7 lutego 2020

"El Profesor" wsiada do poznańskiej bimby


Choć Dani Ramírez w przeszłości traktowany był jako jeden z największych talentów Realu Madryt, w pewnym momencie gdzieś się pogubił. Odnaleźć mu się pomogła dopiero gra w Polsce, która dała 27-latkowi też piłkarskie drugie życie. Życie i karierę, które będzie teraz kontynuował w Lechu Poznań.

Real Madryt, Valencia i Getafe - piłkarz z takimi klubami w sowim CV nie ląduje w najlepszym dla siebie wieku w I lidze. Dani grał jednak tylko w rezerwach tych zespołów, a jak sam przyznawał wielokrotnie w wywiadach, pod koniec swojej przygody w ojczyźnie, stracił pasję do futbolu. Kto by się spodziewał, że odzyska ją w Stomilu Olsztyn, którego z Getafe łączy chyba jednie awangardowość stadionów obu drużyn.

Choć akurat na Warmii pomocnik raczej nie szalał pod względem indywidualnych statystyk (gol i dwie asysty w 21 meczach), to właśnie po niego postanowił sięgnąć tuż po swoim awansie na zaplecze Ekstraklasy ŁKS. I z perspektywy czasu, przy alei Unii Lubelskiej z pewnością nikt tej decyzji nie żałuje. To 9 goli i 15 asyst właśnie Ramíreza w minionym sezonie znacząco przyczyniły się do powrotu Rycerzy Wiosny do najwyższej klasy rozgrywkowej.

- Dani Ramírez przychodził do ŁKS-u jako wielka niewiadoma, bo w Stomilu nie zaistniał. Jednak od pierwszych minut Hiszpana w koszulce z przeplatanką wszyscy doszli do wniosku, że mają do czynienia z piłkarzem jak na nasze polskie warunki fantastycznym. Dani skradł serca wszystkich kibiców ŁKS-u. Spragnieni dobrej pilki kibice łodzian tłumnie przychodzili na stadion żeby zobaczyć rozpędzona drużynę Moskala z Danim na czele. Ramírez swoimi efektownymi rajdami, asystami i bramkami miał ogromny wpływ w awans do Ekstraklasy - mówi mi Piotrek Świtalski, redaktor ŁKSFans.pl.

- Ma wszystko, by zostać gwiazdą tej ligi - mówił już w sierpniu, cytowany przez hiszpański dziennik Marca, w sierpniu trener ŁKS-u, Kazimierz Moskal. 

I szkoleniowiec łodzian rzeczywiście miał rację. Choć jego drużyna do wiosennych pojedynków przystąpi jako czerwona latarnia ligi, to sam Ramírez rundę jesienną z pewnością może zaliczyć do udanych. Zresztą, aż ciężko wyobrazić sobie, ile punktów uciułałby ŁKS (ma ich 14), gdyby nie sześć goli i cztery asysty Hiszpana. W sumie miał on bowiem swój udział przy 50% wszystkich goli (10 z 20) łodzian.

- Kibice ŁKS zapamiętają go na długie lata, bo jak można usłyszeć w środowisku łodzian - przy Alei Unii nie widziano takiego piłkarza od czasu Stanisława Terleckiego - dodaje Świtalski.

Hiszpańska perełka w sercu Polski
Kto wie, gdzie grałby teraz Ramírez, gdyby nie zasiedział się w ekipach filialnych wielkich hiszpańskich klubów. Kiedy dwa lata temu Marca przygotowała listę 50 najbardziej obiecujących piłkarzy akademii Realu Madryt z początku dekady, nowy piłkarz Lecha znalazł się na niej wśród takich zawodników jak Dani Carvajal, Nacho, Lucas Vázquez, Jesé Rodríguez czy też... Dani Suárez z Górnika Zabrze.

Przed Ramírezem zakładano więc całkiem solidną karierę, ale on sam z pewnością nie narzeka na to, co mu się podczas niej ostatecznie przytrafiło. Po grze w niższych ligach hiszpańskich (Segunda División B) w Polsce może wreszcie poczuć się gwiazdą. Choć akurat gwiazdorzenie to jedna z ostatnich rzeczy, którą moglibyśmy skojarzyć z 27-latkiem, który w Łodzi zamiast ekstrawaganckim samochodem na treningi dojeżdżał... tramwajem.

- Tak, to prawda. Podróżuję tramwajem i bardzo sobie chwalę ten sposób przemieszczania się. Z domu na ŁKS-u docieram w 10 minut. Jestem bardzo zadowolony z tego rozwiązania - mówił w listopadzie Piotrowi Koźmińskiemu na łamach Super Expressu. I dodał wtedy:  - Z pensji w ŁKS-ie mógłbym kupić dobre auto, ale w tym momencie inne wartości są dla mnie ważniejsze, postanowiłem oszczędzać. Albo na zakup drugiego domu w Hiszpanii, albo na otwarcie biznesu w ojczyźnie.

