1 kwietnia 2015

Raport Kolejorz #23

Po niesamowicie emocjonującym szlagierze z Legią wydawało się, że teraz już nic nie stanie Lechitom na drodze do zdobycia mistrzostwa i jak najlepszych wyników w innych rozgrywkach. Co do tego pierwszego jeszcze nie mieliśmy szansy się przekonać, natomiast w kwestii innych rozgrywek…


Takiego rekordu nie widzieliśmy od ponad dwóch lat
Zacznijmy na razie od przyjemnego wspomnienia meczu z Legią, kiedy Lechici wygrali przy Bułgarskiej 2:1. Emocje niezapomniane, radość nieopisana, ale nie o tym chciałbym wspomnieć, a o rekordowych liczbach, które padły niedzielą na INEA Stadionie.

Po pierwsze, frekwencja - 41.545 osób! Ostatnim razem tak dużo kibiców zasiadło przy Bułgarskiej w listopadzie 2012 roku, także w meczu z Legionistami. Po drugie, w telewizji mecz Lecha z Legią obejrzało ok. 413 tys. widzów, co jest rekordem NC+ w historii spotkań polskiej ligi. Po trzecie, tłumy dziennikarzy i skautów z przeróżnych klubów świata - Arsenal, Bayern, Manchester United, Liverpool i wielu innych. Te wszystkie dane mówią same za siebie - ten mecz był wart zobaczenia.

Bark już nie boli
Już jakiś czas temu słyszeliśmy o wielkim powrocie Wilusza. Ile to czasu nie minęło od jego ostatniego występu, poważna kontuzja, operacja i niby już wraca do gry. Na stronie Lecha niejednokrotnie spotykałem się z artykułami głoszącymi informacje w stylu: „Wilusz już wrócił. Możliwe, że zagra w następnym meczu”. Tymczasem środkowego defensora Kolejorza jak nie było, tak nie ma.

Dziś czytam, że 26-letni stoper wciąż wraca do formy grając w rezerwach. Ile jeszcze? Rozumiem, że powrót do pełni sprawności i nabranie sił musi trochę potrwać, ale Wilusz nie ma kontuzji już od ponad miesiąca i miałem nadzieję, że jego powrót to kwestia kilku dni, góra dwóch tygodni. Jednak Macieja nie działem w składzie już od bardzo dawna, a przecież oficjalna wersja brzmi: Obecnie stoper klubu z Bułgarskiej jest w pełni sił. Na dzień dzisiejszy dajmy mu jeszcze trochę czasu, ale przydałoby się, żeby Lech miał w zanadrzu sprawnego środkowego defensora, bo ostatnio poznańska defensywa, delikatnie mówiąc, kuleje.

Przerwa na kadrę
Na zgrupowania swoich reprezentacji udało się aż 11 zawodników Lecha Poznań. Niestety, do Reprezentacji Polski powołany został tylko Karol Linetty. Tomek Kędziora znalazł się na liście rezerwowej. Do Reprezentacji Finlandii powołani zostali Hämäläinen i Arajuuri, natomiast do Węgier pojechali Lovrencsics i Kadar. Ostatnim piłkarzem, który znalazł się w składzie seniorskim jest Panamczyk, Luis Henriquez.

Należy jednak także wspomnieć o młodzikach, bo aż pięciu z nich udało się na zgrupowania Reprezentacji Polski U-20, U-19 i U-18 – Formella, Bednarek, Serafin, Kownacki, Lis. I wreszcie Norweg, Muhamed Keita, który został powołany do reprezentacji U-23.

