2 czerwca 2020

"Niepokonani" już nie zabrzmią za zamkniętymi drzwiami


Lech Poznań był dotąd zespołem, który bez kibicowskiej presji radził sobie znakomicie. Dość powiedzieć, że w ciągu ostatniej dekady, gdy Kolejorz grał przy pustych trybunach, nie przegrał ani razu. Statystyka ta, podobnie jak nasze humory, została popsuta dopiero w minioną sobotę.

Przed wspomnianym starciem z Legią, które Poznańska Lokomotywa przegrała 0:1, Lech w trakcie ostatnich dziesięciu sezonów mierzył się w ligowych spotkaniach bez udziału publiczności w sumie pięciokrotnie. I trzeba przyznać, że w tych meczach zwykle mocno imponował - wygrał aż cztery z nich, a raz zremisował. Do tego trzeba jeszcze doliczyć bardzo imponujący bilans goli 13:1, który również robi wrażenie.

Ostatni taniec
Zaledwie jedno z takich spotkań zostało rozegrane na wyjeździe. To zarazem ostatni z meczów Kolejorza przy pustych trybunach aż do zeszłotygodniowego pucharowego pojedynku ze Stalą Mielec. W grudniu minionego roku Lech po serii trzech kolejnych ligowych zwycięstw pojechał do Wrocławia na mecz z będącym wówczas tuż po meczu z Legią Śląskiem. Początkowo spotkanie zapowiadane było jako wielki hit, na którym mogło pojawić się z łatwością powyżej dwudziestu tysięcy kibiców, co jak na grudzień byłoby wynikiem wręcz wybornym. Wojewoda dolnośląski Jarosław Obrembski postanowił jednak ostatecznie zamknąć stadion, a wszystko przez to, że podczas wspomnianego meczu z Legią... kibice obu drużyn odpalili race.

Lech przez większą część spotkania gonił wynik po tym, jak w 26. minucie do siatki trafił Mateusz Cholewiak. Ostatecznie udało mu się z Wrocławia wywieźć punkt. Wszystko za sprawą geniuszu Darko Jevticia i fenomenalnego gola z rzutu wolnego na sześć minut przed końcem spotkania. Wtedy jeszcze nikt nie spodziewał się, że będzie to ostatni gol Szwajcara w barwach Kolejorza.



Mało dotkliwa pokuta za grzechy
Pierwsze kolejki sezonu 2018/2019 były nie tylko nowym rozdaniem i wielkim testem dla trenera Ivana Djurdjevicia, ale również oznaczały smutny początek rozgrywek przy Bułgarskiej. Kolejorz cierpiał wówczas przez zachowanie swoich kibiców z końcówki poprzedniego sezonu, a jego stadion był zamknięty bezpośrednio wskutek zajść podczas ostatniej kolejki tamtych rozgrywek przeciwko Legii.

Lech w trakcie tej kary rozegrał dwa spotkania przy pustych trybunach. W pierwszym z nich pokonał Cracovię 2:0 i choć wynik wskazuje na dość łatwe zwycięstwo Lechitów, nie należy zapominać, że losy tamtego meczu mogły potoczyć się znacznie inaczej, gdyby Michał Helik wykorzystał przy stanie 1:0 dla poznaniaków rzut karny podyktowany pod sam koniec pierwszej połowy.

Kto wie, jak potoczyłoby się spotkanie z Cracovią, gdyby nie przestrzelony karny Michała Helika z końcówki pierwszej połowy | 📸 Oskar Jahns / aosporcie.pl

Wątpliwości w sprawie tego, która drużyna była lepsza, nie mieliśmy z kolei dwa tygodnie później, gdy do stolicy Wielkopolski przyjechało Zagłębie Sosnowiec. Lech rozegrał wtedy chyba jedno ze swoich najlepszych spotkań za kadencji Djurdjevicia, pokonał beniaminka 4:0, a swój pierwszy i dotąd ostatni ligowy dublet ustrzelił w tamtym pojedynku Paweł Tomczyk.

