10 maja 2018

Kurtyna. Lech Poznań - Jagiellonia Białystok 0:2

Początkowo chciałem napisać, że już mi się nie chce nic tworzyć o tej drużynie. Że może warto wprowadzić na aosporcie.pl ciszę medialną odnośnie Lecha Poznań, tak jak to trener Nenad Bjelica wprowadził takową w stosunku do choć czasem krytycznych, to zawsze oddanych swojej pracy dziennikarzy ze stolicy Wielkopolski. Jak się powiedziało jednak A na początku sezonu, to teraz należy powiedzieć B i wytrzymać jeszcze przez te trzy mecze. Chociaż serce może przy tym zaboleć. Kolejorz przegrał 0:2 z Jagiellonią Białystok i niemal definitywnie stracił szanse na mistrzostwo Polski.

Czasem zdarza się, że widzicie zdania w stylu: kto będzie jednak pamiętać, że ten czy taki Lechita mieli swoje okazje, skoro ostatecznie to ich przeciwnik mógł świętować wygraną. W przypadku środkowego meczu nawet takie stwierdzenie nie miałoby sensu, bo Duma Wielkopolski nie stworzyła sobie choćby jednej godnej zapamiętania sytuacji!

Fakty są jednak takie - Lech oddał w spotkaniu z Jagą trzy celne strzały, białostoczanie dwa i oba zamienili na gole. Nie winię za żadne trafienie Matusa Putnockiego, ale nawet solidny przecież wcześniej Słowak ostatnio dostosował się do tej poznańskiej mizerii. Może warto było jednak ponownie dać szansę Jasminowi Buricowi, który przed kontuzją bronił jak w transie? Podobnie jak chyba warto by dać odpocząć dwóm innym etatowym graczom u Bjelicy - Kostewyczowi i Situmowi.

Oczywiście moglibyśmy się zastanawiać nad nielogicznością Ekstraklasy, nad tym, że Cillian Sheridan wykończył w 16. minucie niezłą akcję i wykorzystał podanie po szarży Arvydasa Novikovasa, chociaż wcześniej wiosną raczej grał piach i na gola w lidze czekał od grudnia zeszłego roku. Pytanie pozostaje jednak: po co to robić, skoro teoretycznie to Lech powinien rozdawać karty?



Nie może być tak, że drużyna, która w rundzie zasadniczej rządzi i dzieli na własnym stadionie, a ten ma być jej największym atutem w najważniejszych meczach sezonu, okazuje się ostatecznie dla niego największym przekleństwem. Lech nie tylko bowiem przegrał u siebie wszystkie dotychczasowe trzy spotkania z Koroną (0:1), Górnikiem (2:4) i teraz Jagiellonią, ale poległ w tych meczach bez walki. Niczym bokser, który po jednym ciosie leży na deskach i jego marzeniem jest już tylko zejście do szatni i przyłożenie lodu na bolące rany.

A te będą naprawdę rozległe i mogą się okazać brzemienne w skutkach. Kiedy Dominik Furman niczym Steven Gerrard w pamiętnym spotkaniu z Chelsea zanotował spektakularne potknięcie w meczu z Legią Warszawa, po którym Wojskowi strzelili gola na 3:2, grając w dziesiątkę, było wiadomo, że w Poznaniu Lech i Jaga muszą wygrać, by dalej liczyć się w walce o mistrzostwo. Przegrany będzie tracił do drużyny ze stolicy aż pięć punktów na dwie kolejki przed końcem. I tym przegranym jest dzisiaj Lech.

Lech, dla którego dość powiedzieć, że najlepszą sytuację zmarnował... Ivan Runje. Chorwat trafił piłką w poprzeczkę po tym, jak świetną akcję rozegrali Kamil Jóźwiak i Robert Gumny. To znamienne, że w tak szczególnie ciężkim momencie sezonu to właśnie młodzi wychowankowie postanowili wziąć grę na własne barki.


Marazm Kolejorza pogłębiał się, wiec nie powinno dziwić, że część kibiców zaczęła opuszczać Bułgarską już w 56. minucie, kiedy to bramkę z niczego zdobył Bartosz Kwiecień. Rzut rożny i do początku rundy finałowej defensywny monolit Lecha runął po raz drugi.

Bjelica później postawił wszystko na jedną kartę, ale jeśli Ołeksij Chobłenko i Elvir Koljić mają być piłkarzami, którzy w takim właśnie momencie meczu dadzą drużynie coś więcej, to naprawdę życzę powodzenia... Po ich wejściu na boisko Lech, który powinien mieć w tym momencie z trzema napastnikami w składzie jak najwięcej sytuacji, nie stworzył sobie choćby jednej dogodnej szansy.

Kolejorz przegrał i ma już iluzoryczne szanse na tytuł mistrzowski. Wszystko może rozstrzygnąć się już w niedzielę. Jeśli Legia pokona Górnika Zabrze przed własną publicznością, a Jagiellonia straci punkty w Lubinie, mierna jak uczeń z ostatniej ławki stołeczna drużyna obroni mistrzostwo kraju. A Lech zostanie z niczym. Znowu.

Lech Poznań - Jagiellonia Białystok 0:2 (0:1)
9.05.2018, INEA Stadion w Poznaniu, 20:30

Gole: 16' Cillian Sheridan, 56' Bartosz Kwiecień

Lech Poznań: Matus Putnocky - Robert Gumny, Emir Dilaver, Rafał Janicki, Wołodymyr Kostewycz (46. Maciej Makuszewski) - Łukasz Trałka, Maciej Gajos, Darko Jevtić (64. Ołeksij Chobłenko) - Mario Situm, Christian Gytkjaer (71. Elvir Koljić), Kamil Jóźwiak

Jagiellonia Białystok: Marian Kelemen - Łukasz Burliga, Ivan Runje, Nemanja Mitrović, Guilherme - Taras Romanczuk, Bartosz Kwiecień (71. Piotr Wlazło) - Przemysław Frankowski (83. Jakub Wójcicki), Martin Pospisil (74. Karol Świderski), Arvydas Novikovas - Cillian Sheridan

Kartki: Makuszewski - Burliga, Wlazło

Sędzia: Piotr Lasyk (Bytom)

Widzów: 24 288


Piotrek Przyborowski
📷 

0 komentarze:

Publikowanie komentarza

tv