13 lutego 2018

Festiwal nudy. Arka Gdynia - Lech Poznań 0:0

Nowi, całkiem ciekawi zawodnicy, nieźle prezentujący się zimą juniorzy, zgubione punkty przez Górnika Zabrze i ogromne problemy Legii Warszawa w Lubinie. Przy Bułgarskiej znowu zaświtał promyk nadze, ponownie przed startem zmagań w nowym roku pompowany był ogromny balonik. Ten sromotnie jednak pękł po ostatnim gwizdku w niedzielnym spotkaniu Lecha Poznań z Arką Gdynia. Kolejorz na wyjeździe bezbramkowo zremisował i zamiast gonić Legię musi oglądać już plecy nie tylko jej, ale też Jagiellonii Białystok.

Oczywiście można pisać, że Arka to drużyna solidna w defensywie, która w całej Ekstraklasie dysponuje drugą, zaraz po Lechu, najszczelniejszą defensywą. Tylko 20 straconych bramek przez drużynę Leszka Ojrzyńskiego w 22 spotkaniach to wynik co najmniej solidny. Można też wspomnieć, że gdynianie po raz ostatni na własnym stadionie przegrali w Derbach Trójmiasta z Lechią na początku listopada. Owszem, Arkowcy to bardzo dobrze zorganizowana drużyna, która spośród wszystkich polskich przedstawicieli w europejskich pucharach pozostawiła po sobie minionego lata chyba najlepsze wrażenie. Tak, być może nawet aktualni obrońcy Pucharu Polski powalczą o powtórzenie zeszłorocznego sukcesu, jeśli tylko wyeliminują w półfinale równie nieźle prezentującą się Koronę.

Problem w tym, że Lech Poznań uważa się i uważany jest za kandydata do mistrzostwa kraju. Co trzeba zrobić, by 20 maja je po trzech latach przerwy ponownie w stolicy Wielkopolski świętować? Ano trzeba wygrywać mecze, a Kolejorz, szczególnie na wyjazdach tego niestety nie potrafi. Cztery kolejne mecze z rzędu bez strzelonej bramki w delegacji - choćby jednej! Oczywiście to były za każdym razem remisy, więc ktoś może powiedzieć, że to z drugiej strony cztery wyjazdowe mecze bez straconego gola. Ten minimalizm, który przyjmowany jest przez niektórych w Poznaniu z dużym ukontentowaniem coraz większemu gronu kibiców zaczyna jednak przeszkadzać.

Lech jest w obecnym sezonie drużyną apatyczną, zespołem, który nie daje swoim fanom tego, czego oni od niego oczekują - radości i emocji. Aż dziesięć remisów, tylko 30 strzelonych goli - w tej pierwszej klasyfikacji Duma Wielkopolski nie ma sobie równych, w tej drugiej lepsze są nie tylko Legia, Górnik oraz Jagiellonia, ale także skazywana przed sezonem tradycyjnie na pożarcie Korona, równie nijakie w wielu spotkaniach Zagłębie, bardzo nierówna Wisła Kraków oraz beznadziejna w pierwszej części sezonu Lechia.

Przed tym spotkaniem na łamach aosporcie.pl pisałem, że siłą Lecha jest kolektyw. Drużyna nie posiada jednego konkretnego lidera, który w pojedynkę byłby w stanie ją pociągnąć za uszy do ataku, ale zespołowo prezentuje się niczym wzajemnie wspierająca się Wieża Babel. Jeśli bowiem szukać kandydata na wodza ekipy z Bułgarskiej, to albo trener Nenad Bjelica musiałby posypać sobie głowę popiołem i oddać opaskę kapitańską ponownie Łukaszowi Trałce, albo powinien oblać kubłem zimnej wody Darko Jevticia, który choć liderem takim mógłby być, w niedzielę zaprezentował się zaskakująco mizernie.

Oczywiście nie należy twierdzić, że w poznańskiej szatni brakuje charakterów. Może Skandynawowie nie przypominają swoim zachowaniem wikingów znanych z opowiadań, którymi raczyli nas w dzieciństwie (pomimo wyglądu Gytkjaera i ambicji nieobecnego już na Bułgarskiej Lasse Nielsena), a zespół ma zbyt dużo krwi, która po prostu za Lecha do ostatniego tchu walczyć nie będzie. Niemniej, to wciąż drużyna o ogromnym potencjale piłkarskim. Spoglądając choćby na ławkę rezerwowych ze spotkania z Arką - gracze, którzy na niej zasiedli, w zdecydowanej większości polskich klubów bez problemów mieliby zapewnione miejsce w pierwszym składzie.


W niedzielnym spotkaniu oprócz Jevitcia zawiedli Radut, Gytkjaer, nic wielkiego nie pokazał Gajos, mimo kilku szarży Barkroth Makuszewskiego raczej godnie też nie zastąpił. Na plus należy wskazać bardzo dobrym występ między słupkami Jasmina Buricia - zawodnika, który z obecnej kadry Lecha staż przy Bułgarskiej ma najdłuższy, w Poznaniu właśnie rozpoczyna swój dziesiąty rok. W Gdyni Bośniak z polskim paszportem zagrał, ponieważ większość okresu przygotowawczego Matus Putnocky jedynie się leczył. Teraz nic nie stoi jednak na przeszkodzie, by Jasiek pojawił się też w pierwszym składzie na mecz z Pogonią Szczecin. Mecz z walczącymi o utrzymanie Portowcami to wcale nie będzie bułka z masłem. Kosta Runjaić wprowadził do drużyny z północy Polski dużo świeżości, a rozprawienie się z Sandecją 4:1 w minionej kolejce stanowi zapowiedź tego, że wiosną Pogoń ma być zupełnie inną drużyną od tej zupełnie pozbawionej woli walki za kadencji Macieja Skorży.

Lech Poznań oczywiście tak naprawdę może teraz zacząć seryjnie wygrywać i zamknąć tym samym usta wszystkim krytykom. Nawet przecież w mistrzowskim sezonie 2014/2015 zmagania w nowym roku Kolejorz rozpoczął od rzutem na taśmę wywalczonego remisu z... Pogonią. Wówczas po tym pierwszym spotkaniu nastroje w stolicy Wielkopolski były raczej mizerne stonowane. By jednak zdobyć mistrzostwo Polski, punkty trzeba zdobywać niezależnie od miejsca rozgrywania meczów. A z tym drużyna Nenada Bjelicy ma w obecnym sezonie ogromne problemy...

Arka Gdynia - Lech Poznań 0:0
11.02.2018, Stadion Miejski w Gdyni, 18:00

Arka: Pavels Steinbors - Damian Zbozień, Frederik Helstrup, Michał Marcjanik, Adam Marciniak - Antoni Łukasiewicz, Luka Zarandia (65. Grzegorz Piesio) - Mateusz Szwoch, Andrii Bogdanov, Patryk Kun (78. Michał Nalepa) - Ruben Jurado (88. Michał Żebrakowski)

Lech: Jasmin Burić - Robert Gumny, Rafał Janicki, Emir Dilaver, Wołodymyr Kostewycz (78. Piotr Tomasik) - Łukasz Trałka, Maciej Gajos, Mihai Radut - Nicklas Barkroth (78. Elvir Koljić), Christian Gytkjaer (57. Ołeksij Chobłenko), Darko Jevtić

Kartki: Marcjanik - Janicki (wszyscy żółte)

Sędzia: Bartosz Frankowski (Toruń)

Widzów: 12 568

Piotrek Przyborowski

0 komentarze:

Publikowanie komentarza

tv