25 października 2014

El Clásico, czyli jak w 90 minut uszczęśliwić lub wpędzić w depresję pół miliarda ludzi

Już dzisiaj po raz kolejny w tym roku jedenastki Realu Madryt i Barcelony wyjdą naprzeciwko siebie. Jednak będzie to mecz inny niż wszystkie. W obu drużynach nastały poważne zmiany, Barcelona znacznie poprawiła się w obronie, a Real w ataku (tak, pamiętam o PSG i Atlético, ale biorę pod uwagę statystyki). Jak będzie wyglądał ten mecz?

Składy
W bramce Realu zobaczymy Ikera Casillasa – legendę, ale ostatnimi czasy bardzo niepewną legendę. Zagra na 100%, z pewnością Carlo Ancelotti nie powtórzy błędu z poprzedniego sezonu, gdy dzięki obecności Diego Lópeza Tata Martino poznał taktykę Królewskich kilka godzin przed pierwszym gwizdkiem (podobno sam to przyznał). Zainteresowanych zdarzeniem odsyłam tutaj.

Po przeciwnej stronie boiska stanie Claudio Bravo – nowy nabytek Blaugrany, który w ośmiu ostatnich meczach nie wpuścił bramki. Statystyki wyglądają bajecznie, ale należy wziąć pod uwagę, że w ostatnim spotkaniu, z Eibar, o jego czyste konto zadbali nie tyle obrońcy, co napastnik Basków Angel Capa, nie trafiając do pustej bramki.

Prawa obrona: W ekipie Los Blancos najprawdopodobniej będzie to Daniel Carvajal. Szybki, niezły w odbiorze, wspaniale podłączający się do ataku, ale często ponoszą go emocje. W kiepskim momencie, który zdarza się w każdym spotkaniu, traci piłki, zarabia głupie kartki, źle się ustawia lub zapomina wrócić. W ostatnim Klasyku na Santiago Bernabéu właśnie jego błąd spowodował utratę pierwszej bramki. 

Z kolei w bordowo-granatowej koszulce wybiegnie Dani Alves. Charakterystyka praktycznie identyczna do madryckiego odpowiednika, z wiekiem zaczyna mu jednak brakować szybkości. Jeden z najsłabszych, jeśli nie najsłabszy element barcelońskiej defensywy. Co najgorsze dla fanów Azulgrany, będzie odpowiadał za Cristiano Ronaldo. Mimo jego problemów, nie wierzę, żeby Luis Enrique postawił na Douglasa lub Montoyę. 

Centrum obrony Los Merengues stanowić będą Pepe i najprawdopodobniej Sergio Ramos, o ile zdąży się wykurować. Portugalski defensor to najbardziej znienawidzony przez Barcelonę piłkarz świata. Jego brutalność, chamstwo i prostactwo są nagłaśniane przy każdej możliwej okazji, mimo że od kilku lat nie widać było żadnej interwencji odznaczającej się nadmierną agresją. Nie jest bez winy, sześć lat temu brutalnie zaatakował Casquero z Getafe i został zawieszony na 3 miesiące. Potem wielokrotnie przekonywał się, że zrobił sobie fatalną reklamę. Sędziowie, widząc leżącego koło niego zawodnika, najczęściej gwizdali faul. Na przykład w półfinale Ligi Mistrzów, notabene przeciwko Barcelonie, wyleciał z boiska za faul-widmo na wspomnianym Alvesie, co uniemożliwiło Realowi dalszą grę jak równy z równym. Chętnych do polemiki odsyłam do tego filmiku. Rok później znów coś go trafiło i nadepnął rękę Messiego podczas meczu Pucharu Króla, co rozpętało pandemonium. Jednakże, w  ostatnich latach jest jednym z najskuteczniejszych obrońców. W marcu tego roku został nawet najczyściej grającym piłkarzem ligi, przez sześć kolejek z rzędu nie popełniając ani jednego faulu. Demagogia w tym przypadku nie zna granic, co można zaobserwować w filmikach pt.; Pepe - The Assassin, lub Pepe - The animal, gdzie pokazana jest chociażby jego reakcja na kopnięcie Messiego w kibiców Realu Madryt na Santiago Bernabéu. Nawet w mediach określanych jako „bezstronne” można znaleźć takie perełki, jak ta. Czy muszę dodawać, że drugi wymieniony przez „dziennikarza” przypadek nie miał miejsca, bo 4 lata temu w finale CdR zmierzyły się Sevilla i Atlético?

