2 sierpnia 2018

Kibice wracają na europuchary na Bułgarską. Oby tylko nie na jeden mecz


Lech Poznań z formą, ale bez rotacji. Szachtior Soligorsk po przejechaniu rywala w Pucharze Białorusi i trenerem, który lubi grać na dużych stadionach. W czwartek na Stadionie Miejskim wreszcie pojawią się kibice. I oby tylko okazało się, że rewanżowe spotkanie II rundy eliminacji Ligi Europy będzie dla nich piłkarskim świętem, nie zaś futbolową stypą. Początek o 20:45.

Powitanie sezonu
Całkiem przystępne ceny biletów (najtańsze normalne wejściówki zaczynają się od 20 złotych, za najdroższe wzdłuż linii bocznej trzeba zapłacić 35 złotych) i świetna, acz wciąż bardziej niż upalna pogoda (w czasie spotkania temperatura ma wynosić nawet 30 stopni sprawia, że władze Lecha z pewnością spodziewają się solidnej frekwencji. Czwartkowe starcie z trzecią drużyną ostatniego sezonu białoruskiej ekstraklasy będzie przywitaniem poznańskich kibiców z piłkarskim sezonem 2018/2019. Pierwszy domowy mecz u siebie w lidze przeciwko Cracovii Kolejorz rozegrał przy pustych trybunach. Szansę na przywitanie nowego sezonu w stolicy naszego województwa miała też w miniony weekend Warta. Ta jednak z powodów infrastrukturalnych swój mecz z Garbarnią Kraków musiała rozegrać w Grodzisku Wielkopolski.

W czwartek poznańscy kibice przywitają więc oficjalnie nowy sezon i zupełnie odmienionego Lecha. W ciągu dwóch miesięcy przy Bułgarskiej zmieniło się wiele. W spotkaniu z Pasami wybiegło tylko czterech zawodników, którzy pojawili się na boisku pod koniec ubiegłych, jakże smutnych rozgrywek, kiedy Lech podejmował u siebie Legię.

Chociaż początkowo Lech sprowadził za darmo z Wisły Kraków Tomasza Cywkę oraz z III-ligowej Polonii Środa Wielkopolska Karola Szymańskiego, z czasem rozpędził się na rynku transferowym. W ostatnich spotkaniach pierwsze skrzypce grał Tiba. Portugalczyk, który wygrał tytuł gracza lipca w  zorganizowanym przez aosporcie.pl na Twitterze plebiscycie #LechowyZawodnikMiesiąca, wyrasta na lidera Kolejorza. W Soligorsku to właśnie on zresztą podał piłkę do swojego rodaka i innego nowego piłkarza Lecha, João Amarala, który następnie pokonał bramkarza Szachtiora i tym samym dał pewną zaliczkę Lechowi przed rewanżem.

W Poznaniu Lech teoretycznie nie musi bowiem nawet zwyciężyć, by awansować do III rundy. W pierwszym spotkaniu padł wynik 1:1, więc w razie bezbramkowego remisu to Duma Wielkopolski za tydzień pojedzie do Belgii, by zmierzyć się z Genkiem. Takie kalkulowanie to jednak futbolowe samobójstwo. Doskonale wie o tym zresztą Ivan Djurdjević, który zarazem chce, by jego drużyna grała efektownie. Poza tym doskonale zna poznańskich kibiców i ich wymagania. O minimalizmie, przynajmniej na boisku, w czwartek nie może więc być mowy.

Coraz lepszy system
Normalnie pewnie pokusiłbym się o postawienie tezy, że Lech nie będzie grać na bezbramkowy remis, bo przy grą trójką obrońców i tak tego gola w którymś momencie straci. Tymczasem Djuka zamknął swoim krytykom usta po tym, jak jego zespół pokonał w niedzielę Cracovię. I chociaż akurat w przypadku gry na zero z tyłu miał przy tym sporo szczęścia (Michał Helik nie wykorzystał rzutu karnego), to przynajmniej w pierwszej połowie grał co najmniej solidnie. 

W systemie z trójką obrońców szczególnie dobrze czuje się Thomas Rogne. Norweg powoli wyrasta nawet na lidera defensywy Kolejorza. Wpierw kibice w tej roli widzieli Nikolę Vujadinovicia. Ten jednak w ostatnich spotkaniach nie grał. Do Soligorska nie poleciał przez problemy z plecami, z tego samego powodu zabrakło go też w spotkaniu z Cracovią. W rewanżu Djurdjević chce go z kolei oszczędzić, ponieważ Czarnogórca dopadała w ostatnich dniach gorączka.

Oprócz rosłego defensora Lech będzie musiał sobie też poradzić bez swojego najnowszego nabytku, Dioniego. Hiszpan, o którym pisałem już więcej tuż po tym, jak ogłoszono jego testy medyczne, przeszedł je pomyślnie i podpisał z Dumą Wielkopolski dwuletni kontrakt. Jak sam jednak przyznał trener Djurdjević, w najbliższych spotkaniach nie zobaczymy go jeszcze w akcji.

