7 maja 2020

Tadeusz Michalik: W Tokio celuję w medal | #FyrtelTokio


Od Igrzysk w Londynie polski zapaśnik nie zdołał wywalczyć olimpijskiego medalu. Udało się to za to zapaśniczce Monice Michalik. Teraz jej brat Tadeusz, aktualnie piąty zawodnik na świecie i brązowy medalista mistrzostw Europy z 2016 roku, spróbuje wyrównać czy wręcz nawet pobić osiągnięcie siostry. - Na pewno by się za to na mnie nie obraziła - przyznaje w szczerej rozmowie z aosporcie.pl.

Piotrek Przyborowski: - Zajął Pan piątą lokatę podczas mistrzostw świata w Kazachstanie. Z jednej strony to niby brak medalu, ale z drugiej upragniona kwalifikacja olimpijska, która sprawia, że po ośmiu, właściwie już teraz po dziewięciu latach polski zapaśnik w stylu klasycznym powróci na Igrzyska. Czy wynik z Nur-Sułtanu traktuje Pan jako porażkę czy jednak sukces?

Tadeusz Michalik: - Sam fakt dostania się na Igrzyska traktuje jako ogromny sukces. Przegrana walka o medal z pewnością jednak boli. O te trzecie miejsce i tym samym medal walczyłem już e ze świadomością, że pojadę do Tokio. Porażka (z Serbem Mihailem Kajaią 1:9 - przyp. red.) była jednak odczuwalna. Można więc powiedzieć, że po mistrzostwach świata czułem zarówno radość, jak i też poniekąd niedosyt.

- Czy przełożenie Igrzysk wpłynęło jakoś znacząco na Pana przygotowania do tej imprezy?

- Ogólnie to niezbyt. Trzeba pamiętać, że nie minęło dużo czasu, od kiedy zmieniłem kategorię wagową na 97 kilogramów. Ta sytuacja daje mi trochę więcej czasu na to, by się do niej przyzwyczaić, przybrać zarazem jeszcze parę kilo i tym samym nabrać jeszcze więcej tej masy mięśniowej. Z mojego punktu widzenia, Igrzyska w 2021 roku są więc mi nawet nieco na rękę. 

- A jak wyglądają teraz Pana codzienne treningi?

- Pandemia z pewnością miała na nie wpływ. Tak naprawdę wszystko zostało zamknięte, w pewnym momencie nawet nie mogliśmy przecież biegać po lasach. Teraz już na szczęście można tam trenować, ale wiadomo, że te jednostki treningowe wciąż odbiegają od naszej codzienności. Nie możemy przecież trenować w klubie na macie, wciąż pozamykane są też siłownie. Póki co pozostaje mi więc głównie trening w samotności w lesie.


- W związku z przełożeniem Igrzysk Olimpijskich na przyszły rok Urząd Marszałkowski Województwa Wielkopolskiego przedłużył specjalne olimpijskie stypendium, którego jest Pan jednym z beneficjentów. Czy bez niego wyjazd do Japonii byłby dużo mniej prawdopodobny?

- Bardzo się obawiałem, że wypłacanie mojego stypendium nie zostanie przedłużone, dlatego w tym miejscu należy się duży ukłon w stronę Samorządu Województwa Wielkopolskiego i Miasta Poznań. Te pieniądze na pewno mi teraz pomogą. Tak naprawdę bez tego wsparcia finansowego byłoby naprawdę ciężko. Pewnie musiałbym szukać jakiejś normalnej pracy i po prostu zacząć pracować. Nie należy też zapominać o pomocy z Ministerstwa Sportu, która również zostanie przedłużona na przyszły rok. Fajnie, że ktoś jest w tej całej sytuacji w stanie wspierać nas, sportowców.

- Trenuje Pan już zapasy od 19 lat, czyli prawie dwie dekady. Czy nie czuje Pan już nieco lekkiego zmęczenia? Co zamierza Pan robić już po zakończeniu kariery zawodniczej?

- Rzeczywiście to już szmat czasu i nie wiem, jak to tak szybko zleciało. Być może to zmęczenie kiedyś przyjdzie, ale póki co nie nie odczuwam żadnego wypalenia. Kiedy przestanę już walczyć na macie, to wiążę swoją przyszłość z wojskiem. Aktualnie jestem zresztą żołnierzem zawodowym na sportowym etacie w Centrum Szkolenia Wojsk Inżynieryjnych i Chemicznych we Wrocławiu. Sądzę, że moje miejsce po rozstaniu się ze sportem jest właśnie w wojsku.

