28 lipca 2015

Starcie dwóch Dawidów: Lech Poznań kontra FC Basel

Już jutro mecz Lech Poznań - FC Basel, czyli jedno z najważniejszych wydarzeń w historii Kolejorza w XXI wieku. Postaraliśmy się nieco bardziej przyjrzeć rywalom Lecha i trzeba przyznać, że podopiecznych Macieja Skorży... czeka ciężkie, ale nie niemożliwe zadanie.

Włodarze mistrza Polski mogą ostatnio czuć się pechowcami. W II rundzie eliminacji do Ligi Mistrzów wylosowali teoretycznie najsilniejszą możliwą drużynę, FK Sarajewo. Na całe szczęście okazało się, że klub z Bośni i Hercegowiny jest niczym ten diabeł, który nie jest taki straszny, jak go malują. Pokonanie piłkarzy z Sarajewa było jednak dopiero pierwszym krokiem i, jak się miało okazać, nie tym najtrudniejszym, ponieważ w kolejnej rundzie jako przeciwnika Kolejorz wylosował szwajcarską drużynę FC Basel.

O drużynie z Bazylei często mówi się: europejski średniak. I trudno nie zgodzić się z tą opinią. Ostatnimi czasy regularnie pojawia się ona a to w rozgrywkach Ligi Mistrzów, a to w Lidze Europy. Klubowa akademia seryjnie produkuje wartościowych zawodników, takich jak choćby Xherdan Shaqiri. Kroku dotrzymuje im bardzo dobrze rozwinięta sieć skautingu, która potrafi wyszperać takie perełki jak Mohamed Salah, zawodnik, który mógł grać w polskiej Ekstraklasie, ale został odrzucony przez jeden z klubów, ponieważ nie widziano w nim potencjału na dobrego zawodnika. Na krajowym podwórku drużyna z Bazylei zdominowała rozgrywki. Od sezonu 09/10 jest nieprzerwanym mistrzem kraju, w sumie w całej historii uzbierała 18 tytułów mistrzowskich. Mimo to trzeba przyznać, że liga szwajcarska nie należy do jakichś elitarnych rozgrywek. Najwyższa klasa rozgrywkowa obejmuje dziesięć drużyn, z których tylko kilka aspiruje do wybijania się ponad przeciętność, chociażby Young Boys Berno, którzy w zeszłym sezonie w Lidze Europy dostali solidną lekcję futbolu z angielskim Evertonem (który potem zgarnął jeszcze większą lekcję od Dnipro).


Pozornie FC Basel wydaję się rywalem wyjątkowo trudnym do pokonania. Jest jednak kilka okoliczności sprzyjających, które mogą pomóc Lechitom przełamać strach przed pierwszym starciem na Bułgarskiej. Po pierwsze, w drużynie nastąpiła zmiana na stanowisku trenera. Trenera Paulo Sousę zastąpił Urs Fischer. Decyzja ta bez wątpienia miała wpływ na kondycję zespołu, choć trudno podejrzewać precyzyjnych jak zegarki Swiss Szwajcarów o to, że decyzję tę podjęli w sposób nierozważny czy pochopny. Po drugie, klub opuściło kilku wartościowych piłkarzy, takich jak obrońca Fabian Schär, pomocnik Fabian Frei, czy odchodząca na emeryturę gwiazda zespołu Marco Streller. Na ich miejsce od razu zostali sprowadzeni wartościowi zmiennicy, tacy jak Marc Janko, doświadczony austriacki napastnik, który co prawda ostatnio grał w Australii, ale na Antypodach nie zapomniał, jak się strzela (w ostatnim sezonie 16 goli w 24 meczach dla Sydney FC). Można by założyć z jednej strony, że aklimatyzacja nowych zawodników powinna zająć trochę czasu i będzie to miało wpływ na wyniki drużyny. Z drugiej jednak strony przeczą temu rezultaty dwóch ostatnich spotkań w lidze, w której FC Basel zdobyło komplet punktów. Zwrócić należy jednak uwagę na ostatni mecz z Grasshoperem Zurich, w którym to drużyna Ursa Fischera straciła w krótkim czasie dwie bramki. Jest to znak, że najbliżsi przeciwnicy Lecha Poznań nie są Goliatem nie do ruszenia, a jedynie Dawidem, który zręcznie poczyna sobie wśród największych.

Do miana drużyny na stałe włączonej w rywalizacje największych drużyn w Europie chciałby właśnie aspirować Lech. Prezesi Lecha i nie tylko jako wzór rozwoju podają właśnie drużynę FC Basel. I ostatnimi czasy nie są to tylko i wyłącznie puste słowa i slogany. W drużynie Macieja Skorży gra na stałe w podstawowym składzie czterech-pięciu wychowanków klubowej akademii we Wronkach. Kamiński, Kędziora, Linetty, Kownacki i Formella. Oprócz nich inna zdolna młodzież, obecnie wypożyczona do innych klubów jak Serafin czy Bednarek.

