18 lutego 2019

Gliwicka masakra pił(k)ą mechaniczną

Urządzenie sobie seansu Śmierci w Wenecji? Randka z osobą poznaną na eDarling? A może lektura Nad Niemnem? Jest wiele pomysłów na koncertowe spieprzenie obie piątku, a w konsekwencji całego weekendu. Grupa, całkiem zresztą spora, bo licząca kilkaset tysięcy ludzi (jak nie więcej) futbolowych zapaleńców, znalazła jednak nowy sposób! Jaki? Oglądanie meczów Lecha Poznań.

W szeroko pojętym Internecie znalazłem ciekawą, acz jakże rozsądną myśl. Spotkania Kolejorza od pewnego czasu najlepiej, gdy rozgrywane są w niedzielę o 18. Powód jest prozaiczny i odwraca treść wcześniejszego akapitu. Kiedy piłkarze (bądź raczej - zawodnicy) Lecha wychodzą na boisko w niedzielę, to przynajmniej można być pewnym, że weekend nie będzie stracony. Bo w niedzielę wieczorem już właściwie nic do stracenia nie jest. A poniedziałek i tak zwykle jest do kitu.

Lech w stosunku do swojego kibica jest od pewnego czasu niczym Izabela Łęcka w stosunku do biednego Stasia Wokulskiego w Lalce. Na początku opowieści (czytaj: kadencji nowego trenera) daje ci jakąś nadzieję (wygrywa mecze), którą tylko nieco bardziej roztropni czytelnicy mogą traktować z przymrużeniem oka. W pewnym momencie czar jednak pryska, a Wokulski (kibic) jedyne, czego pragnie, to wysadzić się w powietrze. I niestety tak Wokulskiemu, jak i kibicowi trudno się dziwić.

Fani Kolejorza co rok są mamieni świetnymi wynikami finansowymi, wzrostem frekwencji bla, bla, bla. Ktoś chyba jednak w tym szaleństwie za zielonymi rubrykami w MS Excel, popularnym programie pakietu MS Office, którego z pewnością większość z nas ma na komputerze, zapomniał o jednym - że kibic ma gdzieś tego Excela, dla niego liczą się tylko wyniki. Pod tym względem kibic jako jednostka to jeden wielki egoista, którego myślenie jest zero-jedynkowe, czarno-białe. Gdy są wyniki, to kibic jest zadowolony i urządza fetę na Starym Rynku czy innym Placu Mickiewicza. Gdy jednak wyników nie ma, to pojawia się tylko i wyłącznie jeden wielki wkurw. Szczególnie, gdy tych wyników nie ma już od dłuższego czasu.

Obecne władze Lecha znane były ze swojej cierpliwości do trenerów (Bakero czy Rumaka). Kiedy jednak tę cierpliwość straciły i zaczęły regularnie rok do roku jesienią zwalniać kolejnych szkoleniowców (wyjątkiem Nenad Bjelica), to tę cierpliwość paradoksalnie stracili też... kibice. Zaczęli protestować, wyzywać na lewo i prawo w Internecie, po prostu mieli ku*rwa dosyć. I w sumie to z pewnością trochę racji mają. Kiedy w rozmowie ze znajomymi Anglikami wspominam Poznań, to oni rozpoznają czasem moje miasto właśnie po tym, czego dokonali kibice Lecha - i nie mam tu na myśli żadnej zadymy, lecz niezwykle oryginalnego kibicowania podczas starć w Lidze Europy z Manchesterem City.

Fani Kolejorza wciąż żyją tamtymi czasami. Wciąż pamiętają, że wtedy Lech był na poziomie klubów, które teraz walczą w fazie pucharowej Ligi Mistrzów. Duma Wielkopolski o pucharach może pomarzyć, z Pucharem Polskim włącznie.