Czy to Prima aprilis?
Dzisiejszy mecz z Błękitnymi chyba wolałbym zapomnieć i nigdy do niego nie wracać, jednak to było, miało miejsce, wydarzyło się i nic na to nie poradzę. Lechici w pierwszym meczu półfinałowym przegrali w Stargardzie Szczecińskim 3:1! Mógłbym napisać jak to nie jest mi przykro, ale pominę to, bo nie jest. Co więcej, uważam, że to nawet dobrze, że w końcu ktoś im dał nauczkę. Do rzeczy…



Od początku spotkanie rozwijało się po myśli Lechitów. Typowo dla Kolejorza w 9. minucie spotkania gola na 0:1 strzelił Zaur Sadajew, ale już nie raz przekonywaliśmy się, że szybkie bramki Lecha nie zawsze wychodzą mu na korzyść. Nie inaczej było tym razem, chociaż pierwsza połowa nie należała jeszcze do tragicznych. Owszem, Błękitni co chwila znajdowali się pod bramką Lechitów i nie wyglądało to zbyt ciekawie, ale wtedy jeszcze nie myślałem, że sprawy potoczą się tak źle.

W drugiej połowie było już tylko gorzej, a żeby się nie rozpisywać na temat tak żałosnej gry gości, napiszę zwyczajnie, w mostu: Lechici dali sobie wbić dwa gole w ciągu dziesięciu minut, a od 84. minuty przegrywali już 3:1. Karygodne błędy obrony, bezradność Buricia, brak środka pola i wreszcie zupełnie nieaktywny atak przyczyniły się do tak skrajnej kompromitacji, jaką jest przegrana z drugoligowcem.

Co się dzieje?!
Takie pytanie zadaję sobie już od dłuższego czasu. W zespole Lecha ewidentnie coś szwankuje i, szczerze, nie mam pojęcia co to jest. Brak motywacji? - wina trenera. Brak techniki? - wina zawodników. Naprawdę nie wiem, która z tych teorii jest przyczyną tak fatalnej gry Kolejorza. Wszyscy wytkną mi, że przecież ostatnio wygrali z Legią, jacy to oni niesamowici itd. Prawda jest jednak taka, że mecz z Legią wcale nie należał do najlepszych, a tak nerwowej końcówki nie doświadczyłem chyba w żadnym spotkaniu w polskiej lidze.

Pierwszym powodem, który już wymieniłem jest, według mnie, zwyczajnie brak motywacji piłkarzy, co jest ewidentną winą trenera Skorży. Nie rozumiem tego, czy w Polsce nie ma już dobrych trenerów, którzy będą umieli jakoś wpłynąć na piłkarzy? A co gdyby jakiegoś dnia trener Skorża, po nieudanym meczu, przyszedł do zawodników w szatni i powiedział: Ty, ty i ty – od przyszłego miesiąca dostajecie tylko połowę pensji. Może się nauczycie grać, jak przystało na piłkarzy grających w najwyższej klasie rozgrywkowej. Ciekawe, czy zniknęłyby problemy…

Drugim powodem może być wiele rzeczy, jednak patrząc na mecz z Błękitnymi nie wydaje mi się, aby był to brak umiejętności technicznych. Czy piłkarze ze Stargardu wygrali, bo byli lepiej przygotowani pod względem technicznym? Nie, wygrali, bo grali z ambicją i to jest klucz do sukcesu, którego ostatnimi czasy w zespole Lecha bardzo mi brakuje. Może po za nielicznymi wyjątkami, np. meczem z Legią.

Jak napisałem, albo w Lechu pojawi się jakiś człowiek, który będzie wiedział, co robić i poprowadzi Lechitów gdzieś wyżej, albo tak jak każda polska drużyna będzie w kontekście światowych drużyn niczym. Mecz z Błękitnymi udowodnił, że w Polsce każda drużyna jest sobie równa, a mówienie, że zespół grający w Ekstraklasie to profesjonaliści, jest zwyczajną bujdą, bo każdy jest tu po jednych pieniądzach.

Autor: Jan Śmiełowski |  jachurzeski.aos@gmail.com | foto: Piotr Przyborowski / a o sporcie

0 komentarze:

Publikowanie komentarza

tv