30 lipca 2016

Kartka z kalendarza: Rodło Kwidzyn - Olimpia Grudziądz

Niemal równo rok temu miał miejsce mecz naprawdę szczególny. W ramach 1. rundy Pucharu Polski Rodło Kwidzyn podejmowało u siebie Olimpię Grudziądz. Stawką był nie tylko awans do 1/16 finału, ale też Lech Poznań, ówczesny mistrz Polski, jako kolejny rywal. Po niesamowitym meczu ostatecznie to I-ligowiec awansował dalej.

Kwidzynianie jako ówczesny beniaminek IV ligi swój początek w Pucharze Polski rozpoczął jeszcze w sezonie 14/15 (grając jeszcze klasę niżej) w ramach rozgrywek na szczeblu okręgu malborskiego. I już tam żółto-czarni napsuli nieco krwi swoim kibicom. Najpierw 2:1 z Błękitnymi Stare Pole (okręgówka), potem dramatyczne spotkanie z Powiślem Dzierzgoń: 3:3 w regulaminowym czasie gry i 5:4 (!) w serii rzutów karnych. Warto jednak mieć na uwadze, że drużyna z powiatu sztumskiego już wtedy była doświadczonym IV-ligowym zespołem.

Potem poszło już w miarę gładko: w półfinale na szczeblu okręgu 2:1 z jeszcze wtedy rywalem z okręgówki Pomezanią Malbork i wreszcie wielka strzelanina w finale i wygrana 7:0 nad Jurandem Lasowice Wielkie (rywal balansujący rok w rok na granicy Klasy A i okręgówki).

Nastał więc kolejny etap - już wojewódzki. W półfinale kwidzynianie musieli zagrać z klubem, którego kibice w tym rejonie niezbyt trawią. Mowa tu o rezerwach Arki Gdynia. Jaka to też musiała więc być radość, kiedy udało pokonać się Arkowców po dogrywce 3:1.


W finale, który decydował o tym, kto zagra na szczeblu już krajowym, doszło do starcia z GKS-em Przodkowo. Rywal może mało medialny, ale to bądź co bądź III-ligowiec. Kwidzynianie pokazali jednak i w tym starciu sporą klasę, wygrywając 2:1. Trybuny oszalały - Rodło po raz pierwszy w tym wieku zagra już w tym prawdziwym Pucharze Polski!

Jeszcze większa radość dopadał wszystkich kibiców Rodełka, kiedy okazało się, że w rundzie wstępnej trafiło na Flotę Świnoujście. To był czas dziwnych rumuńskich interesów, zmian właścicielskich i ostatecznie upadku wyspiarskiego klubu. To natomiast oznaczało, że klub z Kwidzyna do kolejnej rundy przejdzie dzięki walkowerowi!

W 1/32, nazywanej przez niektórych statystyków rundą I, Rodło wpadło już na klasowego rywala, ale i tutaj los spłatał niezłego figla. Rywalem została bowiem Olimpia Grudziądz - wielki wróg, klub zza miedzy, a w dodatku sympatyzujący bynajmniej nie z Legią Warszawa jak część fanów Rodła. Dlatego wszyscy gotowali się już na wojnę.

W losowaniu okazało się też, że zwycięzca tej pary dalej wpadnie na Lecha Poznań, który już wówczas szykował się już na pojedynek z FC Basel w ramach III rundy eliminacji Ligi Mistrzów. Dla Rodła rywal mityczny, ale przede wszystkim fajna przygoda i wielka atrakcja, bo to Kolejorz byłby gościem w 1/16. Zresztą dla kibiców Olimpii również.


Wreszcie nadszedł długo wyczekiwany nad Liwą mecz. 25 lipca, godzina 17 i tylko jedna przeszkoda - to nie był zwykły deszcz, to była prawdziwa ulewa! No, ale dramaturgii te warunki atmosferyczne z pewnością dodały. Samo spotkanie idealnie zresztą się w tę otoczkę wpisało.

To była prawdziwa wojna. I na trybunach, gdzie kibice zwalczali się przez cały mecz, a zresztą samo spotkanie zostało na chwilę przerwane, gdy doszło do zamieszek na boisku (o czym za chwilę), i na boisku. Pierwszy gol dla Olimpii padł już w 16. minucie, a jego strzelcem okazał się Dejan Žigon, który zresztą potem strzelił i w 73. po raz drugi. W międzyczasie wyrównał jednak Adam Reise, a na mniej więcej dziesięć minut przed końcem bramkę na wagę dogrywki zdobył Mateusz Górka.

Sędzia Tomasz Marciniak z Płocka (tak, brat tego Szymona) zarządził więc dodatkowe pół godziny gry. Emocje opadły już jednak na samym początku. W 91. minucie gola na 3:2 dla Olimpii trafił Fabian Pawela. Rodło rzuciło się co prawda do ataku, ale wyrównać już nie zdołało. W 108. minucie padł ostateczny cios i drugi gol Paweli. Były gracz Podbeskidzia czy Energie Cottbus (a obecnie Polonii Warszawa!) pozbawił już doszczętnie kwidzynian marzeń o awansie.

Rodło pokazało jednak klasę, zarówno na boisku, jak i trybunach. Chociaż doszło do starć z ochroną i policją (ten filmik ma już ponad 70 tysięcy wyświetleń), to jednak potrafili też w tych okropnych warunkach prowadzić wspaniały doping, który z pewnością pomógł Rodle w dwukrotnym wyrównaniu i ostatecznie doprowadzeniu do dogrywki.


To jednak Olimpia awansowała dalej, ale w 1/16 finału Lech okazał się lepszy i po dwóch golach... Dávida Holmana wygrał 2:0, zachodząc przecież już nawet do samego finału na Narodowym. Grudziądzanie z olbrzymimi kłopotami musieli radzić sobie natomiast w kolejnej części sezonu w I lidze, ostatecznie zajmując 13. miejsce z przewagą czterech punktów nad zdegradowanym GKS-em Bełchatów.

A co słychać w Kwidzynie? Na stadionie położonym przy ul. Sportowej bardzo blisko było awansu do III ligi, co byłoby wielkim sukcesem dla kwidzyńskiego klubu od 2009 roku, kiedy to po raz ostatni grali na tym szczeblu rozgrywkowym. Wszystko wydawało się już poukładane, pewny fotel lidera po rundzie jesiennej, bogaty sponsor (Zielińscy od mięsa) i... wielka wpadka na koniec sezonu. W ostatnich dwóch meczach zaledwie punkt: najpierw przegrana 0:3 na wyjeździe z czwartym na koniec w tabeli GTS-em Kolbudy, a na zakończenie sezonu bezbramkowy remis z piętnastym (!!!) Startem Miastko u siebie (tylko teoretycznie, bo mecz rozegrano w Dzierzgoniu).

Ostatecznie kwidzynianie na samym finiszu dali więc wyprzedzić się o zaledwie jeden punkty w dość głupi sposób przez Pogoń Lębork, która też okazała się najlepsza w okręgowym Pucharze Polski (Rodło tym razem w rundzie wojewódzkiej przegrało po karnych z... Arką II Gdynia). W Kwidzynie wciąż jednak wierzą w sukces i to jest prawidłowe myślenie!

Autor: Piotr Przyborowski | @P_Przyborowski | piotrek.przyborowski@gmail.com | foto: Piotr Przyborowski / aosporcie.pl

1 komentarz:

  1. W Kwidzynie byłby sukces gdyby nie oszuści w zarządzie klubu

    OdpowiedzUsuń

tv