8 czerwca 2018

Niebiesko-biała reprezentacja Polski [#Młundialjeiro]

Mundial dla piłkarzy to wyjątkowe wydarzenie, żaden z tych, co dostaje szansę wyjazdu ze swoją reprezentacją, nie może być pewien, że to nie jest jego jedyna okazja do zaistnienia na jednej z największych imprez sportowych świata. Oczy całego futbolowego świata już za kilka dni zwrócone będą na Rosję. Adam Nawałka w poniedziałek podał 23-osobową kadrę, którą zabierze do Soczi, i aż ośmiu (a może nawet dziewięciu) spośród wybrańców selekcjonera miało w swojej karierze dłuższy lub krótszy przystanek w Poznaniu. 

Analizując powołania formacjami, zaczynamy od bramkarzy, wśród których znalazł się wieloletni reprezentant Polski Łukasz Fabiański. Zarazem jego przygoda z Kolejorzem była najkrótsza i niezbyt kolorowa - Fabian  był w Lechu tylko w 2004 roku, w stolicy Wielkopolski podpisał swój pierwszy zawodowy, ale był jedynie rezerwowym i na boisko, nie licząc Pucharu Polski, wyszedł okrągłe 0 razy. Zimą przeszedł do Legii Warszawa, a stamtąd już wybył na Wyspy, gdzie stał się golkiperem najwyższej klasy.

Wśród defensorów powołanych przez Adama Nawałkę znajdziemy już kilku piłkarzy, którzy grali w niebiesko-białych barwach. Bartosz Bereszyński, który podobnie jak Fabiański odszedł do Warszawy i również dopiero tam zaczął stawać się piłkarzem na wysokim poziomie. W odróżnieniu od bramkarza reprezentacji Polski, Bereś musiał zmienić pozycję, żeby na boisku pokazać pełnię swoich możliwości. Potencjał na prawego obrońcę odkrył w nim Jan Urban, co okazało się strzałem w dziesiątkę, bo po blisko czterech latach gry dla warszawian przeniósł się do Sampdorii Genua, gdzie tworzy polskie trio z innymi, już bardziej zasłużonymi dla Poznania byłymi Lechitami.

Kolejnym obrońcą, jadącym z Adamem Nawałką do Rosji jest rosły stoper Jan Bednarek, który już Dumie Wielkopolski zawdzięcza bardzo wiele, właściwie w ciągu roku, gdy jesienią 2016 roku wrócił z wypożyczenia do Górnika Łęczna, stał się zawodnikiem, za którego Southampton było w stanie wyłożyć bagatela 6 milionów euro! Tym samym Bedi stał się najdroższym piłkarzem, który opuścił rodzimą ligę.

W Premier League również pokazał, że nie potrzebuje dużo, by wejść na swój najwyższy poziom - po blisko roku siedzenia na ławce i grania w drużynie Świętych U 23, na pięć kolejek przed końcem dostał szansę debiutu i  to był debiut marzeń! Przeciwko broniącej tytułu Chelsea zagrał od początku, a w 60. minucie wpisał się na listę strzelców. Potem już nie obniżał lotów i Nawałka zdecydował się zaprosić Jasia na zgrupowanie do Arłamowa.

W związku z pechową kontuzją Kamila Glika, która może go wykluczyć z wyjazdu do Rosji, Jan Bednarek ma niemałe szanse, aby znaleźć się w wyjściowym składzie. Szczególnie jeśli trener biało-czerwonych zdecyduje się wyjść testowanym w ostatnich meczach ustawieniem z trójką stoperów. Na kontuzji obrońcy Monaco może skorzystać również inny były Lechita, który podobnie do Bednarka w Poznaniu stał się piłkarzem, a za granicą dorósł. 


Mowa oczywiście o Marcinie Kamińskim, który w Poznaniu spędził aż siedem lat (11, jeśli doliczymy karierę juniorską). W przypadku Kamyka, który w zeszłym roku powrócił z VfB Stuttgart do Bundesligi, sam wyjazd zależy już tylko i wyłącznie od stanu zdrowia Gliksona, ale Kamiński wciąż jest zawodnikiem branym pod uwagę przez Nawałkę i nie opuścił zgrupowania kadry. Warto wspomnieć, że koninian spędził w Lechu najwięcej czasu ze wszystkich byłych Lechitów jadących do Rosji i dwukrotnie podnosił puchar za majstra, choć Kamiński z 2010 i 2015 roku to oczywiście dwaj różni zawodnicy.