Choć początkowo sankcja miała obejmować pięć meczów ligowych oraz trzy w europejskich pucharach, ostatecznie złagodzono ją do dwóch pojedynków w Ekstraklasie i jednego w Lidze Europy. Fanów Kolejorza zabrakło więc na spotkaniu z Gandzasarem Kapan, ale pojawili się już na pucharowych potyczkach z Szachciorem Soligorsk i KRC Genk.

Swojego przedostatniego gola dla Lecha w meczu z Zagłębiem Sosnowiec strzelił jego były kapitan, Maciej Gajos | 📸 Oskar Jahns / aosporcie.pl

Początek wielkiej przygody i koniec tej smutniejszej
Wcześniej w ciągu minionej dekady jeszcze tylko dwukrotnie Lech mierzył się przy pustych trybunach i oba te mecze pewnie wygrał. W 2014 roku w ramach inauguracji, jak się później okazało, mistrzowskiego sezonu rozgromił u siebie Piasta 4:0, jedną z bramek zdobył Dawid Kownacki, a hattrickiem w tym meczu popisał się Vojo Ubiparip. To o tyle jest warte podkreślenie, że były to ostatnie trafienia Serba w niebiesko-białych barwach.

Wówczas Lech musiał cierpieć również za zajścia z poprzednich jeszcze rozgrywek, a dokładniej przedostatniej kolejki sezonu 13/14, kiedy to fani Kolejorza odpalili race podczas spotkania z Ruchem Chorzów. Klub nie chciał nie wpuścić kibiców z II trybuny na mecz z Piastem, więc ostatecznie ówczesny wojewoda wielkopolski Piotr Florek zamknął cały obiekt.

To ten sam dość chłodno kojarzy na poznańskich trybunach wojewoda zdecydował się na podobne rozwiązanie w maju 2011. Wówczas Lech mierzył się z Górnikiem Zabrze, a wszystko to kilka dni po feralnym finale Pucharu Polski w Bydgoszczy. Wygrał pewnie, bo 2:0 po przepięknych trafieniach Artjommsa Rudnevsa i Semira Stilicia. Trzeba w tym miejscu sprawiedliwie oddać, że rywale Dumy Wielkopolski z finału, a więc Legia również musiała wystąpić w spotkaniu 25. kolejki bez udziału swoich fanów.

Mecze Ekstraklasy bez udziału publiczności w minionych dziesięciu sezonach sprzed ery post-pandemicznej
5 meczów - 4 wygrane i 1 remis , gole 13:1

19/20
Śląsk Wrocław - Lech Poznań 1:1 (84. Jevtić)
Jedyny taki mecz

18/19
Lech Poznań - Cracovia 2:0 (20. Jevtić, 87. Gytkjaer)
Helik karny
Lech Poznań - Zagłębie Sosnowiec 4:0 (João Amaral 7, Paweł Tomczyk 20, 41, Maciej Gajos 70)
Jedyne dwa mecze w sezonie

17/18
Brak meczów bez publiczności

16/17
2 mecze, brak spotkań z udziałem Lecha

15/16
1 mecz, brak spotkań z udziałem Lecha

14/15
Lech Poznań - Piast Gliwice 4:0 (Vojo Ubiparip 19, 84, 90, Dawid Kownacki 36)
jedyny mecz

13/14
5 meczów, brak spotkań z udziałem Lecha

12/13
Brak meczów bez publiczności

11/12
Brak meczów bez publiczności

10/11
Lech Poznań - Górnik Zabrze 2:0 (Artjoms Rudņevs 14, Semir Štilić 70)
5 meczów bez publiczności

Piotrek Przyborowski
📷 Oskar Jahns / aosporcie.pl

0 komentarze:

Publikowanie komentarza

tv