16 września 2018

Pojedynek papierowych gigantów


Po reprezentacyjnej przerwie wróciła Ekstraklasa, a w niedzielę obejrzymy spotkanie, które od kilku lat jest najważniejsze w ligowym kalendarzu całej piłkarskiej Polski. Bo chociaż poziom naszych rozgrywek z roku na rok spada, to starcia Legii Warszawa z Lechem Poznań wciąż elektryzują. I nawet, jeśli po wydarzeniach majowych, tym razem przed spotkaniem napięcie jest znacznie mniejsze, to i tak iskry prędzej czy później się pojawią.

Choć na początku sezonu wydawało się, że Lech do sezonu 2018/19 przygotował się znacznie lepiej niż Legia, to po odpadnięciu obu drużyn z eliminacji europejskich pucharów, szybko zrównał się także poziom prezentowany przez nie na ligowych boiskach. Kolejorz po czterech zwycięstwach z rzędu zanotował dwie porażki i remis, z kolei Legia gra, chyba najprościej rzecz ujmując, w kratkę, co przecież nie przystoi mistrzowi (nazywanego w pewnych kręgach wszechmistrzem).

Obydwa kluby mają za sobą kompromitujące porażki - w piątej kolejce podopieczni Ivana Djurdjevica ulegli w pierwszym meczu domowym z udziałem własnej publiczności aż 2:5 Wiśle Kraków, z kolei legioniści również u siebie, tyle że w szóstej serii gier przegrali 1:4 z Wisłą Płock. Zresztą Łazienkowska w obecnym sezonie raczej nie przypomina trudnej do zdobycia twierdzy, lecz co najwyżej domek z kart. Na osiem spotkań u siebie Legia wygrała tylko dwa.

Poznaniacy na mecz z odwiecznym rywalem przygotowywali się w tajemnicy przed kibicami i mediami, a Djuce bardzo zależy na tym, żeby jego drużyna wróciła na zwycięski kurs, a kibice znów tłumnie przychodzili do poznański stadion. Dobrą informacją jest powrót do zdrowia (pytanie na jak długo?) Thomasa Rogne, stopera, który jeśli jest w składzie Lecha, to ten w tym sezonie nie przegrywa (wyjątkiem mecze z Genkiem). Cieszyć może również gol strzelony w sparingu z pierwszoligową Odrą Opole (zamkniętym dla niemal wszystkich na tej planecie) przez Darko Jevticia, który wciąż jest jedną z największych zagadek dla kibiców Lecha Poznań w tym sezonie.

Sytuacja kadrowa w Lechu znacznie się poprawiła od ostatniego meczu przed przerwa, jednak wciąż nie jest do pozazdroszczenia. Ivan Djurdjevic na pewno nie będzie mógł skorzystać z usług Nikoli Vujadinovica, który pauzuje ze względu na uszkodzenie kości strzałkowej. W Warszawie na boisku nie pojawi się też zapewne Maciej Makuszewski, który doznał urazu podczas zgrupowania kadry Jerzego Brzęczka. Zdrowie powstrzyma też od udziału w starciu z Legią obu lewych defensorów Kolejorza - Wołodymyra Kostewycza i Piotra Tomasika. Na boisku nie zobaczymy też oczywiście Roberta Gumnego, ale do tego zdążyliśmy się już niestety przyzwyczaić...

- Cała drużyna czuje ten mecz i moim zdaniem zawsze są to wyjątkowe spotkania. Czuć atmosferę, zarówno od strony kibiców, jak i zawodników obu drużyn. Jako piłkarz chciałbym więcej takich spotkań. W przeszłości może bywało inaczej, ale na ten moment, to są najważniejsze mecze w Polsce. Widać to za każdym razem, obojętnie czy gramy w Poznaniu, czy w Warszawie, obojętnie na którym miejscu w tabeli jesteśmy, zawsze czuć tę wyjątkową atmosferę - mówi cytowany przez oficjalna stronę poznańskiego klubu Jasmin Burić

Z kolei Legia Warszawa chce w końcu prezentować się na boisku jak przystało na mistrza. Trener Sá Pinto upatruje w meczu z Lechem szanse na odpędzenie demonów i poprawienie atmosfery w szatni warszawian. Ta jest słaba jak barszcz po mizernej formie w lidze i kompromitacji w europejskich pucharach.

Nowy trener Wojskowych na konferencji prasowej mówił o głodzie zwycięstwa, o pracy, jaką wykonał z zespołem przez ostatnie tygodnie. W meczu z Lechem zapowiada walkę. Obyśmy tylko my nie musieli obejrzeć meczu walki...


Lech jest szósty, Legia dziewiąta. Sytuacja to przedziwna, ale może własnie tym bardziej możemy liczyć na to, że przy Łazienkowskiej zobaczymy o 18 niezłe widowisko. Tego w starciach pomiędzy tymi ekipami mamy w ostatnich latach bardzo mało.


Mateusz Włodarczyk
📷 Oskar Jahns / aosporcie.pl

0 komentarze:

Prześlij komentarz

tv