8 października 2018

Wiking wraca na łowy


692 dni czekał Christian Gytkjaer na swój powrót do reprezentacji Danii. Selekcjoner Åge Hareide, który wówczas dał mu szansę zadebiutować w dorosłej kadrze, teraz znów się po niego zgłosił. I choć napastnik Lecha Poznań póki co pojedzie tam tylko w zastępstwie Viktora Fischera i najprawdopodobniej swojego imiennika Christiana Eriksena, to wciąż to powołanie należy traktować jako spore wyróżnienie. 

Kiedy 15 listopada 2016 roku ówczesny napastnik Rosenborga zadebiutował w Gangu Olsena w towarzyskim spotkaniu z Czechami (1:1, gola dla Duńczyków strzelił Nicolai Jørgensen), świat był zupełnie inny. Gole (dokładnie całe dwa) dla Lecha Poznań w fazie grupowej Ligi Europy strzelali Dawid Kownacki i Maciej Gajos, w Polsce wciąż panowała ekstaza związana z ćwierćfinałem Euro, a wszystkich i tak najbardziej zastanawiało, w jaki sposób Donald Trump wygrał wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych.

Od tego czasu sporo się jednak zmieniło. Wówczas Gytkjaer rozpoczynał świętowanie mistrzostwa Norwegii (po którym pamiątką jest legendarne już zdjęcie z pucharem), a sam został królem strzelców tamtejszej Tippeligaen (obecnie nazywającej się Eliteserien). Reprezentacja Danii z kolei była dopiero na 47. miejscu w rankingu FIFA, a za sobą miała raczej upokarzające eliminacje do wspomnianych już Mistrzostw Europy, zakończone przegranymi barażami ze Szwecją.

Kariera Gytkjaera potem wyhamowała. Transfer do TSV 1860 Monachium miał mu zapewnić w bliskiej perspektywie szybki przeskok z drugiej do pierwszej Bundesligi. Historia tego bawarskiego klubu jednak nie potraktowała należycie, tak samo zresztą jak on nie wykorzystał potencjału duńskiego napadziora. Ten latem zeszłego roku trafił więc do Poznania, gdzie liczono na to, że dostając najwyższy kontrakt w całej kadrze, poprowadzi on Kolejorza do trofeów, podobnie jak to miało miejsce w Norwegii z Rosenborgiem.

I chociaż póki co nowych pucharów w gablocie Lechowi brakuje, to Gytkjaer strzela w miarę regularnie. Nie bez powodu już teraz jego poczynania porównywane są do tych wielkich armat z ostatnich lat jak Robert Lewandowski, Artjoms Rudnevs czy Łukasz Teodorczyk. Niemniej, każdy z tej trójki pozostawił przy Bułgarskiej po sobie coś więcej niż tylko gole. Lewy i Teo zdobyli mistrzostwo Polski, a Rudnevs ma oczywiście swoje troefum w postaci hattricka z Juventusem. Żeby więc Gytkjaer na stałe zapisał się na kartach historii Lecha, musi jeszcze dokonać czegoś ekstra.

Tymczasem warto cieszyć się z tego, że Christian znowu liźnie nieco piłki reprezentacyjnej. Szczególnie, że ostatnio Duma Wielkopolski na liczbę powołań na poziomie seniorskim narzekać nie mogła. Tak naprawdę jedynym takim piłkarzem w minionych miesiącach był Maciej Makuszewski. Dlatego ważne jest, by 28-letni napastnik wykorzystał swoją szansę w którymś z najbliższych meczów przeciwko Irlandii (w Lidze Narodów) i Austrii (zwykły towarzyski) i na stałe pozostał w kadrze Danii. A w bliższej perspektywie... żeby tylko powrócił zdrowy do Poznania.


Piotrek Przyborowski
📷 Oskar Jahns / aosporcie.pl

0 komentarze:

Publikowanie komentarza

tv