15 października 2014

Niemożliwe staje się możliwe


Polska, biało-czerwoni! - takie okrzyki skandowali kibice po spotkaniu Reprezentacji Polski z Mistrzem Świata, Niemcami! Aż 56 934 kibiców na Stadionie Narodowym w Warszawie oglądało historyczne zwycięstwo naszych Orłów nad tegorocznym zdobywcą pucharu świata. Tyle emocji, tyle zdartych gardeł, a jakie są fakty?

Planowaliśmy zwycięstwo!
Takimi słowami skomentował spotkanie Polaków z Niemcami selekcjoner naszej reprezentacji, Adam Nawałka. Trener przygotował bardzo sprytną taktykę, która jak twierdzi, została zrealizowana w 100%. Mowa oczywiście o dwójce z przodu. Można by pomyśleć: „Nic nadzwyczajnego, wiele klubów gra taką taktyką”, ale diabeł tkwi w szczegółach. Owszem zagrała dwójka z przodu, mianowicie Arkadiusz Milik u boku Roberta Lewandowskiego. Piłkarz Ajaksu Amsterdam, jak zakładała taktyka Nawałki, miał się czaić i czekać na odpowiednią okazję. Jaka była zatem rola Lewego, właściwie światowego lidera na swojej pozycji? Plan był jasny, Robert ściąga obrońców, Arek wyczekuje okazji. Niemcy dobrze znają Roberta ze spotkań w Bundeslidze i wiedzą jak niesamowicie groźny jest ten napastnik. Mniej słynący z tego Milik dostał dzięki temu niebywałą szansę. Wystarczyło tylko dobrze wbiec w pole karne niczego niespodziewającej się defensywy niemieckiej. I co potem? Cóż, potem pozostaje już tylko pokonać Manuela Neuera…

Teoria, teoria… a jak w praktyce?
W praktyce sprawa wygląda tak: mecz może nie należał do wspaniałych, ale Polacy wypełnili swoją obietnicę. Nie możemy także powiedzieć, że Niemcy łatwo sprzedali skórę. Mecz nie należał do łatwych, a nasi przeciwnicy walczyli do końca. Jednak wygraną, oprócz naszych piłkarzy i trenera, zawdzięczamy również Niemcom, którzy byli naprawdę zdrowo rozkojarzeni. Mimo nadarzających się okazji, ci nie umieli zamienić ich na bramkę, a strzałów było co nie miara - aż 22! Dlaczego aż? Dlatego, że Polacy oddali ich zaledwie 4, z czego dwa trafiły do siatki Neuera!


Pierwsza bramka padła, tak jak zakładał trener, z ręki Milika, a właściwie z główki. Fenomenalne dośrodkowanie Łukasza Piszczka znalazło Arka w polu karnym. Ten musnął piłkę główką przelobowując bramkarza. Radość była ogromna, lecz to nie był jeszcze koniec emocji. W 87. minucie na 2:0 podniósł ten, który wszedł ze zmiany. Ten, którego chyba mało kto by podejrzewał o to, że wbije bramkę w tym meczu. A jednak się udało. Strzelcem dobijającej Niemców bramki okazał się Sebastian Mila. Pomocnik Śląska Wrocław znalazł się w idealnej sytuacji, praktycznie sam na sam. Genialne podanie w tempo od Roberta Lewandowskiego i strzał w dolny lewy róg. Neuer bez szans.

W sobotę na twarzach milionów ludzi można było zobaczyć jedynie niedowierzanie i nieziemską radość. Polacy wygrali z Niemcami 2:0. Tak, to prawda, a ja nawet teraz czuje jakby jeszcze to do mnie nie dotarło. Od 1933 roku Polacy jeszcze nigdy nie byli w stanie zwyciężyć nad reprezentacją Niemiec w piłce nożnej. Bywały remisy, ale to nie to samo, co wygrana. Satysfakcja była, jest i będzie jeszcze długo.

Szczęsny, Szczęsny, Szczęsny!
Warto nadmienić… TRZEBA nadmienić także to co zrobił w tym spotkaniu bramkarz Reprezentacji Polski – Wojtek Szczęsny. W ciągu całego meczu bronił jak w transie. Nie było żadnej sytuacji, w której by się pomylił, żadnego strzału, którego by nie obronił. Golkiper, grający na co dzień w barwach Arsenalu Londyn, nie miał słabych stron i bronił zarówno mocne, mierzone, trudne do obrony strzały, jak i finezyjne, może jeszcze trudniejsze podkręty. Zawodnik meczu – bez dwóch zdań. Minąłbym się z prawdą mówiąc, że zagrał najlepiej, ale nie wątpliwie został bohaterem meczu i bez niego losy tego spotkania mogły by się potoczyć skrajnie inaczej…

Jak sądzisz, kto wygra w spotkaniu Polska - Szkocja?
Takie pytanie usłyszał Barry Douglas, lewy obrońca Lecha Poznań. Szkot, dyplomatycznie odparł, że według niego będzie to wyrównany mecz i o wszystkim zadecyduje odpowiednie przygotowanie zespołów. Pomylił się? Nie, miał rację. Polacy zremisowali ze Szkotami 2:2 i fakt: spotkanie naprawdę było wyrównane. Oczekiwaliśmy drugiego zwycięstwa, po wygranej z Niemcami? Cóż, ja jeszcze do niedawna oczekiwałem chociaż remisu, byle nie przegranej, a teraz zaczynamy mierzyć wyżej. Owszem, trzeba myśleć elastycznie, czasy się zmieniają, ale nie sądzę, żeby aż tak radykalnie. Na pewno po cichu liczyłem na wygraną, ale czułem także, że nie będzie to łatwe.

