4 maja 2015

Piłka nożna dla kibiców, czyli o "niefortunnym" artykule


Za nami finał Pucharu Polski w piłce nożnej. Lech przegrał 1:2 z Legią na Stadionie Narodowym. Wynik może nie najbardziej przypadł mi do gustu, ale coś wkurzyło mnie jeszcze bardziej. Pewien artykuł...

Był absolutnym hitem na Twitterze i Facebook'owych grupach okołopiłkarskich. Trudno było wręcz go nie przeczytać lub przynajmniej o nim nie usłyszeć. Chodzi tutaj oczywiście o dzieło Sebastiana Łupaka z Newsweeka, które swoje światło dzienne ujrzało w niedzielę na stronie tego tygodnika.

Całość przeczyć możecie tutaj, jednak streszczając: Pan Sebastian poszedł sobie z synkiem chodzącym jeszcze do podstawówki na mecz Lech - Legia i nie spodobała mu się nadmierna ilość brzydkich słów, tzw. wulgaryzmów, wypowiadanych przez kibiców obu drużyn.

Nie wiem, być może autor nie oglądał wcześniejszych pojedynków okrzykniętych polskim El Clásico (proszę, nie uważajcie typowo polskiej formy Gran Derbi), ale Panie Sebastianie: kibice Lecha i Legii to nie są wielcy przyjaciele - wręcz przeciwnie - często pałają do siebie nienawiścią i niech mi pan uwierzy, że w sobotę na Stadionie Narodowym było naprawdę kulturalnie.

Pisze Pan w swoim elaboracie, że były race, które są zakazane? No były, odpalone bodajże przez kibiców tylko Lecha. Tylko czy to nie wyglądało pięknie? Oczywiście, da się stworzyć równie cudowne oprawy bez środków pirotechnicznych, ale trzeba przyznać, że race dodają mnóstwo kolorytu. A w sobotę zostały one użyte przez fanów Kolejorza w bardzo słusznym celu - kibice z całej Polski już od dawna walczą o zalegalizowanie rac w naszym kraju. Stąd też duża sektorówka z napisem Wnosić, palić, zalegalizować.


Wiem, że będzie to trochę chamskie, co teraz napiszę, ale cóż. W końcowej części wspomina Pan o tym, że na meczu były obecne dzieci - no tak, ale czy to znaczy, że powinna tam być atmosfera niemal piknikowa? Otóż nie, mecze Lecha z Legią od lat elektryzują całą Polskę i nie jest to mecz, na który przykładowo działacze Kolejorza dawaliby gratisowe bilety dla gimnazjalistów jak na np. spotkanie z GKS-em Bełchatów. To mecze o znacznie większym ciężarze gatunkowym, na który być może Pan, z pozycji tzw. Janusza (tak się Pan nazwał na samym początku), nie był jeszcze gotowy.

Chcieliśmy jechać na ten finał. Wraz z kilkoma kolegami. Niestety, jako niekarnetwocy nie mieliśmy zbyt wielkich szans na uzyskanie biletów w sektorze kibiców Lecha. Jak się niestety okazało, na sektor neutralny po awansie wicemistrza Polski do finału już właściwie biletów też nie było. PZPN zrobił naprawdę wielkie piłkarskie święto, mecz na europejskim poziomie. Popełnił jednak jeden błąd - chyba mimo wszystko zbyt wiele biletów przeznaczył na sektory neutralne i tego typu bzdety. Rozumiem, że dla dzieciaków z Turnieju Tymbarka z Podwórka na Stadion to wielka przygoda, ale skoro Pan uważa, że przekleństwa nie są dla nich (co w sumie jest prawdą), to może nie powinny być na takim meczu? Z takimi ordynarnymi chamami jak kibice dwóch najlepszych drużyn w kraju. Może jeszcze innym błędem były aż tak wielkie sektory buforowe, ale bezpieczeństwo trzeba było jednak stawiać ponad wszytko i tutaj mogę się akurat zgodzić.

PZPN bilety dla kibiców obu drużyn rozdysponował w następujący sposób: po nieco ponad 10 tysięcy biletów dostały oba kluby. Teraz dla porównania: na zbliżający się finału Copa del Rey oba kluby, czyli Barcelona i Athletic dostały po przeszło 37 tysięcy biletów. Ok - Camp Nou to znacznie większy stadion od Narodowego, ale procentowo to i tak więcej.


Dochodzi jeszcze jeden akcent - okazuje się, że o ile na mecz Zagłębia i Zawiszy w zeszłym sezonie Stadion Narodowy był za duży (łącznie zameldowało się wówczas nieco ponad 37 tysięcy widzów), to już na spotkanie Lecha z Legią obiekt był już za mały. O ironio! Czy aby jednak 40-milionowemu krajowi nie byłby potrzebny nieco większy stadion? Najlepiej z bieżnią, wielofunkcyjny... Nieważne.

Podsumowując, Panie Sebastianie - jak chce się Pan wybrać z synem na mecz, to proponuję albo inną dyscyplinę niż piłkę nożną (w Warszawie jest bardzo duży wachlarz wyboru, a sam futbol na trybunach nie należy do tych najbardziej kulturalnych), albo wybrać się z synem na mecze zaprzyjaźnionych drużyn - chociaż nawet w tym przypadku kur*y w stronę PZPN-u czy rządu i tak polecą. Można też iść do teatru lub filharmonii - tam na pewno będzie kulturalniej.

Autor: Piotrek Przyborowski | @P_Przyborowski |  piotrek.przyborowski@gmail.com | foto: Michał Skrzypczak

2 komentarze:

  1. Z tym, że w Warszawie jest bardzo duży wybór sportów, to wielkie niedopatrzenie. W Warszawie na dobrą sprawę istnieje praktycznie na niezłym poziomie tylko piłka nożna, może od biedy siatkówka. Cóż poradzić, że miasto wspiera jedynie słuszny sport.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie do końca. Koszykarska Legia ma nawet transmisje czy retransmisje w Orange Sport, radzi sobie chyba zresztą całkiem nieźle. Jest też ekstraklasowa siatkówka, co wspomniałeś. No może rzeczywiście super nie jest, ale w porównaniu do Poznania, na pewno lepiej.

      Usuń

tv