13 listopada 2017

Bezduszny talk-show


We włoskiej stolicy mody, czyli Mediolanie, spotkało się ośmiu najlepszych tenisistów w wieku poniżej 21 lat, aby przetestować proponowane zmiany w przepisach. Set do czterech wygranych gemów, nagła śmierć, brak powtarzania serwisu przy necie - to tylko niektóre korekty zasad, z którymi musiała się zmierzyć nowa generacja światowego tenisa. 

Być może światowa federacja tenisowa nie proponuje zbyt wielu zmian, lecz dla wieloletnich entuzjastów białego sportu wprowadzenie ich na stałe do regulaminu rozgrywek może okazać się bardzo drastyczne. Większość z nich ma na celu skrócenie pojedynczych meczów, co ma sprawić, że stopień oglądalności tenisa ziemnego w telewizji zacznie wzrastać.

Czasoskracacze
Chyba najbrutalniejszą zmianą jest skrócenie każdego seta do czterech gemów - przy stanie 3:3 zawodnicy rozgrywają tie-break do siedmiu wygranych punktów. Ta iście rewolucyjna zmiana zabiera nam dotychczas najciekawszą fazę seta, często to właśnie przy stanie 3:3 tenisiści rozgrywali tzw. lacostowski gem, który według tradycji jest kluczowy dla rozwoju sytuacji w danej partii.

Skrócenie setów praktycznie dwukrotnie sprawia, że jakby od razu wchodzimy w decydującą fazę partii, co teoretycznie powinno dodać pikanterii pojedynkom na korcie. Często jednak zdarzało się, że zawodnicy przesypiali pierwsze trzy-cztery gemy i dopiero potem wracali do walki. Jedyną rekompensatą jaką proponują władze tenisowej federacji jest zwiększenie liczby setów potrzebnych do wygrania spotkania - obecnie poza turniejami Wielkiego Szlema i meczami Davis Cup do zwycięstwa potrzebne są dwa sety - po wprowadzeniu czterogemowych partii do wygrania meczu potrzebne będą trzy sety. 

Kolejne zmiany dotyczące skrócenia pojedynków nie są już tak rewolucyjne, a niektóre były już nawet wykorzystywane w oficjalnych rozgrywkach. Na przykład nagła śmierć, czyli przy stanie 40:40 nie będzie już więcej gry na przewagi. Przy równowadze w gemie, serwujący zawodnik będzie miał prawo wyboru, na którą stronę chce serwować (inaczej niż w deblu, gdzie wyboru dokonuje para returnująca) i zwycięzca tego punktu również wygrywa gema.

Inne zmiany, które mają znacząco przyczynić się do skrócenia meczów, to restrykcyjne pilnowanie 25 sekund przerwy między wymianami, a także brak tzw. netów - dotychczas, gdy piłka otarła się o taśmę lub od niej odbiła i wpadła w pole serwisowe zawodnik wprowadzający w tym gemie piłkę do gry miał prawo do powtórzenia serwisu. Po reformie natomiast, gdy piłka dotknie siatki i wpadnie w pole serwisowe, to serwis będzie uznany za poprawny.

Maszyna zamiast ludzi
Obok skrócenia setów, drugą najbardziej kontrowersyjną zmianą wydaje się być usunięcie z kortu wszystkich sędziów, oprócz sędziego stołkowego i zastąpienie ich sokolim okiem, czyli słynnym challengem, który do tej pory mógł być wykorzystany przez każdego z zawodników jedynie trzy razy w ciągu seta.

Ta nowość ma przede wszystkim wyeliminować błędy sędziowskie, jednak do tego wystarczyła możliwość sprawdzenia decyzji sędziego poprzez challenge właśnie. Bez zespołu sędziów kort jest strasznie pusty. Szczególnie, że na największych turniejach stroje sędziów liniowych były elementem wystroju kortu - zwłaszcza na Wimbledonie czy Roland Garros.


Ewolucja czy rewolucja?
Nie jest tajemnicą, że wiele dyscyplin sportu walczy o zwiększenie zainteresowania szczególnie ze strony kibiców, którzy nie mogą pojawić się na trybunach stadionu. Jednak w przypadku tenisa, dyscypliny która słynie z tradycji i konserwatyzmu, proponowane zmiany mogą sprawić, że biały sport przyciągnie zainteresowanie nowych kibiców, ale straci wielu, którzy pojedynki Nadal - Federer oglądają nie dla rozrywki, lecz z pasji i chcą ekscytować się każdą wymianą jak najdłużej.

Proponowane zmiany kojarzą mi się trochę z obecną formułą talk-show lub innych rozmów prowadzonych w ramach telewizji na żywo, gdzie prowadzący program ma 10 minut na to, żeby poruszyć ze swoim rozmówcą jak najwięcej tematów. Prowadzi to do sytuacji, w której gość programu nie zdąży dojść do sedna swojej wypowiedzi, a już musi mówić o czymś zupełnie innym.

W przypadku wprowadzenia tych zmian, sędzia stołkowy straci odrobinę empatii, na którą może sobie obecnie pozwolić. Często po spektakularnych akcjach, opiewających nawet na 20-30 uderzeń, wystarczyło, żeby sędzia główny poczekał te pięć-dziesięć sekund dłużej, aby zawodnicy złapali oddech a kibice na trybunach odrobinę opanowali emocje.

Całe szczęście, że rewolucja nie zostanie przeprowadzona z dnia na dzień. Ale wyobraźmy sobie finał Australian Open 2012 między Novakiem Djokovicem a Rafaelem Nadalem trwajacy zaledwie około 2 godzin, a nie 5 godzin i 53 minuty. Albo że Djokovic w półfinale US Open nie ma możliwości spektakularnego odrobienia strat przy prowadzeniu Rogera Federera w piątym secie 5:3 i 40:15, bo ten set już by się dawno skończył. Nie będzie czasu na odrobienie strat, 3/4 będzie kończyło się tie-breakami. Tenis dzięki tym zmianom może zyskać pieniądze, ale stracić duszę.

Autor: Mateusz Włodarczyk | @mtj_wlodarczyk |  mt.j.wlodarczyk@gmail.com Christopher Johnson / Wikimedia.org

0 komentarze:

Publikowanie komentarza

tv