foto: Twitter / JKrecidlo

Ale dość już o Pepe, przejdźmy do Ramosa. Bohater Ligi Mistrzów, serce Realu Madryt, zdobywca arcyważnych goli z Barceloną w roku 2013, z Bayernem i Atlético, na koniec wicekapitan drużyny. Aczkolwiek: W polskim internecie funkcjonuje określenie Czerwony Ramos i trzeba przyznać, że nie jest ono dalekie od rzeczywistości. Nie ma na koncie spektakularnych ataków na przeciwników, co odróżnia go od Pepe, ale częściej przedterminowo opuszcza boisko. W tym sezonie jeszcze go to nie spotkało, ale mam dziwne wrażenie, że Neymar będzie próbował powtórzyć akcję z poprzedniego Gran Derbi. 

W barwach Azulgrany na środku zobaczymy pewnie Gerarda Piqué i Jérémy'ego Mathieu. Pierwszy 
na początku swej barcelońskiej przygody zasłużył sobie na przydomek Piquenbauer, ale teraz jest to bardziej traktowane jako inwektywa. Z kolei transfer Francuza był ostro krytykowany, jednak na razie pokazuje, że był wart 20 mln euro. Jedyny mecz, za który nie uniknął nagany od kibiców, to porażka z PSG. (notabene jedyny mecz o punkty w sezonie, w którym Barcelona straciła bramki - z Ajaxem nie grał). 

Po lewej stronie defensywy w Realu zagra Marcelo. Moim osobistym zdaniem - posłużę się tu cytatem z Sienkiewicza - ch*j, dupa i kamieni kupa. Gra ofensywnie, dobrze dośrodkowuje i to by było na tyle. Stosunkowo wolny, jak na swoją pozycję, słaby w obronie i ma olbrzymie problemy z powrotami. Takie wejścia, jak na przykład na początku meczu z Elche, mogą poskutkować czerwoną kartką. 

Jego odpowiednikiem po katalońskiej stronie będzie Jordi Alba. Szybki, również grający ofensywnie, ale rozważniej od Brazylijczyka. Dobrze rozumie się z Neymarem i może napsuć sporo krwi Carvajalowi. Oczywiście, jeżeli uda się odzyskać piłkę i wyprowadzić perfekcyjną kontrę, Alba będzie miał problemy.

Druga linia Los Merengues będzie pewnie składać się z Kroosa, Modricia i Isco, biorąc pod uwagę, że pod nieobecność Bale'a James wyląduje na skrzydle. Osobiście liczę na obecność Illarramendiego, co dałoby Realowi niezbędną stabilność oraz przewagę w środku podczas gry w obronie, gdy ustawienie zmieni się w 4-4-2. Bask pomógłby w neutralizowaniu ataków Barcelony i zagwarantowałby spokojniejsze rozgrywanie piłki. Isco ma ostatnio doskonałą formę, jest znacznie lepszy w ataku, ale według mnie nie jest to gracz o potrzebnej charakterystyce. Potrafi posłać dobre podanie, ale w walce w środku jest bezużyteczny, do tego notuje zbyt wiele strat. Kroos i Modrić to pewne punkty ekipy, nie będę się o nich rozpisywać. Kroos na początku miał problemy, był szykowany do roli następcy Alonso, ale za późno okazało się, że woli grać zdecydowanie bardziej z przodu, co poskutkowało porażkami z Sociedad i Atlético. Na szczęście dla Królewskich Ancelotti opracował obronę w systemie 4-4-2, gdzie Niemiec nie ma tylu zadań defensywnych. Na temat Modricia nie muszę chyba nic pisać, jego gra jest wszystkim doskonale znana. 

foto: Twitter / ‏Mirelll2 / Mundo Deportivo

Środek Barcelony jest jasny: wystąpi tercet Busquets-Iniesta-Rakitić. Pierwszy z wymienionych to zawodnik stworzony do tiki-taki. Potrafi odebrać piłkę, przytrzymać ją i, co najważniejsze, wyjść spod pressingu. Jednak gdy ekipa zaczyna grać podróbką tiki-taki, jak Barcelona w poprzednim sezonie, lub innym stylem - Sergio tylko przeszkadza. Gdy Iniesta ma dobry dzień, jest nie do zatrzymania, ale jeżeli akurat przytrafi się gorszy mecz - będzie jedynie statystował. Ostatni z w/w, Rakitić, z pewnością będzie jednym z najwięcej biegających zawodników na boisku, walcząc w odbiorze i często będąc przy piłce. Może kilka razy spróbuje uderzyć na bramkę, jeżeli kastylijska defensywa okaże się zbyt skonsolidowana dla Messiego i Neymara.

