekstraklasie. Mogli pokazać, że tak jak Legia w 2004 roku spokojnie przyjmują porażkę, mimo że w przeciwieństwie do drużyny ze stolicy, poznaniacy nie mieli już żadnych szans na cokolwiek więcej.  Podobnie zresztą było w 2016 roku, kiedy po zdobyciu podwójnej korony przez legionistów mecz o superpuchar Polski był rozgrywany przy ulicy Łazienkowskiej, wtedy Lechici rozgromili mistrza Polski 4:1. Co wówczas zrobili fani z Warszawy? Po prostu opuścili trybuny, bo i na co mieli patrzeć, a zawodnicy z Wielkopolski cieszyli się ze zwycięstwa przy pustych trybunach. Tak samo było w przypadku wygranych Zawiszy czy Arki w Warszawie.

Nie potrafię jednak pojąć logiki kibiców, którzy podczas meczu 30. kolejki rundy zasadniczej z Górnikiem Zabrze przez 15 minut nie pozwalali piłkarzom rozpocząć gry, rzucając serpentynami na murawę w ramach ogólnopolskiego protestu kibiców Nic o nas bez nas, który miał na celu zamanifestowanie swojego sprzeciwu wobec zaostrzenia przepisów i regulaminów kar dla grup kibicowskich.

Już za późno, żeby liczyć na to, że fanatycy z różnych miast sami zrobią ze sobą porządek. Nie zrobią tego też kluby. Tu już potrzeba dróg prawnych, rewolucji jak w Anglii, która skutecznie utemperuje zapędy kibiców. To jest po prostu zwykły bandytyzm i trzeba z nim zrobić porządek. Nawet jeśli będzie to skutkowało tym, że frekwencja w Kotle czy na Żylecie będzie o połowę mniejsza, tym bardziej pokaże to prawdziwe intencje ludzi przychodzących na trybuny stadionów w Polsce z kominiarkami w kieszeni. Polskie stadiony po prostu muszą przestać kojarzyć się z przestępcami.

Tym bardziej, że w Poznaniu teraz wszyscy powinni czekać na decyzję Komisji Ligi, która może nie tylko przyznać walkowera Legionistom za ostatni mecz przy Bułgarskiej (co zrobi na pewno), ale także może np. karnie odebrać dodatkowe punkty Kolejorzowi, co skutkowałoby brakiem szansy na grę w eliminacjach Ligi Europy, co już na pewno zaboli włodarzy klubu z Poznania, choć niekoniecznie tych kibiców, którzy dzisiaj wbiegli na płytę stadionu, bo im najwyraźniej zależy jedynie na dobrej zabawie.

Z tego wszystkiego żal mi jedynie eksperymentalnego trio trenerskiego, widać że Rafał Ulatowski, Tomasz Rząsa i Jarosław Araszkiewicz zrobili wszystko, aby zmotywować piłkarzy i choć trochę udobruchać fanów poznańskiej drużyny. Niestety, błędy defensywy - w 9. minucie niedokładne podanie Vujadinovića czy w 69. minucie zostawienie przestrzeni do dryblingu Michałowi Kucharczykowi podcięły skrzydła podopiecznym Ulatowskiego i spółki. W międzyczasie Lech był pod grą, sprawiał wrażenie drużyny lepszej, nawet wyglądało to tak, że przy odrobinie szczęścia piłka w końcu wpadnie do siatki Arkadiusza Malarza nawet te 2-3 razy, niestety nigdy się tego nie dowiemy, ponieważ na boisku parę chwil później pojawiły się race i zdecydowanie nieproszeni goście.

Legia jest mistrzem, Jagiellonia druga, Lech trzeci. W trakcie trwania sezonu, to Jaga była najdłużej liderem, Kolejorz objął prowadzenie w kluczowym momencie, a i tak ostatecznie trofeum obronili mistrzowie z Warszawy, którzy chyba jako jedyni w lidze mają mentalność zwycięzców. Lech w końcówce mocno przyfrajerzył, choć wydawało się, że tylko piłkarze, to jednak kibice nie pozostali im dłużni. Kurtyna.

Lech Poznań - Legia Warszawa 0:3 (walkower)
20.05.2018, INEA Stadion w Poznaniu, 18:00

Gole: 9' Antolić, 69' Kucharczyk

Lech: Matus Putnocky - Robert Gumny, Nikola Vujadinović, Rafał Janicki, Piotr Tomasik (71. Tymoteusz Kluoś. - Łukasz Trałka, Maciej Gajos, Radosław Majewski - Darko Jevtić, Christian Gytkjaer, Kamil Jóźwiak (61. Maciej Makuszewski)

Legia: Arkadiusz Malarz - Marko Vesović, William Remy, Inaik Astiz, Artur Jędrzejczyk - Cafu (60. Kasper Hamalainen), Chris Phillipps, Domagoj Antolić - Michał Kucharczyk, Miroslav Radović (72. Adam Hlousek), Sebastian Szymański

Kartki: Jóźwiak, Majewski

Sędzia: Daniel Stefański (Bydgoszcz)

Widzów: 27 617


Mateusz Włodarczyk
📷 Zuzanna Palińska

1 komentarz:

tv