- Czyli raczej nie zamierza Pan zostać trenerem?

- Tego akurat nie wiem. Być może będę łączył pracę w wojsku z trenowaniem nowych zawodników. Wiem, że teraz jest sporo takich osób, które działają podobnie. Wiem na pewno, że zostanę w wojsku, a czy dojdą mi do tego jeszcze jakieś obowiązki czy projekty, to czas pokaże.

- Miłość do zapasów zaszczepił w Panu brat, który jako pierwszy wziął Pana na trening. Gdyby nie on i zapasy, co by Pan teraz robił?

- No właśnie ciężko stwierdzić. Może bym siedział dzisiaj za granicą i tam ciężko pracował? Może zostałbym w domu rodzinnym i tam czymś się zajął? Żyłbym po prostu, ale inaczej. Chodziłbym normalnie do jakiejś pracy, ale ciężko stwierdzić, co bym takiego wówczas robił.

- Czyli to zapasy były od Pana zawsze sportem numer jeden?

- Można tak powiedzieć. Nie było sytuacji, w której wykonałbym swego rodzaju "przeskok" z innego sportu właśnie do zapasów. Odkąd zacząłem trenować zapasy, tak już w nich zostałem. Nigdy nie miałem myśli dotyczących tego, że mógłbym zapisać się na inny sport. Zresztą kiedy zaczynałem, nie było też aż tak wielu opcji jak obecnie.


- A czy inne sporty mogą pomóc w zapasach? Jakimi cechami musi wykazywać się dobry zapaśnik?

- Zapasy są połączeniem techniki, wytrzymałości i siły. To są te trzy najważniejsze czynniki, które decydują tym, czy masz szanse stać się dobrym zapaśnikiem. Do tego wszystkiego dochodzą jednak jeszcze z pewnością kwestię mentalne. Dobry zapaśnik musi choćby być w stanie utrzymać koncentrację na odpowiednim poziomie.

- Pana siostra Monika w Rio wywalczyła brązowy medal. Czy liczy Pan na to, że w Tokio uda się powtórzyć jej sukces?

- Fajnie by było. Można nawet przecież celować nieco wyżej i przebić wynik Moniki?! Oczywiście z brązowego medalu też byłbym bardzo zadowolony. Oczywiście podziwiam wynik mojej siostry, ale nie ukrywam, że gdzieś tam z tyłu głowy czają się myśli, że w Tokio super by było ją nawet pobić, oczywiście pod względem czysto sportowym (śmiech). Monika na pewno by się na mnie za to nie obraziła!

- Jakie są Pana najbliższe plany na kolejne miesiące?

- Póki sytuacja z pandemią się nie uspokoi, zamierzam po prostu spokojnie trenować indywidualnie. Kiedy już będziemy mogli rozpocząć normalne przygotowania, to na początek wystartujemy z ćwiczeniami siłowymi. Może jak będzie już nieco cieplej, to uda nam się pojechać na kajaki do Giżycka? Z pewnością odbudowanie tej siły będzie na początek najważniejszy. Później oczywiście kluczowa będzie mata i jak najwięcej zajęć już na niej. 

- A czy Międzynarodowa Federacja Zapasów zamierza zrekompensować Wam nieco w tym roku brak Igrzysk?

- W tym momencie nic mi o tym nie wiadomo, więc pozostają przede mną tak naprawdę same treningi i tylko treningi. Nie chcę też zgadywać, czy coś zostanie dla nas zorganizowane. Teraz tak naprawdę nic w tej sytuacji nie wiadomo. 

Tadeusz Michalik - urodzony w 1991 roku, polski zapaśnik, wielokrotny mistrz kraju, od lat związany z Wielkopolską, aktualnie zawodnik KS Sobieski Poznań. W 2016 roku podczas mistrzostw Europy w Rydze zdobył brązowy medal w zapasach klasycznych w kategorii do 85 kilogramów.  Podczas zeszłorocznych mistrzostw świata w Kazachstanie w kategorii 97 kilogramów zajął piąte miejsce i wywalczył tym samym kwalifikację olimpijską do Igrzysk w Tokio.

Piotrek Przyborowski
📷 Tadeusz Michalik / Archiwum prywatne

Kontrakt domowy. Filip Szymczak na dłużej w Lechu PoznańCzytaj też: "Poznań stawia na taekwondo! "

0 komentarze:

Publikowanie komentarza

tv