1 września 2018

Szpital dobrej nadziei przy Bułgarskiej. Lech zagra z Piastem


Lech Poznań po czterech ligowych zwycięstwach z rzędu, od dwóch kolejek nie potrafi zdobyć choćby punktu. Nadzieja na przełamanie tej niepokojącej tendencji już dzisiaj. Na Bułgarską przyjedzie Piast Gliwice, który w ciągu ostatniej dekady zwyciężył tu tylko raz. Początek spotkania o godzinie 20:30.

Szpital w Kolejorzu
W ostatnich latach przyzwyczailiśmy się już, że w którymś momencie sezonu możemy poczuć się niczym w Leśnej Górze, bo przy Bułgarskiej brakuje nóg do gry. Tak jest i tym razem, ale wyjątkowo wcześnie, bo już na samym początku września. W dzisiejszym meczu z Piastem najprawdopodobniej nie zagra aż PIĘCIU obrońców. 

Rehabilitację po operacji kolana wciąż przechodzi jeden z najcenniejszych skarbów w całej talii Ivana Djurjdevicia, Robert Gumny. Po urazie do zdrowia wraca też wyrastający na lidera defensywy Thomas Rogne. W meczu z Piastem zabraknie też najprawdopodobniej Wołodymyra Kostewycza, Piotra Tomasika oraz Nikoli Vujadinovicia. Listę nieobecnych zamyka Maciej Gajos.

Sytuacja w ekipie z Gliwic nie jest jednak dużo lepsza. Chociaż do Poznania nie przyjedzie najprawdopodobniej tylko trzech piłkarzy Piastunek, to jednak cała trójka była dotychczas bardzo ważna dla Waldemara Fornalika. Przy Bułgarskiej nie pojawią się Tomasz Jodłowiec, Martin Konczkowski oraz Aleksandar Sedlar.

Obrona na aferę
Plaga kontuzji oznacza, że trener Djurdjević znowu będzie musiał rzeźbić formację defensywną. Już w ostatnim meczu z Zagłębiem Lubin postawił na dwóch zawodników, którzy w minionym sezonie grali w III-ligowych rezerwach - Macieja Orłowskiego i Marcina Wasielewskiego. I chociaż dramatu nie zagrali, to jednak Kolejorz na Dolnym Śląsku przegrał.

Olbrzymie problemy w obronie sprawią, że Dimitris Goutas może doczekać się debiutu w pierwszym składzie Lecha szybciej, niż myślał. Grek w czwartek został wypożyczony do Dumy Wielkopolski. I chociaż wydaje się, że szaleństwem byłoby postawienie na niego już w sobotnim meczu, być może Djuka nie będzie miał wyboru.

Odczarować Bułgarską
Lech co prawda domowe zmagania w Ekstraklasie rozpoczął w obecnym sezonie od wygranych z Cracovią i Zagłębiem Sosnowiec, ale nie oszukujmy się. Obie drużyny raczej póki co dołują, a w dodatku oba spotkania były rozgrywane przy pustych trybunach. Kiedy już fani pojawili się na meczu ligowym na Bułgarskiej, to Lech poniósł bolesną klęskę z Wisłą Kraków.

Dlatego paradoksalnie mecz z Piastem może być dla Lecha swoistym przełamaniem przed własną publicznością. Biorąc również pod uwagę mecze w europejskich pucharach, Lech nie wygrał w obecnym sezonie u siebie ANI RAZU, kiedy musiał grać przy akompaniamencie gardeł swoich niezwykle oddanych przecież fanów. Nawet do rozstrzygnięcia dwumeczu z Szachtiorem Soligorsk potrzebował przecież dogrywki.

I chociaż Piast wydaje się idealnym rywalem na właśnie owo przełamanie, nie możemy zapominać, że Wisła przed przyjazdem dwa tygodnie temu, również przez dobre kilka sezonów nie mogła wygrać przy Bułgarskiej. Gliwiczanom udało się to w ostatnich latach w Poznaniu tylko raz - w historycznym dla klubu sezonie 2015/2016, kiedy to pod wodzą Radoslava Latala Piast sięgnął po wicemistrzostwo Polski. 

Lech z pewnością chciałby dzisiaj powtórzyć spotkanie z minionych rozgrywek. Nieco ponad już rok temu rozgromił Piasta u siebie aż 5:1, a gola strzelił nawet Nicki Bille Nielsen (dublet ustrzelił Chrisitan Gytkjaer, a listę strzelców uzupełnili wówczas Makuszewski i Trałka). Z pewnością nikt nie obraziłby się dzisiaj na podobny wynik. Tylko że obecny Lech jest bardzo nieprzewidywalny. A jak pokazał przykład spotkania z Wisłą, nawet prowadzenie 2:0 może być dla niego zgubne...


Piotrek Przyborowski
📷 Oskar Jahns / aosporcie.pl

0 komentarze:

Publikowanie komentarza

tv