W pierwszej linii ataku Realu zagrają Ronaldo, Benzema i James Rodríguez. Pierwszego przedstawiać nie muszę, oczywisty faworyt Złotej Piłki, statystyki mówią same za siebie. Co do zarzutu, że strzela sporo bramek z karnych - marzy mi się, żeby kiedyś wprowadzono zasadę, że jedenastki ma wykonywać poszkodowany. Oszczędziłoby to wielu kontrowersji. Francuz jest często krytykowany, ponieważ strzela żałośnie mało, jak na środkowego napastnika. Mimo to, odgrywa bardzo istotną rolę, chociażby w rozegraniu piłki, notuje pokaźną ilość ostatnich podań i asyst drugiego stopnia. Trzeci z wymienionych często jest pod ostrzałem kibiców, którzy wskazują jego transfer jako powód odejścia di Maríi. Oliwy do ognia dolewają osoby i media związane z Barceloną i Atlético, najlepszym przykładem są słowa Diego Simeone z sierpnia: „di María to najlepszy piłkarz Realu”, lub celowe przeinaczenie słów El Fideo w wywiadzie dla Marki, z Messi jest wyjątkowy na Messi jest najlepszy. Z czystej dedukcji wynika: Argentyńczyk poprosił Florentino Péreza o podwyżkę do 8,5 mln euro rocznie (o 129%), używając zwykle skutecznego argumentu, że odejdzie w przypadku odmowy. Jednak powtórzył się casus Luisa Figo w Barcelonie. Gdy usłyszał nie musiał być konsekwentny i odszedł. James na razie nie dorównuje do jego poziomu, warto jednak zaznaczyć, że jego poprzednik zaczął grać na doskonałym poziomie dopiero w ostatnim z czterech sezonów. 

Co do Barcelony, zestawienie jest oczywiste: Messi-Neymar-Suárez. Niewiadomą są natomiast ich pozycje na boisku. Najprawdopodobniej Barça zagra bez skrzydeł, z cofniętym Messim i środkowymi napastnikami Neymarem i Suárezem. Pomysł dość ryzykowny, zważywszy na to, że Urugwajczyk nie miał jeszcze okazji, żeby zgrać się z drużyną. Bohater największej afery mundialu dopiero teraz wraca po czteromiesięcznej karze zawieszenia. Co ciekawe, w tej sprawie wypowiedział się jeden z hiszpańskich prawników, Gabriel Rodríguez prowadzący blog Deporte de Ley, czyli Sport prawa. Hiszpan pisze, że jeśli kara Suáreza zaczęła się 25 czerwca, wygasa 25 października o godz. 23.59, tak więc nie ma prawa wystąpić w Klasyku. Całą wypowiedź znajdziecie tutaj. Ciekawe, co działoby się na forach internetowych związanych ze środowiskiem barcelonismo, gdyby ich klub został ukarany walkowerem. Co do Messiego i Neymara, w tym sezonie wydaje się, że wreszcie zaczęli się rozumieć, szukają się na boisku, mają kapitalne statystyki, wzajemnie sobie asystują. W sobotę ich współpraca przejdzie pierwszy w tym sezonie poważny sprawdzian, i zobaczymy, czy będą potrafili rozmontować defensywę Los Merengues

Taktycznie
Obie ekipy będą dążyć do zdominowania środka pola. Barcelona z powodu swej filozofii, Real z czystego rozsądku. Z takim składem nie da się grać z kontry, Isco i James odbierają piłkę tylko, gdy ta w nich trafi, a Ronaldo i Benzema są zupełnie zwolnieni z zadań defensywnych. Sześcioma zawodnikami po prostu nie da się skutecznie bronić przez 90 minut. Właśnie środek pola będzie kluczem do zwycięstwa. Obie ekipy mają braki w obronie i bajeczny atak. Każdy błąd może kosztować wiele. Jeżeli nie będzie  Piqué i Marcelo powinni zapewnić nam dostatek emocji. 

