26 października 2014

Raport Kolejorz #8



Ósmy tydzień za nami, a względem ostatniego tygodnia, w Lechu nie widać wyraźnej poprawy. Po fatalnym scenariuszu z Koroną, na osłodę zwycięstwo z Łęczną, jednak czy zasłużenie? Spójrzmy na wszystko z szerszej perspektywy…



Kto pamięta 28 kwietnia 2007?
Właśnie tego dnia ostatni raz Lech Poznań rozegrał swój mecz z Górnikiem Łęczną. Kolejorz wygrał wówczas u siebie 1:0. Dziś to spotkanie, z obecnie grających w klubie piłkarzy, mogą pamiętać jedynie Krzysztof Kotorowski (bramkarz Lecha) i Veljko Nikitović (pomocnik GK Łęczna). Inni piłkarze grający w tamtym meczu w większości zakończyli już karierę, lub odeszli do innych klubów.

Zdaniem Linettego
- W Poznaniu nie zamierzamy tracić punktów! - tak powiedział rozgrywający Kolejorza i faktycznie tak się stało. Jednak dodał także, że w Poznaniu kibice oczekują wielkich wyników, oraz że takich właśnie się doczekamy. Niestety to co pokazali dzisiaj Lechici prawie wcale nie pokrywa się z tym, o czym zapewnił nas Karol.

Skorża nawiązując do meczu z Koroną
- Sami dla siebie jesteśmy największym przeciwnikiem - mówił w wywiadzie szkoleniowiec Lechitów. Cóż, fakt, że mecz z Koroną nie należał do najlepszych. Piłkarze chociaż strzelili dwie bramki, to dopuścili ostatecznie do remisu 2:2 w ostatnich sekundach spotkania. Po bramce w 94. minucie sędzia już nie wznowił gry i piłkarze musieli wrócić do Poznania tylko z jednym punktem. Można by przypuszczać, że po tym meczu, zawodnicy i trener wyciągną jakieś wnioski. Czy tak się stało? Według mnie nie… Dlaczego?

No to przejdźmy wreszcie do konkretów!
Lech Poznań wygrał u siebie z Górnikiem Łęczna 1:0. Słaby wynik, nawet bardzo słaby. Patrząc na całokształt spotkania, ta bramka to był cud! Lechici nie zasłużyli dziś na zwycięstwo, a wręcz nie zasłużyli nawet na remis. To co działo się w drugiej połowie wołało o pomstę do nieba. Piłkarze grali fatalnie. Tracili piłki w najgorszych możliwych sektorach boiska i w najłatwiejszy możliwy sposób. Podawali niecelnie, o strzałach nawet nie wspominając. Nie mieli pomysłu na grę, a ich lekkomyślność i brak rozwagi mogła się zakończyć utratą bramki… i to nie jednej.

Uratowało nas chyba jedynie to, że goście mieli rozregulowane celowniki i nie umieli wbić piłki do naprawdę słabo strzeżonej bramki Gostomskiego, na którym dzisiaj mocno się zawiodłem. Nie umie paradować, ani łapać piłki. Obrona dzisiaj też nie trzymała się kupy.

W środku pola bez większych różnic – Linetty nieco poniżej oczekiwań, Trałka przeciętnie. Uważam, że najsłabszym punktem był dziś Darko Jevtić, który absolutnie nie wiedział co się wokół niego dzieje. Nie umiał się odnaleźć, podawał niecelnie, nie w tempo, nieefektywnie kiwał się z obrońcami, co prawdopodobnie było przyczyną jego zmiany.

Słabe wejście zaliczył także Lovrencsics, którego nie przypominam sobie ani razu przy piłce. Pawłowski – na przeciętnym poziomie, dużo niepotrzebnych kiwek, samolubnych wypadów i parę niecelnych uderzeń, chociaż mimo wszystko, jakby nie grał, jest on jedną z głównych sił napędowych w Lechu.

No a Sadajew? Nie wiem czy zagrał jak zagrał, bo wciąż jeszcze nie wyleczył w pełni kontuzji, ale jeśli tak, to niech wraca i leczy. Owszem, parę razy zagroził, oddał może z jeden, góra dwa strzały, jednak nie pamiętam, by jakikolwiek był na tyle dobry by zagrozić bramce rywali. Kownacki, wszedł ze zmiany i trochę poruszył zespół, ale to wciąż trochę za mało.



Keita wybawca
To chyba najlepsze określenie na wyczyn Norwega w dzisiejszym spotkaniu. W 81 minucie popisał się on wspaniałym strzałem z 30 metra, który zaskoczył absolutnie wszystkich i chyba nawet jego samego. W sytuacji, gdy nikt nie podchodzi do piłki i miejsca jest dość, jedynym i najlepszym rozwiązaniem przeważnie jest strzał. Z takiego właśnie założenia wyszedł Muhamed i oddał niesamowity, mierzony strzał w okienko, którego raczej nie był w stanie obronić bramkarz. Dzięki temu Kolejorzowi udało się wyjść z twarzą i uniknąć kolejnego, niepotrzebnego remisu. Aby obejrzeć bramkę Keity kliknij tutaj.

A jak zdrówko?
Wciąż zespół musi się obejść bez Kebby Ceesay’a, Macieja Wilusza i Vojo Ubiparipa. Pierwszy ciągle bez zmian, drugiego wykluczyła operacja barku, po której powróci prawdopodobnie dopiero w marcu, a trzeci niby wrócił do treningów z pełnym obciążeniem, a i tak nie wiadomo, czy, i kiedy wróci na boisko. Problemy także nie opuściły jeszcze Barry’ego Douglasa.

Cóż, może wreszcie czas by zamiary zaczęły przynosić efekty, bo póki co, z tych obietnic mało wynika. Faktycznie, wygrana była, ale gdybym wyszedł ze stadionu w 80 minucie, to nie powiedziałbym, że Lechitom uda się jeszcze wbić piłkę do siatki, bo uważam, że nie zasłużyli na zwycięstwo. Liczą się jednak punkty i z dwojga złego lepiej, że właśnie 3 zostały przy Bułgarskiej!

Autor: Jan Śmiełowski |  jachurzeski.aos@gmail.com | foto: a o sporcie

0 komentarze:

Publikowanie komentarza

tv