Wraz z Czaplą, kluczową rolę dla zwycięstwa Kolejorza w 2015 roku miał Karol Linetty, który jeszcze jako zawodnik Lecha Poznań pojechał na Euro 2016 do Francji. Choć wtedy nie wystąpił w żadnym meczu, to tym razem może odegrać już znacznie większą rolę, ponieważ biletu na samolot do Rosji nie dostał Krzysztof Mączyński. Linetty również jest zawodnikiem, który w Lechu rozwinął swoje umiejętności, ale dopiero przeprowadzka do Sampdorii sprawiła, że stał się większy fizycznie.

Wśród powołanych byłych Lechitów znajduje się też Sławomir Peszko, który w przeszłości, jak głosiły plotki, miał nawet wrócić do Poznania, jednak klub nie chciał sprostać jego oczekiwaniom finansowym. Choć obecnie, po sprzeczkach m.in. z Nenadem Bjelicą, nie jest już specjalnie lubiany przez kibiców z Wielkopolski, to należy pamiętać, że to właśnie Peszkin był filarem jednej z najlepszych kadr Lecha w XXI wieku.

Wraz z Lewandowskim i Stilicem podbijał europejskie boiska, był kluczową postacią legendarnego meczu z Austrią Wiedeń, a niektórzy twierdzą, że również w reprezentacji w poprzednich eliminacjach strzelił kluczowego dla awansu gola w meczu w Dublinie. Teraz jego wyjazd na mundial jest zagadką - do końca nie wiadomo, czy jedzie tam tylko pić, jeść, spać jak Tamagotchi, czy może trener Nawałka ma plan, który Peszko będzie w stanie zrealizować na boisku.

Najwięcej reprezentantów Polski Kolejorz dał jednak w ataku, aż dla trzech z czterech napastników, lecących do Rosji, bardzo duży wpływ na rozwój kariery miał właśnie przystanek w Poznaniu. Jako pierwszy przy Bułgarskiej grał Lewandowski, o którym nie trzeba za wiele mówić, może warto jedynie dodać, że do Lecha trafił głównie dlatego, że nie chciano go we wspominanej już wcześniej Legii Warszawa. Można zatem powiedzieć, że Lewy jest trochę odkupieniem win za to, że wcześniej poznaniacy nie poznali się na Fabiańskim, a później na Bereszyńskim.

Później mieliśmy dwóch wielkich, choć chyba nie do końca docenionych w Poznaniu napastników, mowa tu o Łukaszu Teodorczyku i Dawidzie Kownackim. Pierwszy dopiero przed odejściem z Kolejorza zaczął strzelać dla niego seryjnie bramki, natomiast drugi od początku był uznawany za odkrycie, ale nigdy do końca nie mógł udowodnić tego w golach.

Obydwóm jednak wiele dały przenosiny z Poznania, Teo odszedł najpierw na Ukrainę do Dynama Kijów, z którym podpisał pięcioletni kontrakt, tam jednak nie czuł się zbyt dobrze i został wypożyczony do Anderlechtu, gdzie odżył i w obydwu sezonach zanotował dwucyfrowe zdobycze bramkowe. Z kolei Kownaś, choć w Sampdorii nie jest podstawowym zawodnikiem, to średnią goli na mecz ma całkiem imponującą.

Żaden inny klub z Ekstraklasy nie wychował tylu reprezentantów Polski co właśnie Lech Poznań. I chociaż za to Kolejorz żadnego trofeum nie dostanie, to jednak jest to osiągnięcie warte odnotowania. Szkoda tylko, że w ostatnich latach nie przełożyło się to też na sukcesy poznańskiego klubu.


Mateusz Włodarczyk
📷 Oskar Jahns / aosporcie.pl

0 komentarze:

Publikowanie komentarza

tv