W ostatnich meczach LM widzieliśmy wyraźną różnicę w sposobie gry obu drużyn. Barcelona od razu usiadła na Ajaksie, zdobyła dwa gole i potem delektowała się grą. Za to Real pierwsze 20 minut zagrał jak równy z równym, żeby z nijakiej akcji zdobyć gola, a zanim sędzia zagwizdał na przerwę, jeszcze dwie. W drugiej połowie grali tak, jak na samym początku, stworzyli kilka sytuacji, pozwalając Liverpoolowi na dłuższe rozgrywanie piłki. Bardzo ciężko jest wytypować, kto przejmie inicjatywę, ale będzie to pojedynek dwóch równorzędnych drużyn. 

Psychologicznie
Ostatnie Klasyki w La Liga padły łupem Barcelony, ale to Real wygrał ten istotniejszy - finał Pucharu Króla. Z pewnością zarówno Blancos, jak i Barça odczuwały niedosyt, jeśli chodzi o bezpośrednie spotkania. Blaugrana będzie chciała udowodnić, że nadal potrafi wygrywać w Madrycie, a Merengues chcą pokazać, że ostatni Klasyk w stolicy to wypadek przy pracy.
Z kolei Ronaldo i Messi stoczą kolejny wielki pojedynek. Portugalczykowi zależy przede wszystkim na zrehabilitowaniu się za ostatnie mecze z Barceloną. Ominęło go jedyne zwycięstwo nad Barçą w poprzednim sezonie, a w spotkaniach ligowych nie pokazał swojej najlepszej wersji, zdobywając tylko jednego gola, do tego z nieprawidłowego rzutu karnego. Argentyńczyk chciałby pobić rekord legendarnego Telmo Zarry - 252 gole w lidze. Do osiągnięcia tego celu potrzebuje dwóch bramek. Zadanie trudne, aczkolwiek wykonalne, w ostatnim Gran Derbi na Bernabéu zdobył hat-tricka. Co prawda drugi z goli padł po nieprawidłowym, a trzeci po kontrowersyjnym karnym, jednak należy przyznać, że wynik ten jest godny pochwały.


Prasa podgrzewa już atmosferę, najlepszym przykładem są okładki Asa i Sportu. Pierwsza, madrycka, cytuje Carlo Ancelottiego Nigdy nie poprowadzę Barcelony - słowa trochę wyrwane z kontekstu. Druga - katalońska pisze Madryt już prowokuje: Brudna gra, podtrzymując się cytatami: Ancelotti: Nie pytałem Cristiano, czy mogę go zmienić; Ronaldo płaczek, jak dopisał periodyk: Nie rozumiem, dlaczego nie gramy w niedzielę. Do tego próba wyeliminowania Suáreza: Madryccy prawnicy chcieli wykluczyć go z Klasyku - opisana powyżej sytuacja, oraz atak na Messiego: słowa Arbeloi: Bernabéu powinno uhonorować najlepszego piłkarza świata - Ronaldo oraz Casillasa: Cristiano jest w lepszej formie.

Sędziowanie
W roli rozjemcy wystąpi Jesús Gil Manzano, stosunkowo młody, bo 30-letni arbiter. W tym sezonie sędziował mecz Realu z Córdobą na Santiago Bernabéu. Jak każdy hiszpański sędzia, ma w CV kilka niepochlebnych spotkań, np. Betis - Athletic z poprzedniego sezonu, gdy przyznał gościom nieprawidłową jedenastkę, wyrzucił dwóch protestujących graczy Betisu oraz nie przyznał dwóch karnych gospodarzom. Musiał się również gęsto tłumaczyć z meczu Betis - Real z sezonu 2012/13 (1:0). Z kolei tylko dwa razy gwizdał w meczu Barcelony, oba mecze wygrali. Real ma bilans 5-1-1. Pierwszy raz ma okazję poprowadzić Clásico. Niektórzy wątpią, czy poradzi sobie z presją, ale kibice Królewskich na pewno będą zadowoleni, że nie jest to Undiano Mallenco. Krążą nawet żarty: Obie drużyny mocno osłabione. Real nie może liczyć na Bale'a, a Barcelona na Undiano.

Podsumowując, spotkanie będzie niewiarygodnie wyrównane. Liczę na nieznaczne zwycięstwo Blancos, ale najbardziej prawdopodobny jest remis. Oczywiście bramkowy remis, ustawienia taktyczne są zbyt ofensywne, żeby padły mniej niż 3 gole.

Autor: Zbigniew Jankiewicz |  zbig.jankiewicz@gmail.com | main foto: Twitter / revistadelaliga

0 komentarze:

Publikowanie komentarza

tv