22 października 2018

Wciąż nie wygrywa do zera, ale ma snajpera. Lech Poznań - Korona Kielce 2:1


Z jednej strony Handžić, Tshibamba czy Thomalla. Z drugiej zaś Rengifo, Rudnevs oraz... Christian Gytkjaer. Duńska strzelba jest w ostatnich tygodniach w wybornej formie, a przy Bułgarskiej strzela jak na zawołanie. Tym razem uczynił to dwukrotnie w spotkaniu z Koroną Kielce. I choć ostatecznie Lech Poznań czystego konta nie zachował, to wygrał 2:1 i powoli szykuje się do pościgu czołówki Ekstraklasy.

Ivan Djurdjević w sobotę zdecydował się na powrót do gry z trójką z tyłu. Co więcej, postawił na zagraniczne trio Goutas - Rogne - De Marco. I trzeba przyznać, że w całym spotkaniu funkcjonowało to całkiem obiecująco. Podobnie jak gra na wahadłach Marcina Wasielewskiego i Wolodymyra Kostewycza. I chociaż Lech nie zdołał w tym spotkaniu zachować czystego konta, na które w lidze czeka od połowy sierpnia, to na szczęście nie musiał się tym przejmować, bo... w przodzie wyglądał więcej niż przyzwocie.

Już jedna z pierwszych akcji na początku spotkania zwiastowała, że w sobotę możemy doczekać się niezłego w ofensywie Lecha. Wtedy jeszcze drużynowa szarża poznaniaków zakończona centrostrzalem przez Kostewycza została wybroniona przez Mattiasa Hamrola. Na taką akcję jak ta z 25. minuty niemiecki bramkarz Korony, ani też jego koledzy z pola zareagować już nie mogli. Wszystko zaczęło się od fenomenalnego przerzutu dzierżącego w tym meczu opaskę kapitańską Łukasza Trałki, dla którego mecz z Korona był powrotem do składu po dwóch spotkaniach przesiedzianych na trybunach. Piłka trafiła do Tiby, który od razu próbował oczywiście telepatycznie znaleźć swojego rodaka João Amarala. To mu się udało, a kiedy futbolówka znalazła się już pod nogami będącego w polu karnym Amarala, ten nie zachował się egositycznie i zamiast strzelać, świetnie wystawił piłkę Christanowi Gytkajerowi. A Duńczyk, umieszczając piłkę w siatce, rozpoczął tym samym swoje sobotnie show.

Korona, jeśli już próbowała, to jedynie po stałych fragmetnach gry. W Lechu z kolei za kreację mocno wziął się Trałka. Już w drugiej połowie to znowu on rozpoczął akcję, po której Kolejorz mógł podwyższyć swoje prowadzenie. I choć Amaral, do którego trafiła piłka, fantastycznie przełożył ją z lewej na prawą nogę, to jego solidny strzał został wybroniony przez Hamrola.


Ostatecznie to jednak bramkarz Lecha, podobnie jak Trałka powracający do składu Jaśmin Burić okazał się tego dnia większym bohaterem, notując... asystę. Gol w 73. minucie to jednak w głównej mierze zasługa Gytkjaera, któremu chyba ogromną motywację do działania dała połowa w meczu towarzyskim reprezentcji Danii przeciwko Austrii. 28-latek świetnie powalczył w powietrzu, potem podbił sobie piłkę i naprawdę ładnej urody strzałem dał Lechowi drugiego gola. A sam przy Bułgarskiej ma ich już w obecnym sezonie aż 11 w 9 meczach (przy czym w jednym z nich nawet nie grał!).

Mimo że w końcówce syndrom przegrywow dał o sobie znać za sprawą kontaktowego trafienia Soriano, to jednak Lech w ostatnich minutach po raz drugi już nie dał się zaskoczyć. Grając bez klasycznych skrzydłowych, ale za to z wahadłowymi pokazał, że w takim ustawieniu da się grać zarówno całkiem przyjemnie dla oka, jak i przede wszystkim efektywnie. Za trenerem Ivanem Djurdjeviciem i jego projeketem kolejny test. Tym razem zdany z pewnością z pozytywną ocena.

Lech Poznań - Korona Kielce 2:1 (1:0)
20.10.2018, Stadion Miejski w Poznaniu, 20:30

Gole: 25' 73' Christian Gytkjaer - 82' Elia Soriano

Lech: Jasmin Burić – Marcin Wasielewski, Dimitris Goutas, Thomas Rogne, Vernon De Marco, Wołodymyr Kostewycz – Łukasz Trałka, Pedro Tiba – João Amaral (70' Maciej Makuszewski) – Darko Jevtić (70' Dioni Villalba), Christian Gytkjaer

Korona: Matthias Hamrol – Łukasz Kosakiewicz, Ivan Marquez Alvarez, Pape Diaw, Ken Kallaste – Matej Pucko (46' Jakub Żubrowski), Oliver Petrak, Adnan Kovacević (67' Vato Arveladze), Marcin Cebula (76' Maciej Górski) – Zlatko Janjic, Elia Soriano

Sędzia: Tomasz Musiał (Kraków)

Widzów: 9487

Ocena aosporcie.pl: Wyniki coraz bardziej przyzwoite, gra również. Szkoda tylko, że kibiców na stadionie jak nie było, tak i po poworcie dopingu wciąż zbyt wielu nie ma...


Piotrek Przyborowski
📷 Oskar Jahns / aosporcie.pl

0 komentarze:

Publikowanie komentarza

tv