Można by natomiast polemizować z jakością sieci skautingu. Ostatnimi czasy kilka transferów do poznańskiej drużyny okazało się być totalnymi niewypałami, wystarczy wspomnieć Arnauda Djouma, czy Muhameda Keitę. Kilka z nich nadal nie przekonuje swoją postawą na boisku, jak chociażby Tamás Kádár. Z tej najnowszej czwórki, która dołączyła do Lecha Poznań właściwie tylko Dennis Thomalla przekonuje swoją grą. Dariusz Dudka już zasłużył na miano anty-piłkarza, który w razie odejścia Linettego nie będzie w stanie zapełnić luki w środkowej części boiska. Podobnie Abdul Aziz Tetteh, który dodatkowo zaczął pracować na łatkę piłkarskiego brutala. Marcin Robak gdyby nie jego udział w akcji bramkowej z Lechią Gdańsk nadal miałby zero na koncie. A należy wspomnieć, że jego udział polegał na wpakowaniu piłki do pustej bramki (inna sprawa, że fenomenalnie się ustawił, co zdecydowanie należy zaliczyć na plus). Oczywiście całej tej grupce trzeba jeszcze dać czas na aklimatyzację, ale w Poznaniu cały czas będą mocno obserwowani.

Darko Jevtic (links) bei einem Testspieleinsatz für den FCB im Sommer 2013.

Dodatkowym elementem podgrzewającym atmosferę dwumeczu jest Darko Jevtić, wychowanek szwajcarskiej akademii FC Basel. On sam mówi, że swoją macierzystą drużynę kocha po dziś dzień, czego dowodem może być chociażby klubowy herb zdobiący auto Szwajcara. W tym dwumeczu sentymenty muszą jednak odejść na bok, a Darko musi znaleźć formę z poprzedniego sezonu, bo jak na razie nie daje drużynie tego, czego od niego się oczekuje. Trener Skorża martwić się musi nie tylko o formę Jevticia, ale również o stan zdrowia swojego najważniejszego ogniwa- Karola Linettego. O ile kontuzje Dawida Konwackiego dało się w jakiś sposób załatać, o tyle Karol okazuje się być ostatnio elementem niezbędnym do prawidłowej gry Lecha w środku pola, a jego odejście może się okazać niepowetowaną stratą i powinno zmusić zarząd do poszukania zastępcy, bądź wymusić na Macieju Skorży przesunięcie na tę pozycję kogoś o odpowiednich predyspozycjach. 
Problemy pojawią się ostatnio nie tylko w środkowej części boiska, ale również w formacji defensywnej Lechitów. Kontuzja Paulusa Arajuuriego spowodowała małe zamieszanie w tyłach. Zastępcą fińskiego filaru obrony Lecha mianowany został Tamás Kádár, który nie do końca spełnia wszystkie oczekiwania. Wprawdzie potrafi świetnie wyprowadzić piłkę z własnej połowy prostopadłym podaniem, co ostatnio powoli staję się normą w Lechu, ale kiedy przychodzi czas na odbiór piłki we własnym polu karnym, czy też walkę w powietrzu przy rzucie rożnym, to Węgier potrafi się czasem pogubić. I to z fatalnym skutkiem, powodując na przykład groźne kontry Pogoni, czy też zostając głównym winnym straty bramki na 1:1 w meczu z drużyną z Gdańska.

Światełkiem w tunelu i nadzieją dla poznańskiego Lecha jest rosnąca od jakiegoś czasu forma całej drużyny, a także zmiany w psychice samych zawodników. Lech nie poddaje się już tak łatwo, walczy do końca, co pokazał chociażby mecz z Lechią, w którym najładniejsza akcja spotkania rozegrała się w doliczonym czasie gry. Jeżeli Kolejorz wykaże się taką determinacją i wolą walki, a trener rozwiąże problemy w defensywie i pomocy, to szansę na awans do kolejne rundy polskiej drużyny zdecydowanie rosną.

Mecz Lech Poznań - FC Basel już w środę o godzinie 20:45 na INEA Stadionie. Rewanż tydzień później na Stadionie Świętego Jakuba w Bazylei. Oba spotkania pokaże TVP1, transmisje będą również dostępne za pośrednictwem SPORT.TVP.PL, natomiast radiowa w TakSięGra FM.



Autor: Mateusz Cholewa | matichol96@gmail.com | foto: FCB.ch

0 komentarze:

Publikowanie komentarza

tv