31 lipca 2018

"João Amaral pasuje do 1-3-5-2. Jego transfer do Benfiki? Totalny chaos"

João Amaral szturmem wdarł się do Lecha Poznań. Napastnik 21 lipca podpisał kontrakt z Kolejorzem, a już kilka dni później zadebiutował w zespole Ivana Djurdjevicia w spotkaniu z Szachtiorem Soligorsk, którego był zresztą bohaterem. O jego współpracy z Pedro Tibą, zamieszaniu przy transferze do Benfiki i aklimatyzacji Portugalczyków w Polsce porozmawialiśmy z Vítorem Maią, dziennikarzem Maisfutebol.pt.

Tak samo jak w przypadku niedawnego wywiadu odnośnie Pedro Tiby, tak i tym razem zapytam: do kogo możemy porównać Amarala?

Vítor Maia, dziennikarz serwisu Maisfutebol.pt: Może Cię to zaskoczyć, ale uważam, że nie da się go porównać do żadnego innego zawodnika. W Portugalii często widziałem go na skrzydle, jednak potrafi strzelić po kilka goli w sezonie. Jest szybki i ma bardzo dobrą technikę, ale o tym się już chyba przekonaliście.

Co z jego transferem do Benfiki? Ostatnio w mediach pojawiły się informacje, że całe to zamieszanie wokół tej transakcji nie spodobało się nowemu mistrzowi kraju, FC Porto.

VM: Transfer do Benfiki był bardzo dziwną sprawą. Z tego, co mówi były prezydent Vitórii, Benfica kupiła Amarala w sezonie 2016/2017, chociaż on sam poinformował o tym dopiero pod koniec ostatnich rozgrywek. Sam piłkarz zamiast już wtedy pójść do stołecznego klubu, pozostał w Setúbal. Grał w wielu meczach, nastrzelał trochę bramek, ale nikt nie wie, dlaczego nie zagrał przeciwko Benfice. W dniach tuż przed meczem z Orłami, poinformowano, że jest kontuzjowany. Cała sprawa jest jednak trochę... dziwna, więc nie dziwi mnie, że jego transfer na Estádio da Luz jest teraz badany przez prokuraturę.

Sam zawodnik zdecydował się na transfer definitywny do Lecha, chociaż ponoć Benfica złożyła mu ofertę wypożyczenia do innego klubu. Wiesz może, z jakiego powodu zdecydował się ją odrzucić?

VM: Nie wiem, ale postępowanie Benfiki jest bardzo dziwne - najpierw kupują zawodnika, a potem pozwalają mu tak po prostu odejść? To jest dla mnie niezrozumiałe. Zresztą przypadek Amarala nie jest odosobniony. Chiquinho zimą trafił do Académiki, ale tak latem zdecydowała się sprzedać go Benfice za 600 tysięcy euro, po czym ta... właśnie ogłosiła, że zawodnik na zasadzie transferu definitywnego przeszedł teraz do Moreirense po tym, jak przeszedł cały okres przygotowawczy w ekipie z Lizbony. Nigdy tam nie zagrał i nigdy nie zagra. Wszystkie te sytuacje są co najmniej ciekawe...

Amaral jeszcze do niedawna błąkał się po klubach trzecioligowych i tak naprawdę od dopiero dwóch lat gra na profesjonalnym poziomie. Czy to częsta sytuacja w Portugalii?

VM: To rzeczywiście niespotykane. Mário Reis, w przeszłości ceniony trener, który teraz jest już zresztą na emeryturze, zauważył Amarala w maleńkim klubie niedaleko Porto - Pedras Rubras. To własnie Reis powiedział skautom z Setúbal, by ci bliżej mu się przyjrzeli. W końcu przyszło zaproszenie na testy, zawodnik spodobał się trenerowi Os Sadinos i tak oto Amaral nagle trafił do Primeira Ligi. Niecodzienna sytuacja.

W swoim oficjalnym debiucie w Lechu Amaral został bohaterem, wyrównując w spotkaniu w Soligorsku raptem 19 minut po tym, jak pojawił się na boisku. Choć nie jest to typowy strzelec, czy możemy się spodziewać więcej jego bramek?

VM:  Tak. Amaral zwykle strzela po siedem lub osiem goli w sezonie. Ma szczególnie dobry strzał z prawej nogi. W Setúbal grał jako napastnik w systemie 1-4-4-2 wraz z Gonçalo Paciência, byłym graczem Porto, który teraz podpisał kontrakt z Eintrachtem Frankfurt. Spisywał się na tej pozycji całkiem nieźle, ale jednak lepiej powinien czuć się bliżej skrzydła.

Jego agent Bruno Carvalho, który zajmuje się też interesami Tiby, to całkiem ciekawa postać. Możesz nam powiedzieć o nim coś więcej?

VM: Portugalscy agenci to przedziwne postacie. Nie znam Bruno Carvalho bardzo dobrze, ale rozmawiałem z nim dwukrotnie. Agencja, którą reprezentuje, nazywa się Team of Future. Teraz działają mocno szczególnie w Polsce i Turcji, czyli krajach, na które zbytnio uwagi póki co nie zwrócił Jorge Mendes.

W ostatnich latach mieliśmy w Lechu wielu zagranicznych zawodników, którzy mieli jednak tu dość duży problem z aklimatyzacją. Portugalczycy w pierwszych tygodniach sprawiają wrażenie, jakby w ogóle jej nie potrzebowali. Z czego to wynika?

VM: Portugalczycy są przyzwyczajeni do walki z dala od swojej ojczyzny. Mamy dużą umiejętność adaptacji do różnych sytuacji. Osobiście uważam, że to dobrze, że Lech sprowadził dwóch Portugalczyków, bo oni nawzajem będą mogli sobie przez to pomagać. Obaj mają za sobą niezły sezon i nieco chaotyczny okres przygotowawczy. Nie znam na tyle polskiej ligi, ale wydaje mi się, że być może portugalski duet jest przyzwyczajony do gry na nieco większej intensywności, dlatego aż tak dobrze rozpoczęli swoją przygodę w Lechu. Wpływ na ich dobrą postawę może też mieć system, w którym gra Lech.

No właśnie, Ivan Djurdjević chce wpoić swoim zawodnikom ustawienie 1-3-5-2. Sądzisz, że to dobry system dla Amarala i jego współpracy z Tibą?

VM:  Zdecydowanie, szczególnie jeśli Amaral będzie grać jako napastnik. Tiba ma świetne podanie, dobrą wizję gry, z kolei jego rodak jest bardzo szybki i może z łatwością wyprzedzić defensywę przeciwnika. Obaj znają się też z ligi portugalskiej, co może mieć duże znaczenie dla ich współpracy.



Piotrek Przyborowski
📷 Oskar Jahns / aosporcie.pl

0 komentarze:

Publikowanie komentarza

tv