30 lipca 2015

Zwyciężył spryt, dojrzałość i cwaniactwo. Lech daleko od Ligi Mistrzów


Wiara będzie do końca, ale po pierwszym meczu III rundy eliminacji Lech Poznań jest zdecydowanie dalej niż bliżej Ligi Mistrzów. Kolejorz nie tylko nie zdołał wywalczyć korzystnego wyniku w meczu z FC Basel, ale przegrał 1:3 i za tydzień o odrobienie start będzie bardzo trudno.

Podniosła atmosfera, wspaniała oprawa i wielkie napięcie - to było czuć na INEA Stadionie już od pierwszych minut spotkania, które było okrzyknięte mianem tego najważniejszego od lat. W końcu po jednej stronie stała drużyna, która stawiana jest jako wzór dla Lecha. Drużyna, która w ostatnim sezonie dotarła do 1/8 Ligi Mistrzów. Krótko mówiąc, zespół totalny.

Pierwsza połowa była jednak bardzo wyrównana, wręcz można powiedzieć, że wynik po niej był raczej znacznie korzystniejszy dla gości, którzy na pewno nie dominowali nad poznaniakami, było prędzej odwrotnie - to Lech miał częściej inicjatywę, świetną okazję na gola zmarnował Thomalla.

Kiedy jednak Kolejorz był coraz bliższy strzelenia tego bardzo ważnego dla całego polskiego futbolu gola, to... Michael Lang wpakował piłkę do siatki strzeżonej przez Jasmina Buricia po rzucie rożnym wykonanym przez Lucę Zuffiego. Nie można więc się dziwić, że na pomeczowej konferencji Bożydar Iwanow z Polsatu Sport spytał się trenera Skorżę, czy zespół aby nie traci zbyt wiele goli po stałych fragmentach gry. Szkoleniowiec Lecha odparł, że jest w tym trochę racji.


Lech na stratę gola odpowiedział jak najlepiej tylko mógł. Kapitalny strzał Szymona Pawłowskiego. Piłka odbiła się od poprzeczki, a następnie od niemal linii bramkowej. Byłoby ogromnym pechem, gdyby ta ostatecznie nie znalazła się w sieci. Na szczęście dla mistrzów Polski w odpowiednim miejscu znalazł się Denis Thomalla, który doprowadził 25 tysięcy kibiców do szału.


Druga połowa rozpoczęła się źle. Najpierw żółta kartka dla strzelca bramki dla Lecha, potem trener Skorża, chcąc nie ryzykować, zdjął młodego Niemca i wpuścił już w 55. minucie na plac gry Marcina Robaka. Chwilę potem... czerwoną kartką otrzymał Tomek Kędziora. No właśnie, to kolejna z nieco kontrowersyjnych decyzji angielskiego arbitra Anthony'ego Taylora tego dnia. Ok, młody defensor lekko na pewno popchnął Birkira Bjarnasona (notabene jednego z najlepszych w ekipie gości tego dnia), ale czy od razu trzeba było wyrzucić z boiska Polaka?

Cały stadion liczył na Jasmina Buricia... i się nie przeliczył. Bośniak wyczuł zamiary strzelającego rzut karny Shkëlzena Gashiego i wybronił uderzenie Albańczyka. Jeden z dziennikarzy obok powiedział, że teraz to już trzeba to wygrać. No właśnie...

To całe zdarzenie, które przywołuje mi na myśl mecz z Legią o mistrzostwo Polski sprzed dwóch lat i faul Mateusza Możdżenia (chociaż tam Wojskowi karnego wykorzystali), Lech kompletnie się posypał. Żołtko dla Linetty'ego, który jak feniks z popiołu powrócił wczoraj w całkiem niezłej, chociaż jeszcze niedoskonałej formie. Potem oczywiście na boisku pojawił się jeszcze Ceesay, a ostatnią zmianą trenera Skorży było zdjęcie Hämäläinena i wstawienie za niego Gergő Lovrencsicsa. Zmiana o tyle dziwna, że przecież Fin to taki bardziej ofensywny pomocnik, za to Węgier to typowy skrzydłowy. Dziwna roszada.


Co nie udało się trenerowi mistrza Polski, dokonał niestety tak krytykowany na początku swojej przygody z Basel Urs Fischer. Najpierw trafienie doświadczonego Marca Janko, a w doliczonym czasie gry Lecha dobił jeszcze Davide Callà. Obaj pojawili się na boisku w drugiej połowie i niestety zrobili tzw. różnicę. Tego niestety w przypadku zmiennikach w Lechu zabrakło.

Przy obu tych ostatnich golach zawinił niestety Tamás Kádár. Węgier nie popisał się po raz kolejny i aż strach myśleć, jak długo Lech będzie musiał sobie jeszcze radzić bez Paulusa Arajuuriego. Wracając jeszcze do byłego gracza Newcastle - no musi się chłop wziąć za grę, jeśli nie chce być kozłem ofiarnym tego przegranego dwumeczu.

Teraz najważniejsze jest to, by wyjazdu do Bazylei nie potraktować jako miłej i krajobrazowej wycieczki. Owszem - Basel w pucharach nie przegrało wynikiem, które zadowala Lecha (czyli min. 3:0 dla mistrza Polski) od dawien dawna, ale, jak powiedział po meczu Darek Formella, w futbolu wszystko jest możliwe. A zakończę z Macieja Skorży: Jesteśmy w bardzo trudnej sytuacji, ale będziemy walczyć. Bo to od właśnie od walki zależy, czy będziemy czekać te 19 czy 20, czy kilkaset lat na tę cholerną Ligę Mistrzów.

Autor: Piotrek Przyborowski | @P_Przyborowski | piotrek.przyborowski@gmail.com | foto: Piotr Przyborowski

0 komentarze:

Publikowanie komentarza

tv