Niektórym wydawało się, że poznański bajzel będzie w stanie ogarnąć człowiek, który wcześniej przypudrował syfa na twarzy reprezentacji Polski. Dzisiaj wydaje się, że jeśli rzeczywiście Adam Nawałka ma dokonać jakichś zmian w Lechu, to będziemy musieli na nie poczekać. Do końca sezonu będziemy musieli się męczyć z całą plejadą gwiazd filmu. Jaś Fasola na bramce, Fantastyczna Czwórka w obronie, no chociaż ten Thor w ataku coś potrafi... Jeden z Avengersów to jednak za mało, by ocalić świat (Lecha).

Kontrowersyjnie: Kibice Kolejorza to ludzie pamiętliwi i Trałce kilku rzeczy zapomnieć nie mogą. Tak samo teraz wylewają na niego pomyje za żółtą kartkę, która eliminuje go z meczu z Legią. Jeśli jednak szukać piłkarza, który w piątek naprawdę chciał choć trochę powalczyć, to był nim właśnie były kapitan Lecha. I wszyscy malkontenci, czy chcecie, czy nie, to musicie się z tym pogodzić.

W Gliwicach z punktu widzenia Piasta nie wydarzył się cud, tak samo jak z punktu widzenia Lecha nie przydarzyła się mu katastrofa. To naturalna kolej rzeczy, że solidnie grający w obecnym sezonie Piast pokonał strasznie niesolidnego od dłuższego czasu Kolejorza. Skala porażki jest oczywiście spora, ale jeszcze smutniejsza jest indolencja Lecha w ataku. Zespół Nawałki w piątkowy wieczór nie zrobił ekipie Nawałki nawet pół krzywdy. A nawet, kiedy został mu podany niczym na tacy rzut karny, to został on koncertowo spie...

Na koniec, jeszcze trzymając się nieco tego wątku filmowego, mała zabawa w Sherlocka Holmesa. Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że w piątek Tiba nie był sobą. Może i był graczem, który niepotrzebnie grał na szóstce, a i tak przebiegł w Lechu najwięcej po Marcinie Wasielewskim. Niemniej, w piątek żaden Kapitan Ameryka to z niego nie był. Kreacji gry w jego wykonaniu też było tyle, co kto napłakał. I wreszcie dlaczego podszedł do karnego, którego uderzył fatalnie, zamiast oddać piłkę walczącemu o koronę króla strzelców Gytkjaerowi? Przyznam szczerze, że Portugalczyk to jeden z piłkarzy (w tym przypadku wciąż piłkarzy, nie zawodników), na którym zawiodłem się najbardziej. Po pierwsze, ponieważ od niego jakiegoś poziomu jeszcze wymagam. Po drugie, gdyż do reszty tych hmm... postaci już się zdążyłem przyzwyczaić.


Piast Gliwice - Lech Poznań 4:0 (1:0)
15.02.2019, Stadion Miejski w Gliwicach

Gole: 31' Piotr Parzyszek, 52' Jorge Felix, 65' Mikkel Kirkeskov, 70' Joel Valencia

Piast Gliwice: Fratisek Plach – Mikkel Kirkeskov, Aleksandar Sedlar, Jakub Czerwiński, Marcin Pietrowski – Tom Hateley, Patryk Dzieczek – Jorge Felix (85' Gerard Badia), Joel Valencia (82' Tomasz Jodłowiec), Martin Konczkowski – Piotr Parzyszek (73' Michal Papadopoulos)

Lech Poznań: Jasmin Burić - Marcin Wasielewski, Rafał Janicki, Nikola Vujadinović, Wołodymyr Kostewycz - Tymoteusz Klupś (59' Kamil Jóźwiak), Pedro Tiba, Łukasz Trałka, Joao Amaral - Darko Jevtić (59' Maciej Gajos) - Christian Gytkjaer (76' Timur Żamaletdinow)

Kartki: Trałka (żółta polisa na życie; dzięki niej nie będzie musiał się katować widokiem pustej Bułgarskiej podczas meczu z Legią)

Sędzia: Jarosław Przybył (Kluczbork). 

Widzów: 4 608


Piotrek Przyborowski
📷 Twitter / K@matzaj94

0 komentarze:

Publikowanie komentarza

tv