3 września 2018

Tomasz Rząsa dyrektorem sportowym. Szansa na nowe rozdanie czy jedynie "słup"?


W ubiegłą środę stało się to, na co wielu kibiców Lecha Poznań czekało od lat. Kolejorz wreszcie zyskał dyrektora sportowego z prawdziwego zdarzenia. Został nim ten, o którym spekulowano już od kilku dobrych tygodni, a nawet miesięcy, a więc Tomasz Rząsa. I chociaż z pewnością jest to już kolejna wielka zmiana przy Bułgarskiej, w ostatnim czasie, to do zmiany stanowiska byłego reprezentanta Polski trzeba podejść nieco bardziej na chłodno.

Niemal dekada spędzona w Holandii (De Graafschap, Feyenoord i zdobyty Puchar UEFA, Heerenveen, ADO Den Haag), do tego występy w Szwajcarii (Grasshoppers, FC Lugano oraz Młodzi Chłopcy z Berna, czyli Young Boys Berno, który dopiero co po raz pierwszy w swojej historii awansowali do fazy grupowej Ligi Mistrzów) oraz Serbii (Partizan) i Austrii (SV Ried). Kariera piłkarska Rząsy wygląda całkiem imponująco - ot solidny zawodnik grający na szeroko pojętej lewej stronie boiska, który liznął trochę zachodniego futbolu, a do tego zgromadził 36 meczów w reprezentacji kraju.

Tomasz Rząsa w Lechu nie włoży jednak spodenek i nie wyjdzie na boisko, ale prędzej będzie zmuszony ubrać garnitur i w gruncie rzeczy ogarnąć ten cały sportowy bałagan. A pod tym względem jego doświadczenie już tak duże nie jest. Owszem, na jego korzyść z pewnością może świadczyć fakt, że zna klub od środka. Jest w nim już od 2014 roku, jak na warunki Ekstraklasy, całkiem długo. Początkowo był asystentem trenera Macieja Skorży, pod którego wodzą Lech wywalczył mistrzostwo Polski. Później przyjął rolę dyrektora sportowego, ale w Akademii Kolejorza. Łącząc tę funkcję na moment powrócił na stanowisko asystenta, kiedy klub pod koniec zeszłego sezonu na moment przejął poznański tercet egzotyczny.

Lech Poznań młodzież szkoli potrafi i w ostatnich latach wypuszcza coraz to nowych swoich wychowanków, więc pod tym względem kadencję Rząsy w stolicy Wielkopolski (tudzież we Wronkach) należy uznać za udaną. Trzeba jednak mieć na uwadze, że teraz jego zadaniem będzie pomoc trenerowi Ivanowi Djurdjeviciowi w tworzeniu pierwszego zespołu.

Podobną funkcję Rząsa pełnił tylko raz - w latach 2010-2011 w Cracovii, uprzednio będąc pełnomocnikiem prezesa Janusza Filipiaka ds. sportowych. Spośród wszystkich piłkarzy, którzy wylądowali wówczas przy Kałuży, najbardziej zapamiętany z pewnością został Saidi Ntibazonkiza. O wielu z nich z pewnością nie pamiętacie (Gąsiński? Trivunović? Budaković?!), a ich pełną listę zamieścił na Twitterze Maciej Kmita.


W tym momencie najważniejsze wydaje się być pytanie, w jakim stopniu rzeczywiście Rząsa będzie samodzielnie odpowiadać za pion sportowy w Kolejorzu. Wciąż nie wiadomo, jaka jest dokładnie przyszłość wiceprezesa Piotra Rutkowskiego. I przede wszystkim, dlaczego pozostawiony zostanie legendarny komitet transferowy Lecha, który w ostatnich latach raczej przeplatał drobne sukcesy z często kosztownymi wpadkami.

Rząsie należy jednak dać trochę czasu, by się wykazać. Wydaje się, że sam nie wkopywałby się w tak bardzo elektryzujące cały Poznań stanowisko, gdyby nie wiedział, co dokładnie będzie firmowane przez jego nazwisko. Niewyobrażalne byłoby przecież, gdyby miał być jedynie słupem, a za transfery wciąż odpowiadałby inne osoby.


Jednocześnie klub ogłosił nowego szefa działu skautingu. Nim został Jacek Terpiłowski i w tym przypadku decyzja również nie powinna dziwić. Obecny w klubie od 2009 roku, od lat będący analitykiem w pierwszym zespole. Przed nim zadanie jednak tak samo jak w przypadku Rząsy całkiem spore - skauting Kolejorza w ostatnich latach przeżywał kryzys, a kibice są do jego jakości nastawieni mocno z rezerwą. Dlatego właśnie i w nim potrzebne były zmiany. Czy tej wyjdą klubowi na dobre? O tym przekonamy się zapewne w przeciągu dopiero kilku najbliższych okienek transferowych,


Piotrek Przyborowski
📷 lechpoznan.pl/fot. Przemysław Szyszka

0 komentarze:

Publikowanie komentarza

tv