5 lipca 2020

Czy w Poznaniu brakuje genu zwycięzcy?


Warta Poznań po powrocie z przymusowej przerwy związanej z pandemią koronawirusa nie jest już tą samą drużyną, co wcześniej. Tym razem podopieczni Piotra Tworka zaskakują, ale negatywnie - grają bardzo w kratkę, spadli na trzecie miejsce, które nie jest premiowane awansem do najwyższej klasy rozgrywkowej. Niestety łudząco przypomina to kilka innych sytuacji w historii poznańskiego futbolu w XXI wieku... 

Zanim więcej o Zielonych, przypomnijmy sobie jak to było za czasów trenera, który później został selekcjonerem, czyli Franciszka Franza Smudy w Lechu Poznań. Kolejorz rozpoczął z nim swoją przygodę od razu po przejęciu klubu przez koncern Amica i po fuzji z zespołem z Wronek. Poznańska Lokomotywa została wtedy naprawdę solidnie wzmocniona - do stolicy Wielkopolski trafili m.in.  Sławomir Peszko, Manuel Arboleda, Semir Stilić i oczywiście Robert Lewandowski.

Podopieczni Smudy prezentowali wtedy świetne zgranie i byli jedną z ładniej grających drużyn w historii Ekstraklasy w tym wieku. Na początku sezonu znakomicie radzili sobie w europejskich pucharach, w których dawali kibicom wiele radości i bezapelacyjnie byli kandydatami do mistrzostwa w przedsezonowych przewidywaniach dziennikarzy i ekspertów. W każdym roku jednak coś nie grało i niebiesko-biali kończyli na najniższym stopniu podium.

Wtedy główną przyczyną niepowodzeń poznaniaków była niechęć Franza do wykonywania zmian - ówczesny trener Kolejorza, kiedy to tylko było możliwe, wystawiał praktycznie ten sam najmocniejszy skład. Co więcej w trakcie meczów, lekko mówiąc, nie grzeszył zbyt dużą ilością zmian a jak wiemy to nie może się udać w ciągu całego sezonu, zawodnicy w końcu odczują sezon w nogach.


Od czasu odejścia Smudy z Kolejorza mieliśmy dwa mistrzostwa zdobyte właściwie w ostatnich kolejkach sezonu. W 2010 roku z trenerem Jackiem Zielińskim i pięć lat później z Maciejem Skorżą. Z kolei w 2018 roku pod wodzą Nenada Bjelicy w Poznaniu wszyscy byli niemal pewni, że lider po 30 meczach nie będzie w stanie wypuścić wyczekiwanego majstra z rąk i pewnie pojedzie słynną już autostradą do mistrzostwa. Było niestety zupełnie inaczej, Kolejorz nie poprawił znacząco swojego dorobku punktowego, a w ostatnich trzech meczach poprowadził go tercet egzotyczny.

Wtedy było to naprawdę niezrozumiałe, zwłaszcza, że poznaniacy jak nigdy wcześniej byli nie do pokonania na własnym boisku i tak łatwo pozwolili sobie na zburzenie twierdzy Poznań. Już wówczas wszyscy mówili o braku genu zwycięzcy w drużynie ze stolicy Wielkopolski i trudno było się z tym nie zgodzić. W końcu zabrakło tak niewiele, a jednak podopieczni Bjelicy stchórzyli jakby pierwszy raz w życiu mieli okazję na coś więcej niż utrzymanie w lidze.

Demony z przeszłości zdają się powracać, kiedy obserwujemy zmagania Warty Poznań w obecnym sezonie. Zieloni, mimo że na początku rozgrywek nie byli pretendentem do awansu, to szybko pokazali, że w tym sezonie nie mają zamiaru być chłopcami do bicia. Przerwę zimową spędzili na pozycji lidera z dorobkiem 40 punktów po 20 kolejkach i dwoma punktami przewagi nad Stalą Mielec.


Wiosną, jeszcze przed obowiązkową izolacją, podopieczni Piotra Tworka wystąpili zaledwie w dwóch meczach, ale zaprezentowali się w nich obiecująco - zwłaszcza w spotkaniu z Radomiakiem, którego pokonali 3:0. Później mieliśmy przerwę związaną z pandemią, a po niej smuci przede wszystkim styl gry Warciarzy. Nawet gdy wygrywają, to nie przychodzi im ta sztuka z taką łatwością jak wcześniej, a ich sytuacja w tabeli I ligi coraz bardziej się komplikuje. Co prawda, nie ma co narzekać za wcześnie, ponieważ do końca rozgrywek jeszcze cztery kolejki, a Duma Wildy zajmuje trzecie miejsce i ma tylko pięć punktów straty do miejsca premiowanego bezpośrednim awansem.

Niestety jednak, Zieloni nie napawają optymizmem, zwłaszcza, że ich bezpośredni rywale - Podbeskidzie i Stal - prezentują się w miarę równo i każda strata punktów skutkuje powiększeniem się różnicy punktowej między zespołami w czubie tabeli. Po sobotnim spotkaniu z Puszczą Niepołomice sytuacja Warciarzy jest coraz gorsza, przegrana 1:2 w Grodzisku Wielkopolskim i zwycięstwa Stali Mielec i Podbeskidzia Bielsko-Biała jeszcze bardziej oddalają Zielonych od upragnionego awansu. 

Oczywiście nie ma co się martwić na zapas i należy liczyć, że wszystko się dobrze skończy. Musimy jednak brać poprawkę na to, że nauczeni wcześniejszymi doświadczeniami z Lechem Poznań, nie możemy być tak naprawdę niczego pewni. Słynny gen zwycięzcy może być tym brakującym elementem w układance drużyn ze stolicy Wielkopolski. Dodatkowo I liga rządzi się swoimi prawami i często zespoły, które były na fali w następnym sezonie już nie są. Dlatego właśnie tej szansy na derby Poznania w przyszłym sezonie drużyna z Wildy nie może już zaprzepaścić!

Errata: Środowy mecz z Lechią Gdańsk. I tyle.

0 komentarze:

Publikowanie komentarza

tv