Pedro Tiba był bohaterem lipcowych spotkań Lecha Poznań. Oby równie dobrze szło mu już w tych sierpniowych starciach

Nierotacyjny Lech
Trener Ireneusz Mamrot w Jagiellonii rotuje składem niemal co mecz, by jego piłkarze byli w jak najlepszej formie na spotkania pucharowe (Jaga o 21 zmierzy się z Rio Ave). Podobnie postępuje też Marcin Brosz, który nie ma takiego kadrowego bogactwa jak szkoleniowiec wicemistrzów Polski, ale i tak próbował oszczędzać w pierwszych meczach ligowych hiszpańskie trio Angulo - Jiménez - Suárez. Inne zdanie na temat rotacji ma z kolei Djurdjević:

- Dlaczego mamy rotować, skoro jesteśmy dopiero po wakacjach? Jeśli teraz miałbym rotować, co dopiero w grudniu? Zawodnik musi się zmęczyć i poznać swoje maksymalne możliwości. Jeśli ja w wieku 32 czy 33 lat za kadencji trenera Smudy wraz z kolegami graliśmy wszystkie spotkania, chociaż mieliśmy gorsze warunki i opcje regeneracji, to uważam, że ci zawodnicy teraz po prostu muszą się zmęczyć, by wiedzieć, kiedy są naprawdę zmęczeni. Taki Maciej Makuszewski gra od początku tego sezonu i świetnie się czuję. Będziemy robić zmiany, gdy będzie to naprawdę potrzebne - powiedział na przedmeczowej konferencji

Inna sprawa, że trener Lecha podobnie jak Brosz póki co nie mógł narzekać na nadmiar zawodników w kadrze. W pierwszych spotkaniach tego sezonu na ławce zasiadali wcześniej grający tylko w rezerwach Maciej Orłowski, świeżo upieczony król strzelców Centralnej Ligi Juniorów Hubert Sobol, a w Armenii podczas meczu z Gandzasarem rezerwowym bramkarzem był Szymański. Wydaje się jednak, że postępowanie Djuki jest jak najbardziej zdroworozsądkowe. Szczególnie, że pokazują to ostatnie wyniki jego drużyny.

Ogrzali się w blasku czerwonej latarni
W dobrych humorach są też przed czwartkowym rewanżem podopieczni Siergieja Taszujewa. Szachtior w niedzielę rozgromił w Pucharze Białorusi FK Čist́ aż 11:0. Wynik ten poszedł w świat, wielu polskich ekspertów naprawdę zaczęło wierzyć w to, że czwartkowy rywal Lecha stał się nagle białoruską potęgą. Na szczęście znalazło się też wielu trzeźwych w ocenie ludzi, którzy trafnie zauważyli, że pucharowy przeciwnik Szachtiora to czerwona latarnia białoruskiej I ligi. W 14 meczach obecnego sezonu zdobyła zaledwie pięć punktów (wszystkie po remisach, ostatnim na początku czerwca) i jest w gruncie rzeczy drużyną amatorską.

O tym, że Szachtior wcale nagle w ciągu tygodnia nie stał się też ofensywnym ogierem, mówił trener Taszujew. W jednej z prasowych wypowiedzi wspomniał, że jego drużyna o wiele gorzej radzi sobie w przodzie niż w defensywie. Było to zresztą widoczne już w pierwszym spotkaniu, w którym gdyby nie błąd Jasmina Buricia, Lech raczej nie straciłby bramki z gry.

Co ciekawe, wydaje się, że problemem Szachtiora nie będzie być może nawet kilkanaście tysięcy kibiców, którzy pojawią się tak tłumnie mimo wakacji przy Bułgarskiej. Ba! Taszujew nie ma wątpliwości, że jego zespół nawet wolałby zagrać przy takiej gromadzie:

- Oczywiście, że nasz zespół lubi grać na dużych stadionach. Gdy stadion jest pełny, powoduje to dodatkowe emocje i dodaje sił zespołowi. Kiedy po raz pierwszy ogłoszono, że gra odbędzie się na pustym stadionie, nie spodobało nam się to - przyznał na konferencji, cytowany przez białoruską Tribunę

Lech Poznań w czwartek staje przed poważną szansą na jakże ważny już nie tylko dla niego, ale i kondycji polskiej piłki awans do III rundy eliminacji Ligi Europy. I chociaż tam czeka już na niego rywal z dużo wyższej półki, czyli Genk (w dwumeczu z luksemburską Folą wygrał 9:1), to osiągnięcie tego etapu powinno być dla Kolejorza zwykłą przyzwoitością. Najpierw trzeba się jednak przede wszystkim skupić na zwycięstwie na Szachtiorem. A to w czwartek przy defensywnie ustawionych Białorusinach wcale nie musi być aż takie łatwe.



Piotrek Przyborowski
📷 Oskar Jahns / aosporcie.pl

0 komentarze:

Prześlij komentarz

tv