18 października 2015

Standardowo: wysokie zwycięstwo nie bez nerwówki. Warta miażdży Centrę

Warta Poznań kontynuuje swoją passę meczów bez porażki, tym razem pokonała Centrę Ostrów Wlkp. 4:1. Mimo że wynik wskazuje na pewne zwycięstwo poznaniaków, w żadnym stopniu nie można tego tak nazwać. Do momentu zdobycia bramki na 3:1 dziesięć minut przed końcem spotkanie było dość wyrównane i wyjątkowo ostre. Obie ekipy kończyły mecz w dziesiątkę.


Początek był spokojny, aczkolwiek w obu drużynach było widać spore napięcie. Goście byli widocznie zestresowani perspektywą starcia z liderem, a Warciarze wyglądali na skonsternowanych innowacyjnym ustawieniem z ofensywnym pomocnikiem Brzostowskim jako cofniętym rozgrywającym. Jako że wspomniany zawodnik często zapominał o nowej roli i podłączał się do ataku, wynikały z tego fatalne braki w równowadze w środku pola. Oznaczało to niebezpieczeństwo przy każdej stracie ofensywnej, co ostrowianie widzieli i starali się wykorzystać. Pierwsza taka okazja pojawiła się w 17' minucie, kiedy lewą stroną popędził Wandzel, wdarł się w pole karne, ale atakujący zupełnie się pogubili, koniec końców piłka wylądowała w okolicach linii pola bramkowego, gdzie Kupczyk zdecydował się na strzał, trafił jednak w Pawłowskiego. Do bezpańskiej piłki dopadł Kucharski, ale fatalnie skiksował około dziesięciu metrów przed niemal pustą bramką.

Warta miała piłkę, ale nie stwarzała sytuacji. Było tak do 28. minuty, kiedy do dobrego dogrania z rzutu rożnego dopadł Biegański i uderzył w środek bramki, mimo to futbolówka minęła rzucającego się do narożnika Filipiaka. Przez kolejne minuty goście stracili animusz, co poskutkowało ładną klepką Czerniejewicza i Goździka, po czym do piłki zagranej do środka dopadł Ciarkowski, ale ten  w stuprocentowej sytuacji posłał piłkę obok słupka.

Obie drużyny nie szczędziły kopniaków rywalom i epitetów sędziemu. Ten mimo początkowej pobłażliwości zaczął ostrzej karać graczy obu drużyn, w konsekwencji między 38' a 41' minutą dwie żółte kartki obejrzał Brzostowski.

Do końca pierwszej połowy nie wydarzyło się już nic wartego odnotowania, z kolei w przerwie nastąpiła kluczowa dla losów meczu zmiana w Warcie: mającego już kartkę Solarka zmienił defensywny pomocnik Laskowski i wprowadził tak potrzebną gospodarzom równowagę.

Większość widzów spodziewała się, że Centra po wyjściu na drugą połowę od razu skoczy rywalom do gardła i spróbuje jak najszybciej wyrównać. Stało się przeciwnie, goście myśleli chyba o wymęczeniu Zielonych i spokojnym przejęciu kontroli, co prędzej czy później miałoby przynieść bramki. Te plany spaliły jednak na panewce w 49. minucie, gdy po dośrodkowaniu z  lewej strony głową uderzył Spławski, Filipiak wypluł piłkę do boku, a jako pierwszy dopadł do niej Biegański, który dobijając z metra zanotował dublet. W normalnych okolicznościach Warta kontrolowałaby mecz, ale grając w osłabieniu nie było o to zbyt łatwo. Zwłaszcza że Centra nie miała już nic do stracenia i przystąpiła do szturmu, okazjonalnie przerywanego przeciętnymi w skutkach kontrami. W 59' minucie strzał głową zmierzający w kierunku bramki dość przypadkowo ręką zablokował Marciniak. Nie obejrzał za to kartki, ale rzut karny stał się faktem. Piłkę do siatki skierował Adamiak. Ostrowianie jakby dostali wiatru w żagle, ale i Warta była w pełni skoncentrowana i nie dopuszczała gości do swojej bramki. W 69. minucie nastąpiło wyrównanie. Wyrównał się jednak nie wynik, ale liczba graczy po obu stronach – za kopnięcie w czoło Spławskiego drugą żółtą kartkę dostał Wandzel. Miało to kluczowe znaczenie dla dalszych losów meczu. Może i na początku gra była wyrównana, ale od mniej więcej 75. minuty nastąpiła absolutna dominacja Warty. W 77. na boisko wszedł Łukaszyk i pół minuty później wyszedł sam na sam z Filipiakiem, ale strzelił obok słupka. Nie minęły trzy minuty, a po ładnej akcji Łukaszyka głową uderzył Spławski, ale bramkarz Centry wspaniale obronił. Jednak co się odwlecze, to nie uciecze; w 84' minucie doskonałą akcję przeprowadził niewidoczny dotąd w ataku Koziorowski, co prawda do dośrodkowania nie doszedł Spławski, ale futbolówka spadła pod nogi Białożyta, który zamknął mecz strzałem z półwoleja. Cztery minuty później Koziorowski znów przebiegł całe boisko i wyłożył patelnię Ciarkowskiemu, a ten ustalił wynik.

Za sobotnie spotkanie wyróżnić należy szczególnie skutecznego Biegańskiego, doskonałego przecinaka Laskowskiego i uczestnika każdej akcji Spławskiego, za to minusem spotkania byli odrobinę zbyt gorącokrwisty Brzostowski i niepewny, niekonsekwentny i miejscami zbyt pobłażliwy sędzia; kilku piłkarzy z obu stron powinno zanotować po kartce za otwarcie agresywne zachowanie względem arbitrów. Nie przekonało mnie również eksperymentalne ustawienie środka, myślę, że przebieg meczu udowadnia, że był to chybiony pomysł.

Następny mecz Zieloni rozegrają w Kleczewie, a za dwa tygodnie w Ogródku zmierzą się z Unią Swarzędz.

Autor: Zbigniew Jankiewicz @zbig_realista | zbig.jankiewicz@gmail.com | foto: Piotr Przyborowski / aosporcie.pl

0 komentarze:

Publikowanie komentarza

tv