27 sierpnia 2018

Była passa zwycięstw, będzie seria porażek? Zagłębie Lubin - Lech Poznań 2:1

Kiedy Lech Poznań gra w Lubinie, a sędziuje Tomasz Musiał, możemy być niemal pewni, że padnie wynik 2:1 dla Miedziowych. Tak było trzy lata temu, takim rezultatem skończyło się też niedzielne spotkanie pomiędzy obiema ekipami. Tym samym przez drugą z rzędu, a zarazem w całym sezonie porażkę Kolejorz stracił fotel lidera Ekstraklasy. 

Obrona nie do (u)krycia 
Trener Ivan Djurdjević w niedzielę z pewnością zaskoczył wielu kibiców Lecha. W związku z plagą kontuzji i drobnych urazów, a także bolesną porażką 2:5 z Wisłą Kraków zdecydował się na przemeblowanie swojego składu. W spotkaniu w Lubinie od pierwszych minut swoją szansę dostał nie tylko Maciej Orłowski, ale na lewym wahadle pojawił się dawno niewidziany Marcin Wasielewski. 24-latek, który był w czerwcu testowany przez Wartę Poznań, ostatecznie wrócił do Kolejorza i jego III-ligowych rezerw. W sobotę Lech zdecydował się go jednak zgłosić do rozgrywek Ekstraklasy, a już w niedzielę defensor (przedstawiany przez niektóre serwisy jako pomocnik, gdzie również przyszło mu trochę grać) zdołał zanotować swój trzeci występ w najwyższej klasie rozgrywkowej. Dwa poprzednie zaliczył jeszcze za kadencji Nenada Bjelicy.

Wasielewski walczył, zrobił nieco wiatru na lewej flance, ale prochu nie wymyślił. To też on ostatecznie odpuścił dalszy bieg za Łukaszem Janoszką, kiedy ten w 15. minucie dostał kapitalne podanie od Filipa Jagiełły. Zupełnie inna sprawa, że w tej sytuacji najbardziej i tak zawinił ten nasz argentyński ananas Vernon De Marco, który również nie upilnował wbiegającego zawodnika Miedziowych.

Cywka zawsze przepięknie
Jeśli pierwszy stracony tego dnia przez Lecha gol (tak, nie był on ostatni w tym starciu) lekko obciążył być może konto Wasielewskiego, to jego mocny i celny wyrzut z autu w 48. minucie rozpoczął akcję, która dała Kolejorzowi wyrównanie. Do futbolówki dopadł Tiba, zagrał Gytkjaerowi w pole karne, ale ten widząc mało przestrzeni postanowił zgrać ją do Tomasza Cywki. I trzeba przyznać, że jak już nowy pomocnik Lecha trafia do bramki rywala, robi to z dużym kunsztem. Płaski strzał z woleja zza szesnastki nie dał Hładunowi żadnych szans na interwencję i sprawił, że poznaniacy wrócili do gry.

Po zaledwie czterech minutach Zagłębie znowu jednak prowadziło. Po rzucie rożnym wykonanym przez Filipa Starzyńskiego piłkę do siatki bezradnego Putnockiego skierował jeden z najlepszych piłkarzy w tym spotkaniu, Patryk Tuszyński. Dlaczego w tej sytuacji nie upilnował go ktokolwiek De Marco? Tego pewnie nie wie i on sam. 

Lech później podobnie jak w drugiej połowie meczu z Wisłą był bezradny szczególnie w przodzie. Drużyna Mariusza Lewandowskiego bardzo solidnie zabezpieczyła tyły i nie pozwalała przecisnąć się Kolejorzowi przez przepełniony ekstraklasowym pierwiastkiem środek pola. A jak już João Amaral doszedł do sytuacji, to ostatecznie zwlekał zbyt długo ze strzałem i nie trafił w światło bramki. A przecież jeszcze w tym tygodniu opowiadał o tym, że w Polsce na zastanowienie się nad ruchem ma o 2/3 sekundy dłużej niż w Portugalii...

Zagłębie Lubin wyniku 2:1 już wyrwać sobie nie dało i po szóstej kolejce ostatecznie zrównało się z Lechami dorobkiem punktowym. Po 12 oczek na swoim koncie mają też Jagiellonia Białystok i Piast Gliwice. Z tą drugą ekipą Duma Wielkopolski zmierzy się już za tydzień. I w tym czasie Ivan Djurdjević musi znaleźć sposób, by odmienić grę Lecha. Bo z tym, co jego zespół przedstawił w drugiej części starcia z Wisłą i spotkaniu w Lubinie, to w starciu z nieźle dysponowanym Piastem Waldemara Fornalika o komplet punktów może być ciężko.

Zagłębie Lubin - Lech Poznań 2:1 (1:0)
26.08.2018, Stadion Zagłębia Lubin, 18:00

Gole: 15' Łukasz Janoszka, 52' Patryk Tuszyński - 48' Tomasz Cywka

Zagłębie: Dominik Hładun - Alan Czerwiński, Maciej Dąbrowski, Lubomir Guldan, Daniel Dziwniel - Łukasz Janoszka (74' Dawid Pakulski), Filip Jagiełło (85' Damian Bohar), Filip Starzyński, Jakub Tosik, Bartłomiej Pawłowski - Patryk Tuszyński (90' Jakub Mares)

Lech:Matus Putnocky - Maciej Orłowski, Rafał Janicki, Vernon de Marco - Maciej Makuszewski, Tomasz Cywka (72' Mihai Radut), Łukasz Trałka, Pedro Tiba, Marcin Wasielewski (86' Kamil Jóźwiak) - Joao Amaral (72' Dioni Villalba), Christian Gytkjaer

Kartki: (wszyscy żółte)

Sędzia: Tomasz Musiał (Kraków)

Widzów: 9107

Ocena aosporcie.pl: Za każdym razem, gdy ktoś mówi, że Mihai Radut to rumuński Beckham, pewnie gdzieś na świecie umiera panda...


Piotrek Przyborowski
📷 Wikimedia Commons / FreakWL

0 komentarze:

Publikowanie komentarza

tv