aosporcieaosporcieaosporcie

24 grudnia 2019

Adeus, João


Z pewnością nie takiego prezentu na Boże Narodzenie spodziewali się kibice Lecha Poznań. João Amaral odchodzi z Kolejorza. Piłkarz, który miał być gwiazdą Ekstraklasy, opuszcza Bułgarską tylnymi drzwiami...

Najdroższy w historii?
Swego czasu Krzysztof Krawczyk z Edytą Bartosiewicz śpiewali "Trudno tak razem być na ze sobą... Bez siebie nie jest lżej". Tekst tego hitu sprzed kilkunastu lat świetnie obrazuje relację na linii Amaral - Lech. Choć João trafił do Poznania jako rzekomo rekordowy transfer w historii Kolejorza (choć istnieją teorie spiskowe i spekulacje na ten temat) i był (w sumie wciąż jeszcze jest) jednym z najlepiej opłacanych piłkarzy w całej kadrze, nie było mu po drodze z Lechowi.

I to mimo że jego wartość piłkarska jest niepodważalna. Na początku tygodnia stoczyłem nawet krótką dyskusję z Krzysztofem Stanowskim na jego temat. W obecnym sezonie w Ekstraklasie rozegrał 838 minut, co jak na piłkarza tego kalibru to zdecydowanie za mało. Zdołał w nich jednak strzelić trzy gole, dołożył cztery asysty. Krótko mówiąc - co mniej więcej 120 minut uczestniczył w akcjach bramkowych Dumy Wielkopolski. Pod tym względem jest w czołówce nie tylko w Lechu, ale i całej ligi.

Czas na powrót?
Mimo to 28-latek chce teraz Kolejorza opuścić. Tak donosi portugalski Maisfutebol. Kierunek? Paços de Ferreira. Forma transferu? Wypożyczenie do końca sezonu z możliwością wykupu. Vítor Maia, współautor newsa na temat Amarala jest pewny, że ten wraca do Portugalii. Choć w kuluarach spekuluje się, że głównie chodzi tu o powody rodzinne - wraz ze swoją partnerką spodziewają się narodzin pierwszego dziecka - w Poznaniu spekuluje się, że to nie jest jedyny powód.

Lech sprowadził Amarala, by ten był gwiazdą tej ligi. Zresztą już w pierwszych meczach po przybyciu do stolicy Wielkopolski wydawało się, że tak będzie. João już w debiucie uratował ekipę Ivana Djurdjevicia przed kompromitacją na Białorusi z tamtejszym Szachtiorem Soligorsk. W pierwszym meczu jego gol dał Lechowi remis, w rewanżu dwie asysty zapewniły awans do kolejnej rundy eliminacji Ligi Europy. Chwilę później Portugalczyk zanotował również swoje pierwsze trafienia w Ekstraklasie.

Ciekawe, jak potoczyłaby się kariera Amarala w Lechu, gdyby nie (zapewne przedwczesne, co pokazuje przykład Chrobrego Głogów) odejście z Poznania Djuki. Zarówno u Adama Nawałki, jak i Dariusza Żurawia miewał już jedynie momenty. Mimo to wciąż był jednym z najciekawszych (i najgroźniejszych) piłkarzy w całej niebiesko-białej kadrze.

47 meczów rozegrał w Lechu Poznań João Amaral. Strzelił w nich 13 goli i zanotował 10 asyst. Trafił we wszystkich rozgrywkach (Ekstraklasa, Puchar Polski, eliminacje Ligi Europy), w których zagrał

Z Żurawiem było mu wyraźnie nie po drodze. Amaral miał już odejść latem - wtedy rzekomo mocno interesował nim się Sporting Braga. W Poznaniu jednak ostatecznie pozostał, ale przez całą jesień nie zdołał wywalczyć sobie stałego miejsca w pierwszym składzie. Był rzucany po różnych pozycjach i właściwie na większości z nich prezentował się naprawdę solidnie. Żuraw w pewnym momencie tej rundy miał naprawdę problem bogactwa na skrzydłach. No to wiosną już takiego "problemu" mieć zapewne mieć nie będzie...

Z kim "przegrał" Lech?
Amaral w Poznaniu chciał walczyć o trofea, ale to nie było mu dane. Teraz wraca do Portugalii, ale wcale nie trafi do przygotowującej się do fazy pucharowej Ligi Europy Bragi, lecz do Paços de Ferreira. To klub znany z tego, że kilka lat temu dość niespodziewanie zagrał w rundzie play-off eliminacji Ligi Mistrzów. Tam dwa potężne gongi sprzedał mu jednak Zenit, a Portugalczycy później w swojej grupie LE zajęli dopiero trzecie miejsce, nie mając żadnych szans w rywalizacji z Fiorentiną i Dnipro.

Dla klubu z okolic Porto pukanie do bram najbardziej elitarnych klubowych rozgrywek świata okazał się, niczym w przeszłości dla Villarrealu czy Auxerre, prawdziwym pocałunkiem śmierci. W tamtym sezonie Os Castores cudem utrzymali się w Primeira Lidze - uratowały ich baraże. W sezonie 17/18 nie uchroniło ich już jednak nic - wraz z innym niegdysiejszym pucharowiczem Estoril drużyna z Estádio da Mata Real musiała pożegnać się z najwyższą klasą rozgrywkową i po szybkim wywalczeniu biletu powrotnego do elity w minionym sezonie, teraz jest w niej beniaminkiem.

Jak widać, mimo kilku zrywów w swojej historii, nie jest to portugalski potentat. To przede wszystkim przedostatnia obecnie drużyna w tabeli Primeira Ligi. Dla Amarala jednak taki transfer może okazać się... awansem sportowym. Trafia z powrotem do siódmej ligi Europy z Ekstraklasy, który w przyszłym roku będzie zajmować "zaszczytne" 32. miejsce na Starym Kontynencie. I do Portugalii nie wraca z czołowej drużyny ligi, do której przywędrował z Vitórii Setúbal, lecz z klubu o wielkiej marce na polskim rynku, który wciąż szuka jednak swojej drogi. I w tym momencie jest po prostu ligowym średniakiem. A na to João się nie pisał, skoro w podobnej sytuacji może znaleźć się u siebie, w domu. Zapewne za podobne pieniądze. A już na pewno z lepszą pogodą.

0 komentarze:

Prześlij komentarz