Jak widać, nowy nabytek Kolejorz potrafi podejmować mądre decyzje nie tylko na samym boisku. Jego w pewnym sensie normalność, tak rzadka wśród wielu przebrzmiałych gwiazdek rodzimej ligi, została też doceniona przez kibiców ŁKS-u. Doczekał się zarówno własnej przyśpiewki (Kto Dani Ramireza w składzie ma, ten w ekstraklasie gra!), jak i przydomku El Profesor, zaczerpniętego z popularnego serialu Dom z papieru

- Kibice nazywają mnie tak, ponieważ tak jak on mam łeb na karku i jestem liderem grupy. Prawdę mówiąc, te porównania z Profesorem bardzo mi schlebiają - przyznał w wywiadzie dla radia PoblaFM.

- Pozytywną energią zarażał wszystkich wokół. Aż prosi się o parafrazę, że to skromny chłopak z Leganés. Ale tak jest. Jego styl życia powoduje, że nie da się go nie lubić. Gdy zbijaliśmy piątkę mijając się gdzieś na mieście lub w okolicach stadionu, wymienialiśmy się szczerym como estás? i jak się masz?. Dał drużynie nutkę fantazji na boisku, za co cenili go wszyscy - od kolegów, przez trenera po prezesa i kibiców - przyznaje Krzysztof Sędzicki, dziennikarz WP Sportowe Fakty i TV Toya.

Czas przełamać hiszpańską klątwę
Choć ostatni dwaj piłkarze z Półwyspu Iberyjskiego (Pedro Tiba i João Amaral) okazali się jak najbardziej trafionymi (jednymi zresztą z nielicznych w minionych latach) transferami Lecha, to w przypadku ich sąsiadów, Hiszpanów ta statystyka wygląda już znacznie gorzej.


Dani Ramírez jest trzecim przedstawicielem kraju mistrzów świata z 2010 roku w Kolejorzu. Tym pierwszym był sprowadzony za kadencji entuzjasty tamtejszego futbolu Jana Urbana Sisi. Środkowy pomocnik trafił na Bułgarską zimą 2016 z dużo większym doświadczeniem w Hiszpanii niż Ramírez - 89 meczów w Primera División i ponad setka w Segunda División mówiły same za siebie. Co jednak po samych statystykach, skoro w Lechu rozegrał zaledwie pięć meczów i po sezonie szybko opuścił stolicę Wielkopolski. Co jednak warte podkreślenia, pod koniec swojej przygody z poznańskim zespołem, zawodnik zachował się bardzo porządnie. Jak niesie bowiem wieść gminna, na miesiąc przed końcem kontraktu przyszedł do gabinetu prezesów, przyznał, że nie wszystko wyszło w Poznaniu tak, jak miało i zrzekł się ostatniej pensji. Klasa. Po swojej przygodzie z Lechem na chwilę zawitał do Grecji, a teraz zakotwiczył już na dobre w drugiej lidze japońskiej - dzisiaj podpisał właśnie kontrakt z Ehime FC.

Drugi z Hiszpanów trafił do Lecha wraz z resztą iberyjskiego zaciągu, czyli latem 2018 roku. Dioni, bo o nim mowa, Kolejorza jednak nie zbawił. Wystąpił w dwukrotnie większej liczbie meczów niż Sisi (10), ale zanotował ledwie 369 minut - w tym blisko połowę w III-ligowych rezerwach. Klub po rundzie jesiennej dość szybko mu podziękował i ten powrócił tam, gdzie czuje się najlepiej - do Segunda B. Tam wraz z Cultural Leonesa pod koniec stycznia wyeliminował z Pucharu Króla samo Atlético Madryt.

 📷 lechpoznan.pl/fot. Przemysław Szyszka

Teraz Dani Ramírez spróbuje zmienić zdanie poznańskich kibiców na temat hiszpańskich zawodników. Zadanie ma niełatwe, bo do zespołu wchodzi w buty innego wielbionego przez fanów piłkarza - Darko Jevticia, którego odejście do Rubina Kazań było dla wielu dość sporym zaskoczeniem. Trener Dariusz Żuraw zapewnia jednak, że Lech na tej zmianie nie wyjdzie na stratnego:

- Wydaje mi się, że Dani jest piłkarzem trochę nawet jeszcze bardziej wszechstronnym niż Darko Jevtić. Mam nadzieję, że wraz z nim nasza gra będzie jeszcze bardziej różnorodna - przyznał szkoleniowiec Kolejorza na konferencji prasowej przed meczem z Rakowem.

W meczu z częstochowianami 27-latka na boisku jeszcze zabraknie - musi bowiem pauzować ze względu na nadmiar żółtych kartek jeszcze w barwach ŁKS-u. W Lechu zadebiutuje zapewne za tydzień w spotkaniu z Cracovią. I być może już w nim spróbuje przełamać hiszpańską klątwę w niebiesko-białych barwach. Komu jak nie jemu - El Profesorowi - ma się to udać?!

Piotrek Przyborowski
📷 lechpoznan.pl/fot. Przemysław Szyszka

Czytaj też: "Ostatni gasi światło"

0 komentarze:

Publikowanie komentarza

tv