5 lipca 2017

Bednarek nie pierwszy i... nie ostatni. Lechici umieją się cenić


Jan Bednarek 1 lipca został nowym zawodnikiem Southampton. Jego transfer do klubu z Premier League nie jest pierwszą konkretną transakcją Kolejorza w historii. Działacze z Bułgarskiej nie po raz pierwszy pokazali, że w wypromowaniu graczy nie mają sobie równych.

Pięcioletni kontrakt, sześć (liczbowo 6) milionów euro dla Lecha, do tego wszystkiego jeszcze ewentualne bonusy i 15% od kolejnego transferu. To nie ma być żaden pean dla władz Dumy Wielkopolski, bowiem te w ostatnich latach też oczywiście popełniły wiele błędów. Nie ulega jednak wątpliwości, że transfer chłopaka, który w Ekstraklasie rozegrał zaledwie 48 meczów (w tym 17 walcząc o utrzymanie z Górnikiem Łęczna), za taką sumę należy potraktować jako olbrzymi sukces.

Rzecz jasna Bedi przewodzi we wszystkich tabelach transferowych dotyczących Lecha. Warto jednak zauważyć, że nikt w tak młodym wieku nie odszedł za tak wielkie pieniądze z Kolejorza. Drugi w tej i ogólnej klasyfikacji Robert Lewandowski opuszczał Bułgarską też mając 21 lat, tyle że obecnie gracz Bayernu ma urodziny w sierpniu i de facto był już wtedy 22-latkiem. Kosztował Borussię Dortmund niemal pięć milionów euro. Co innego Karol Linetty, który podobnie jak Bednarek teraz zdecydował się na odejście z Lecha do Sampdorii za 3,2 miliona euro również będąc 21-latkiem.

Wśród najwyższych transferów brakuje starszych zawodników, nie wspominając już o graczach powyżej 30. roku życia. Nie patrząc w futbolową prehistorię, najstarszym piłkarzem, który opuścił za gotówkę Kolejorza był Bartosz Bosacki. Znakomity defensor, wieloletni kapitan Lecha, odszedł w lipcu 2004 roku do FC Nürnberg za 150 tysięcy euro. Bosy Bundesligi jednak nie zawojował, przez półtora roku rozegrał ledwie 17 meczów w Bundeslidze i na pół roku przez Mistrzostwami Świata powrócił w styczniu 2006 do Lecha. Ten ruch okazał się strzałem w dziesiątkę, ostatecznie znalazł się on bowiem w kadrze powołanej przez Pawła Janasa na mundial nomen omen rozgrywany w Niemczech i ostatecznie uratował honor Polaków, strzelając dwa gole Kostaryce.

Analizując jednak najwyższe transfery z Lecha, większość piłkarzy odnalazła się w swoich nowych klubach. Dotyczy to szczególnie Polaków, spośród których najsłabiej poradził sobie w sumie... Piotr Reiss. Reksio odszedł w grudniu 1998 do berlińskiej Herthy, ale w stolicy Niemiec radził sobie słabo. Jego niemieckie wojaże ostatecznie zakończyły się niecałe trzy lata później, kiedy po graniu w MSV Duisburg i Greuther Fürth wrócił na Bułgarską, by zostać legendą Kolejorza.

Największe transfery w historii Lecha Poznań | foto: Transfermarkt.pl

Szansa na grę? Całkiem spora!
Wiele osób wieszczyło, że Bartosz Kapustka nie poradzi sobie w Leicester i będzie musiał sobie teraz szukać nowego klubu i... miały one rację. Na tyle zresztą, że ostatnio pojawiały się nawet informacje, że były gracz Cracovii był widziany w Poznaniu i być może wzmocni właśnie Lecha. Choć była to oczywiście zwykła kaczka dziennikarska, to jednak może świadczyć o tym, że pomocnik rozważa powrót do Ekstraklasy, a to byłoby chyba jednoznaczne z przyznaniem się do błędu przy wyborze klubu rok temu.

Kapi miał jednak w ekipie ówczesnych mistrzów Anglii ogromną konkurencję na swojej pozycji. W przypadku Bednarka nie wygląda to aż tak źle. Już wcześniej klub opuścił Martín Cáceres, który Premier League zdecydowanie nie podbił (jeden ligowy mecz z Middlesbrough). Florin Gardos w minionym sezonie najpierw miał kontuzję kolana, a potem zagrał jedynie w dwóch meczach pucharowych.

Ktoś jednak musiał na tym środku obrony dla Świętych grać. Do tej grupy zaliczać należy następującą czwórkę: José Fonte, Virgil van Dijk, Maya Yoshida oraz Jack Stephens. Portugalczyk w styczniu odszedł jednak dość niespodziewanie do West Hamu, Holendra natomiast bardzo chciałby w Liverpoolu Jürgen Klopp, który jest gotów wydać na niego fortunę. Pozostaje więc Japończyk, który nie grał zbyt wiele do momentu odejścia Fonte oraz 23-letni Stephens. Na Anglika z pewnością w Southampton będą chcieli stawiać, choćby ze względu na to, że później będzie można z pewnością na nim sporo zarobić. Podobnie jak na Bednarku.

Polak ma zresztą masę szczęścia również z powodu zmiany na stanowisku trenera Soton. Normalnie mógłby się obawiać, że kto inny go teoretycznie obserwował, kto inny będzie z nim pracować. Jednakże nowym szkoleniowcem ósmej drużyny minionego sezonu Premier League został Mauricio Pellegrino. Człowiek, który z Alavés zajął nie tylko solidne miejsce w Primera División (dziewiąte beniaminkom rzadko się przytrafia), ale przede wszystkim dotarł do finału Pucharu Króla, w którym jednak podopieczni Argentyńczyka musieli uznać wyższość Barcelony.

Warto jednak podkreślić, że były zawodnik i trener Valencii jest specjalistą od... trenowania stoperów. To od nich chciał formować swoją ekipę na Estadio Mestalla, to dzięki solidnej defensywie doprowadził też do takich wyników w Alavés. Potrafi też rotować składem, co może okazać się zbawienne dla kogoś nowego w klubie, w tym przypadku Bednarka.

Bedi to chłopak ogarnięty, który świetnie włada angielskim i w przeciwieństwie do wielu swoich kolegów nigdy nie traktował nauki jedynie jako dodatku do swojej kariery. Potrafi się odnaleźć w grupie, co było doskonale widoczne w filmikach Łączy Nas Piłka podczas zgrupowania reprezentacji Polski U-21. Jest więc ogromna szansa na to, że będzie to kolejny gracz wypuszczony za niezłe pieniądze przez Lecha Poznań, z którego lada chwila będzie mógł korzystać selekcjoner Adam Nawałka. A chyba właśnie o to w tym wszystkim chodzi.

Autor: Piotr Przyborowski | @P_Przyborowski | piotrek.przyborowski@gmail.com | foto: Twitter / SouthamptonFC; Transfermarkt.pl

0 komentarze:

Prześlij komentarz

tv