Pierwsza połowa nie należała do najlepszych, piłkarze byli bardziej cofnięci niż grający ofensywnie. Bywały wypady, jednak w pierwszej połowie to raczej Szkoci dyktowali warunki. W 11. minucie wpakował wprawdzie piłkę do bramki Mączyński, jednak w 18. goście wyrównali, dzięki uderzeniu Maloneya, po fantastycznej akcji zespołowej. Druga połowa zapowiadała się lepiej, jednak w 57. minucie, gola na 1:2 zdobył Steven Naismith. Trybuny ucichły, jednak nie na długo, bo nasi kibice dzielnie dopingowali biało-czerwonych. Ostatecznie blisko 57 tysięcy gardeł zrobiło swoje i w 76. minucie na 2:2 wyrównał Arek Milik. Wówczas oba zespoły zaczęły grać jeszcze agresywniej i zrobił nam się wreszcie naprawdę interesujący mecz. Szkoci chcieli odnowić prowadzenie, Polacy zaś wreszcie do niego doprowadzić, ponownie od 17. minuty. Natarcia bywały z obu stron, jednak wynik nie uległ już zmianie do końca meczu i ostatecznie zakończył się on remisem 2:2.

Panie sędzio, faul!
Nie sposób nie powiedzieć o brutalnym faulu z 10 minuty spotkania ze Szkocją. Robert Lewandowski, składając się do strzału trafił piszczelem na wyprostowaną nogę Gordona Greera - obrońcy Szkotów. Wejście było brutalne i na tyle mocne, że właściwie nie wiem jak to się stało, że noga naszego napastnika jest wciąż w jednym kawałku. Dlaczego? Ponieważ po tym wejściu nakładką, ochraniacz Lewego był dziurawy! Co, jak komentuje Robert, jest trudne do zrobienia nawet gwoździem... To wejście było CO NAJMNIEJ na żółtą kartkę, o ile nie na czerwoną. Tymczasem sędzia nie kwapił się nawet by podyktować rzut wolny dla Polaków! Nie przekonał go widok zwijającego się z bólu Roberta i zdecydował, że piłka należy się Szkotom. Protesty piłkarzy nie pomogły i musieliśmy grać dalej, chociaż dalszy występ Lewandowskiego stał pod znakiem zapytania. Piłkarz Bayernu jednak się nie poddał i przeczekał do połowy. Wówczas w przerwie otrzymał bardzo silny zastrzyk przeciwbólowy. Mimo, że wciąż odczuwał ból był na tyle twardy, że rozegrał mecz do końca, co jest naprawdę godne pochwały. Nie zostawił swoich kolegów nawet w takiej sytuacji. Tego oczekujemy od naszych piłkarzy! Za to skarcić trzeba sędziego Undiano Mallenco, który popełnił ogromny błąd w podjęciu tej decyzji, a raczej o jej nie podjęciu...

Cyferki, tabelki…
Dzięki ostatnim osiągnięciom Polaków, nasza reprezentacja plasuje się na pierwszym miejscu w grupie. Po trzech meczach nasz bilans wygląda następująco: wygrana-wygrana-remis. Mamy jak dotąd ex aequo z Irlandią 7 punktów, jednak ratuje nas lepszy bilans bramek (POL +9, IRL +8). Na trzecim miejscu Niemcy, na czwartym Szkoci. Obie te drużyny mają po 4 punkty. Na szarym końcu, na piątym miejscu Gruzja z trzema punktami oraz na szóstym drużyna, która nie wygrała, ani zremisowała jak dotąd żadnego spotkania – Gibraltar, z bilansem aż 17 straconych bramek. Dobrą nowinką jest też to, na której pozycji uplasuje się Polska po tych dwóch meczach. Według najnowszego rankingu FIFA, Polacy zasługują na duży awans - aż na 41. miejsce! To duży sukces, w porównaniu do jeszcze niedawnego 70. miejsca! Zostaliśmy docenieni?

Coraz lepiej!... nie mówić. Polacy zaczynają wreszcie odnosić jakieś… wyniki. Do sukcesów prawdopodobnie jeszcze długa droga, ale być może jesteśmy już na niej. Na dobrej drodze do tego, by nasza reprezentacja w końcu zaczęła grać ładną piłkę.

Autor: Jan Śmiełowski |  jachurzeski.aos@gmail.com | foto: Facebook / Łączy nas piłka

0 komentarze:

Publikowanie komentarza

tv