25 grudnia 2018

"Rumuński Beckham" może wrócić do ojczyzny


Przychodził do Lecha z łatką piłkarza o sporych umiejętnościach, ale rzekomo dość imprezowym stylu bycia. Tymczasem Mihai Radut okazał się jednym z najbardziej nijakich zawodników, którzy przewinęli się przez Bułgarską w ostatnich latach. Nic więc dziwnego, że Rumun być może już zimą rozstanie się z poznańskim zespołem. Poważnie zainteresowane jest nim ponoć Dinamo Bukareszt.

56 meczów, tylko jeden (!) gol i osiem asyst - bilans Rumuna w Kolejorzu nie powala. Nie dziwi, że najlepiej prezentował się wiosną 2017. Kiedy przyszedł do Lecha zimą tamtego roku, podpisał on z klubem tylko półroczny kontrakt z opcją przedłużenia. Chociaż jakiejś wielkiej furory nie zrobił, rundę wiosenną sezonu 2016/2017 miał jako taką - to właśnie wtedy strzelił swojego jedynego dotychczas gola dla pierwszej drużyny (trafiał też w rezerwach) - miało to miejsce w jednym z najlepszych spotkań Raduta podczas jego przygody z Dumą Wielkopolski, spotkaniu z Bruk-Betem.

Później miewał jeszcze momenty. Ten najgłośniejszy chyba wtedy, kiedy zanotował asystę po zabawieniu się z Arturem Jędrzejczykiem w hitowym starciu z Legią Warszawa w marcu tego roku. Wtedy w jednym z tekstów zacząłem się zresztą zastanawiać, czy 28-latek wreszcie zagra w Poznaniu na miarę swoich możliwości, czy odnajdzie w sobie tę cząstkę Gheorghe Hagiego.

Teraz wydaje się, że Radut owej cząstki nie zdołał znaleźć. U Nenada Bjelicy w minionym sezonie dostał sporo szans (22 spotkania ligowe), ale błysnął tylko na początku wiosny. U Ivana Djurdjevicia na początku również dość często pojawiał się na boisku, ale miało to miejsce jeszcze wtedy, kiedy Lech występował na trzech frontach. Z czasem jego pozycja w zespole stopniowo się osłabiała. U Dariusza Żurawia murawy już nie powąchał, u Adama Nawałki zanotował całkiem udany, ale jedynie półgodzinny epizod w spotkaniu ze Śląskiem Wrocław. To od jego udanej interwencji zaczęła się zresztą jedna z akcji bramkowych w tym wygranym przez Lecha 2:0 spotkaniu

Fakty są jednak takie, że na ostatnie dziesięć ligowych starć Rumun na boisku zaledwie dwukrotnie - oprócz spotkania ze Śląskiem zagrał w podstawowym składzie w meczu z Górnikiem Zabrze na początku października. Czy Adam Nawałka go już skreślił? Tego oczywiście nie wiadomo, ale to, że na mecze z Zagłębiem Sosnowiec i Wisłą Kraków nowy trener Lecha zdecydował się zabrać nastolatków (dwukrotnie Filip Marchwiński i raz Jakub Kamiński) chyba jest nieco wymowne.

Teraz nagle pojawiła się szansa, by z tego nie do końca szczęśliwego małżeństwa wycofać się w całkiem zgrabnym stylu. Na horyzoncie pojawiła się rzekomo oferta z Dinama Bukareszt. Stołeczny klub interesuje się również... bardzo znanym w Poznaniu Ioanie Horze, który w przeszłości był blisko Kolejorza, a teraz od września pozostaje bez klubu.

Dinamo chciałoby nawet zapłacić za Raduta, którego kontrakt wygasa dopiero w 2020. Moja rumuńskie źródła donoszą jednak, że Czerwone Psy mają tylko jeden mały problem - brakuje im pieniędzy. Wiele wskazuje więc, że nawet gdyby pomocnik zdecydował się na powrót do ojczyzny, to ani on, ani tym bardziej Lech żadnej kasy by nie zobaczyli. Dlatego póki co trzeba zadowolić się jedynie życzeniami świątecznymi złożonymi przez rumuńskiego pomocnika za pośrednictwem oficjalnych mediów społecznościowych Dumy Wielkopolski. W kwestii jego przyszłości panuje bowiem pat.


Piotrek Przyborowski
📷 Oskar Jahns / aosporcie.pl

0 komentarze:

Prześlij komentarz

tv